SERIALOWY SYNDROM SZTOKHOLMSKI

On 13 maja 2015 by DO

W prawie każdym kraju politycy nie cieszą się szczególnym zaufaniem czy sympatią. I słusznie! Jest jednak jeden polityk, który pomimo całej swojej bezwzględności i cynizmu, zjednał sobie miliony widzów na całym świecie. Przyjrzyjmy się sylwetce popkulturowego prezydenta, głównego bohatera serialu House of Cards, Francisa Underwooda.

jestkultura.pl

jestkultura.pl

Wywodzący się z Partii Demokratycznej, Frank stanowi fenomen kulturowy. Wykreowany przez genialnego aktora Kevina Specey’ego, (anty)bohater uosabia wszystkie cechy żądnego władzy Il principe, żywcem wyjętego z filozofii politycznej Niccolo Machiavellego. Co sprawiło, że tak okrutny człowiek, pozbawiony kręgosłupa moralnego, stanowić może obiekt fascynacji milionów widzów przed ekranami telewizorów i komputerów? Czyżbyśmy chcieli, by rządził nami ktoś zepsuty aż do szpiku kości? A może chodzi wyłącznie o pewną formę obywatelskiego katharsis, jak podczas oglądania horrorów?

Warto pochylić się nad tym problemem, gdyż, wbrew pozorom, odzwierciedla on nie tylko wizję scenarzystów, opierających się na książce i brytyjskim miniserialu pod tym samym tytułem, lecz stara się również zająć miejsce w publicznej debacie, o czym dobitnie świadczy trzeci sezon House of Cards.

Hunt or be hunted

Tymi słowami (pol. „Poluj lub zostań upolowany”) kończy swój monolog Frank Underwood, gdy oznajmia widzom bezwzględne reguły świata polityki. Ujawnia się przy tym mistrzowskie wykorzystanie, przez odtwórcę głównej roli, bezpośredniego kontaktu z widzem przez łamanie czwartej ściany. Inaczej mówiąc, aktor spogląda wprost w oko kamery i zwraca się bezpośrednio do odbiorcy. Nie jest to jednak zabieg nowy, wręcz przeciwnie. Do świata serialu wprowadzony został już w brytyjskim pierwowzorze – amerykański odpowiednik tylko wykorzystał to, co sprawdzone.

Frank wielokrotnie posługuje się tym sposobem komunikacji z widzami, nie tylko wyjaśniając powody swojego postępowania, ale często obśmiewając przeciwnika, z którym musi się zmierzyć w słownej walce. Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu tego środka narracyjnego, odbiorcy stają się częścią wydarzeń. Nie jesteśmy tylko biernymi odbiorcami nagranej sceny, ale czujemy się współwinnymi „zbrodni”, towarzyszymy Frankowi w niemal każdym jego akcie zła.

Oto człowiek

Łatwo nam znaleźć określenia, które charakteryzowałyby głównego bohatera serii, koncentrując się zwłaszcza na jego amoralnych poczynaniach. Ciekawsze jednak jest tło psychologiczne, czyli to, co siedzi w głowie Francisa Underwooda. Twórcy serialu doskonale wiedzą, jak dawkować informacje na temat jego osobowości, co sprawia, że niektóre sceny w serialu wywołują niekończące się spory wśród fanów serialu (sprawa orientacji seksualnej Franka wciąż budzi kontrowersje). Bezsprzecznie należy zgodzić się, że Frank zdolny jest do popełnienia czynów okrutnych, w których główną rolę pełni osiągnięcie celu, bez względu na metody. Jednak nie można odmówić mu człowieczeństwa, nawet gdy jawi nam się jako najprawdziwszy zbrodniarz. Czy mniejszą winę ponosi prawdziwy prezydent USA, który wysyła wojska na Bliski Wschód, licząc się z ofiarami rzędu dziesiątek tysięcy? Wówczas sceny, gdzie Underwood pozbawia życia ludzi będących dla niego zagrożeniem, prawdziwym lub potencjalnym, nie wydadzą się takie okropne. Wręcz przeciwnie, rysują się one jako symbolika władzy państwowej, która dla „dobra wspólnego” pozbawia życia i wolności już od setek lat. Underwood, podobnie jak pierścień w trylogii Tolkiena, staje się uosobieniem władzy państwowej, która nie cofnie się przed niczym, jeżeli tylko może zwiększyć swój zasięg działania. Jak powiedział Lord Acton: „Każda władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie”. Ten serial obrazuje tę tezę aż nadto.

Małżeństwo z rozsądku?

Rzadko przy omawianiu postaci Francisa Underwooda i jego kariery wspomina się o żonie Claire. Jest to nie tylko wyraz zaściankowego, patriarchalnego rozumienia zjawisk politycznych, ale również zubaża pełniejsze ujęcie fenomenu postaci Underwooda. Przez przeszło 30 lat trwania, małżeństwo to nie doczekało się potomka, co nie znaczy, że ich związek jest bezdzietny – „Legacy is their only child” (pol. „Spuścizna jest ich jedynym dzieckiem”), jak ujmuje to Tom Yates, pisarz zatrudniony przez prezydenta. Yates pełni podwójną rolę. Z jednej stony jest niczym średniowieczny skryba, zatrudniony przez głowę rodu, by zapisał on na kartach pergaminu historię rodziny, pełną szlachetnych mężów i pięknych dam. Z drugiej, stanowi formę psychoterapeuty, przyjaciela za pieniądze. Wbrew pozorom, nawet Underwood ma potrzebę, by komuś się wyżalić. Jednak zbyt dobrze wie, że każda słabość, którą sam odkrywa, może zostać wykorzystana przez jego wrogów. Dlatego nawet rozmowy Franka z Tomem, w których może pozwolić sobie na odrobinę szczerości, są dla strapionego prezydenta wybawieniem, ale również gigantycznym zagrożeniem.

W trzecim sezonie mamy dobitnie wyjaśnione znaczenie małżeństwa dla Francisa Underwooda. Przestaje on być niepokonanym dyskutantem, traci poparcie w szeregach własnej partii, jednoczy przeciwko sobie cały Kongres. Obserwowany przez poprzednie dwa sezony, kurs wznoszący Franka, zaczyna pikować. Trudności w rządzeniu pojawiają się niemal jednocześnie z problemami w relacjach z Claire. Okazuje się, że cała siła polityczna i umiejętności manipulacji, które Frank stosował przez wszystkie lata politycznej drogi do Białego Domu, są niewystarczające z chwilą nadchodzącej groźby rozpadu małżeństwa.

Drugi garnitur

Inne problemy, które ujawniły się z chwilą przejęcia urzędu prezydenta przez Underwooda, to słabość ludzi wokół niego, brak odpowiednich kompetencji czy bezgranicznej lojalności. Wielu z nich praktycznie zaprzepaszczało inicjatywy polityczne Francisa. Jako prezydent, polegać powinien na sprawdzonych osobach, a z jakiegoś względu takich nie potrafił skompletować. Brak w najbliższym otoczeniu Douga Stampera, wieloletniego współpracownika i powiernika licznych sekretów Underwooda, okazał się wielkim błędem. Nawet najlepsze plany, misternie układane w głowie Francisa, były skazane na porażkę, gdy za ich realizację brały się osoby do tego nieprzygotowane lub mające zbyt miękkie serce.

Godny przeciwnik

Z każdym kolejnym stopniem politycznej kariery Francis Underwood spotykał równego sobie adwersarza. Czasem sam powodował ich powstanie, jak dziennikarka Zoe Barnes w pierwszym sezonie. W drugim natomiast był nim Raymond Tusk, co stało się tematem licznych żartów wśród polskich widzów serialu. Ostatni sezon wykreował przeciwnika najpotężniejszego i najgroźniejszego – Wiktora Petrowa, prezydenta Rosji. Jest on wprost wzorowany na prezydencie Władimirze Putinie, odznacza się nawet podobieństwem fizycznym. Dlaczego Petrow jest taki niebezpieczny dla Underwooda? Ponieważ w gruncie rzeczy są to osoby o identycznym sposobie myślenia, charakteryzujące się bezwzględnością i rządzą władzy. Jednak system demokratyczny, który panuje w USA, powoduje, że Francis w wielu wypadkach albo ma związane ręce, albo musi działać na granicy prawa. Petrow, będący władcą autorytarnym, nie ma problemu z demokratyczną kontrolą, teoretycznie może więc więcej. Serialowy odpowiednik Putina w taki sposób tłumaczy różnice w sposobie rządzenia: „Jeśli ludzie nie są zadowoleni z twojej pracy, usuwają cię ze stanowiska. Jeśli nie są zadowoleni ze mnie, niszczą pomniki. Leje się krew. Zapada chaos”.

Domek z kart

Tak brzmi tytuł serialu w tłumaczeniu na język polski. Z pewnością fani serii oczekują na następny, czwarty już sezon, by dowiedzieć się czy budowane z mozołem przez Francisa Underwooda imperium władzy rozsypie się jak efemeryczny domek z kart. Zakończenie trzeciego sezonu wydaje się wskazywać na dość wyraźne rysy, wiodące od fundamentów tej budowli. Niemniej jednak twórcy doskonale wiedzą, jak zasiać w widzach ziarno niepewności i sprawić, by z uwagą oczekiwali na premierę kolejnego sezonu.

//Wiktor Hunek

Comments are closed.