SIDŁA POLITYKI. REPORTAŻ O MARII OLSZAŃSKIEJ

On 28 grudnia 2013 by DO

Młoda, pełna energii, nastawiona na działanie. Widać, że polityka ją fascynuje i pociąga. Maria Olszańska jest przykładem na to, że wbrew popularnemu przeświadczeniu, młodzi ludzie chcą się angażować i robić coś ponad wymagane minimum.

fot. Andrzej Banaś/Gazeta Krakowska

fot. Andrzej Banaś/Gazeta Krakowska

Polityka wciąga

Do polityki weszła przez przypadek. Wszystko zaczęło się w liceum. Na lekcjach wiedzy         o społeczeństwie toczyły się dyskusje o bieżących problemach. W tym czasie Maria została zauważona przez kolegę, który już wcześniej należał do Stowarzyszenia „Młodzi Demokraci”. Na pierwsze spotkanie poszła z ciekawości. Jednak ciekawość szybko przerodziła się w potrzebę działania. Została na dłużej. Dzisiaj ma 22 lata i nie myśli o rozstaniu z polityką. „Kraków to najbardziej moje miasto” – mówi, i to z nim chce związać swoją przyszłość, przynajmniej najbliższą.

Maria Olszańska studiuje międzynarodowe stosunki gospodarcze na Uniwersytecie Ekonomicznym. Wcześniej obroniła licencjat z zakresu stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studia i przeprowadzka do Krakowa wymusiły rezygnację         z działalności na Śląsku. „W czasie zjazdu krajowego, po kampanii prezydenckiej w 2010 roku, miałam okazję poznać działaczy z Małopolski. To były ostatnie wakacje w domu           i pierwsze w Krakowie. Spotkałam ludzi, którzy mnie tutaj przygarnęli” – opowiada Maria. Krakowska przygoda zaczęła się od udziału w programie Młodzież Kontra, w którym przedstawiciele młodzieżówek partyjnych dyskutują z politykami z pierwszych stron gazet. Potem były spotkania Młodych Demokratów we własnym gronie.

Polityka oczekuje zaangażowania

Pierwsze odpowiedzialne zadanie, jakiego się podjęła to funkcja skarbnika.   W styczniu 2013 roku Maria została wybrana na przewodniczącą koła w Krakowie. Na jej głowie spoczywa organizacja cotygodniowych, czwartkowych spotkań. Do tego dochodzi przygotowanie tematów do dyskusji, kontakty z politykami, reprezentowanie stowarzyszenia na zewnątrz.    „Bycie liderem jest przyjemne, ale to też niełatwe zadanie. Nieraz jest tak, że trzeba wziąć wiele zdań pod uwagę, okiełznać burzliwą dyskusję. Cały czas coś się dzieje, jest coś do przemyślenia, do załatwienia, do napisania” – mówi Maria. Zdarza się, że wraca do domu po kilkugodzinnej dyskusji, a myślami wciąż jest przy omawianym problemie. „To jest tak naprawdę praca na pół etatu” – dodaje.  Zwłaszcza, że Maria nie ogranicza się tylko do działania na szczeblu lokalnym. Niedawno została sekretarzem programowym stowarzyszenia krajowego, w którego prace angażowała się już wcześniej. Ale na nadmiar obowiązków nie narzeka. Satysfakcja i radość płynące z sukcesów motywują do dalszego działania. „Jest dużo do ogarnięcia, ale są to rzeczy, które się nie wykluczają. To moje drugie życie” – mówi.

Polityka stwarza mylne wrażenia

Jednocześnie Maria Olszańska walczy z szufladkowaniem młodzieżówek partyjnych jako organizacji, które jedyne co robią, to pomagają przy koordynowaniu kampanii wyborczych. „To nie jest tak, żeby my tylko wieszamy plakaty. Spotykamy się, dyskutujemy. Kończymy spotkania o 23, a potem wychodzimy jeszcze gdzieś usiąść i debata tak naprawdę dalej się ciągnie” – podkreśla. W kampanie angażują się w takim stopniu, w jakim zostaną o to poproszeni przez polityków. Zwłaszcza lokalnych.

W ciągu roku sami inicjują wiele przedsięwzięć. Chociażby teraz. Priorytetem jest zmiana ordynacji wyborczej do rad osiedli. Domagają się zniesienia obowiązku stałego meldunku. Chcą by kandydować mógł zarówno krakus z dziada pradziada, student mieszkający               w mieście, a pochodzący z dowolnego miejsca w kraju, a także człowiek, który mieszka         w Krakowie od kilkunastu lat, tu pracuje, tu ma rodzinę ale nie stać go na zakup własnego mieszkania. Przeciwnicy twierdzą, że projekt ten jest trampoliną do kariery dla Młodych Demokratów. Maria Olszańska stanowczo odpiera te zarzuty.

„Bardzo nie lubię, jak ktoś mówi że to jest projekt specjalnie dla nas. To jest projekt, który otwiera drogę absolutnie każdemu, nieważne czy jest z młodzieżówki czy nie jest. Głosy, że ktoś się przepisze specjalnie do rejestru po to żeby zostać radnym dzielnicy i na tym zarobić dla mnie są niezasadne. Zyski jakie płyną z tego tytułu to kieszonkowe, a nie pieniądze, za które można się utrzymać” – mówi.

Decyzję w sprawie zmiany ordynacji podejmie rada miejska na przełomie roku. Jednak szanse na sukces są duże. Swoje poparcie wyraził już Bogusław Kośmider, przewodniczący Rady Miasta Krakowa i szef krakowskiej Platformy Obywatelskiej.

W ostatnim czasie Młodzi Demokraci skupiali się też na poprawkach do rządowego programu Mieszkanie dla Młodych. Na tym polu odnieśli sukces. Dzięki inicjatywie stowarzyszenia       o dofinansowanie pierwszego własnego lokum będzie można ubiegać się także w przypadku budowy domu, a nie tylko przy zakupie mieszkania na rynku pierwotnym, jak to było wcześniej planowane. W tę sprawę mocno angażowała się również Maria Olszańska.

Krakowscy Młodzi Demokraci nie ograniczają się tylko do pisania projektów. Nawiązują kontakt z mieszkańcami. Organizują Święto Flagi. W Dniu Bezpiecznego Kierowcy sprawdzają znajomość kodeksu drogowego. Zachęcają do czytania książek. Sprzątają brzegi Zalewu Dobczyckiego.

Polityka punktuje skrajności

„Trudno policzyć, ile osób wspiera działania młodzieżówki w Krakowie. – W samym kole jest około pięćdziesiąt osób” – mówi Maria. Wśród młodzieży licealnej Młodzi Demokraci nie cieszą się dużą popularnością. „Ani my, ani Platforma Obywatelska nie jesteśmy stowarzyszeniami czy partiami o skrajnie radykalnych poglądach. A młodość przyciąga skrajności. Obserwujemy odpływ  młodej energii do Twojego Ruchu albo do Kongresu Nowej Prawicy” – wyjaśnia.

Przewodnicząca krakowskiego koła przyznaje, że sama wybrała Młodych Demokratów, bo do programu Platformy Obywatelskiej było jej najbliżej. Jednocześnie podkreśla, że nie jest tak, że ślepo zgadza się ze wszystkim. „Nigdy nie wybrałam tej partii dlatego że jest u władzy, czy dlatego ze jest popularna, tylko jest to związane z moimi poglądami” – mówi. Pytana         o polityków, których ceni w polskiej polityce, wymienia czołowe postacie swojego ugrupowania. Donalda Tuska szanuje za umiejętność zjednywania sobie ludzi, Ewę Kopacz za to, jak wysoko zaszła, Jerzego Buzka za karierę w Parlamencie Europejskim. Wymienia także Radosława Sikorskiego, którego ceni za politykę zagraniczną, dziedzinę szczególnie jej bliską, dzięki której Polska jest coraz lepiej odbierana na świecie.

Polityka wymaga doświadczenia

Maria Olszańska nie ma jeszcze jasno sprecyzowanej wizji swojej politycznej przyszłości. Na razie chciałaby wystartować w wyborach do rady dzielnicy. O ile uda się zmienić ordynację. Uważa, że dobry polityk powinien mieć doświadczenie w pracy na większości szczebli władzy. Najpierw działalność w kręgu lokalnym, następnie region, a potem dopiero stanowiska na szczycie. „Taki człowiek zdobywa doświadczenie przy podejmowaniu tak naprawdę najmniej odpowiedzialnych decyzji. Nie chcę powiedzieć że to są decyzje nieodpowiedzialne, ale są na dużo mniejszą skalę” – tłumaczy. Brzmi rozsądnie. Wydaje się, że młodzi działacze, a przynajmniej część z nich, uczy się na błędach starszych kolegów.      W każdych wyborach do wyścigu staje co najmniej kilku młodych gniewnych, którzy zbierają owacje za wyrazisty wizerunek i głośne postulaty. Niektórzy zdobywają nawet odpowiednią liczbę głosów, jednak stają się bezradni w starciu z wprawionymi politykami, gdy trzeba bronić swoich racji. „Na razie możemy mieć wpływ na sprawy lokalne. Warto mieć trochę pokory, i nauczyć się czegoś zanim zacznie się podejmować poważne decyzje” – podsumowuje Maria Olszańska. 

//Aleksandra Gieracka

Dodaj komentarz