SŁOŃ NASZ POWSZEDNI

On 26 stycznia 2016 by DO

W wielu z nas pewne tematy ze sfery dyskursu publicznego nastrajają wyjątkowo emocjonalnie. Sprawa aborcji, in vitro, czy związków osób tej samej płci to medialna trójca kontrowersji. Czy jednak zastanawialiśmy się nad tym, co powoduje w nas ocenę moralną tychże kwestii? Z pomocą przychodzi nam psycholog społeczny Jonathan Haidt.

ecosystems.us

ecosystems.us

W książce „Prawy umysł” Jonathan Haidt pragnie przekazać nam pewną nieuświadomioną prawdę, kształtującą, wbrew pozorom, nasze postrzeganie rzeczywistości społecznej. Mianowicie wielu myślicieli, którzy zastanawiali się nad kondycją moralną człowieka, wychodziło z prostego założenia, że człowiek jest istotą rozumną. Na przestrzeni stuleci idea ta była rozwijana, konfrontowana z innymi, ale zasadniczy jej rdzeń przedostał się z filozofii do nauki, w tym psychologii, a także do świadomości społecznej. Naukowcy, którzy zajmowali się rozwojem funkcji poznawczych w poszczególnych etapach rozwoju człowieka, usiłowali odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób powstaje zdolność do oceny moralnej. Działając w paradygmacie racjonalistycznym, wyniki badań potwierdzały ich założenia, że człowiek uczy się samodzielnie, poprzez interakcję z innymi ludźmi, które zachowania są moralne, a które nie. Innymi słowy, wniosek sprowadzał się do stwierdzenia, że człowiek podejmuje wartościowanie moralne na postawie racjonalnej analizy zdarzeń. Jonathan Haidt jednak uważał, że nie jest to pełne rozwiązanie problemu.

Serce i rozum

Przeprowadził szereg szeroko zakrojonych badań, w tym koncentrując się na różnicach kulturowych w odmiennych społeczeństwach na świecie, i wynik, który otrzymał po szczegółowej analizie danych, znacząco różnił się od przodującego wówczas trendu w psychologii. Otóż według niego pierwszeństwo w podejmowaniu decyzji moralnych nie odgrywa rozum, jak zwykło się przyjmować, a intuicje moralne, bazujące na emocjach. Co przez to możemy rozumieć? Haidt posługuje się analogią słonia i jeźdźca. Słoń, czyli wielkie, ociężałe zwierzę, pierwsze reaguje na bodźce – to nasza intuicja moralna. Jeździec – nasza świadoma część umysłu – może tylko w ograniczony sposób wpłynąć na tego słonia, a w większości przypadków może jedynie korygować kierunek już przez to zwierzę obrany. W człowieku bez udziału świadomości najpierw powstaje opinia moralna o jakiejś kwestii, a dopiero potem rozum wytwarza ad hoc argumenty, których zadaniem jest poprzeć dane stanowisko. Szczególnie widoczne to jest w sytuacjach, gdzie badany musiał wypowiedzieć swoją opinię o zdarzeniu, w którym sprawca łamał panujące tabu, ale na osobności i bez konsekwencji dla innych, np. stosunek seksualny dorosłego rodzeństwa po zastosowaniu wszelkich możliwych środków antykoncepcyjnych. Dla części badanych było to niemoralne, chociaż nie potrafili odnaleźć punktu początkowego swojego rozumowania.

Kubki smakowe moralności

To jednak nie wyczerpuje całej sprawy. Haidt wyróżnił pięć podstawowych filarów naszej moralności: troska, sprawiedliwość, lojalność, autorytet i świętość. W zależności od tego, które fundamenty mają przewodnią rolę w naszej podświadomości, wypadkowa wytwarza odpowiednie intuicje moralne, a w kontekście całego społeczeństwa, systemy etyczne. Nawet to, jakie poglądy polityczne wyznajemy, jest mocno skorelowane z tym, jakie filary są akcentowane przez naszego „słonia”. Ludzie o orientacji lewicowej kładą większy nacisk na troskę niż konserwatyści, którzy większą wagę przywiązują do zasad lojalności, autorytetu i świętości. Jest pewna grupa ludzi, która jednak wyłamuje się z takiego podziału, są nimi libertarianie. Dlatego też Haidt dodał nowy filar – wolność, ale zaznaczając przy tym, że tak naprawdę dzieli się ona na dwa rozumienia: w sposób indywidualistyczny, czyli wolności negatywnej, oraz wolności pozytywnej, jako wolności szans. Dla lepszego zobrazowania posługuje się on metaforą kuchni. Na całym świecie różne kultury wytworzyły specyficzne połączenia smaków, dając tym samym początek odpowiednim daniom. Tak samo społeczeństwa te, bazując na kilku podstawowych filarach zmysłu moralnego, wykoncypowały, na zasadzie wielowiekowej tradycji i dopasowania do otaczający warunków środowiskowych, takie modele zachowania zgodnego z panującymi zasadami, które umożliwiały w najlepszym stopniu przetrwanie wspólnoty i jej harmonijny rozwój. Jak mówi sam Haidt, nie interesuje go to, czym moralność jest, ale jakie spełnia funkcje.

Po co nam intuicje moralne?

Racjonaliści uważają, że byłoby o wiele lepiej, gdybyśmy zawsze posługiwali się rozumem, a już zdecydowanie w kwestii etyki. Nie można się bardziej mylić. Cała historia refleksji nad etyką i moralnością, która w naszej europejskiej kulturze sięga czasów grecko-rzymskiego antyku, a potem powraca w kolejnych epokach, zdominowana jest przez paradygmat, że to rozum powinien panować nad uczuciami. Jak wykazaliśmy wcześniej, w obrębie dziedziny opisowej, „jak jest”, teza ta jest nieprawdziwa. Tymczasem i w refleksji normatywnej, „jak być powinno”, zdaje się być nie tylko sprzeczna z faktami, ale również niebezpieczna. Haidt przytacza badania prowadzone nad psychopatami, czyli ludźmi pozbawionymi empatii. Nie potrafią oni zrozumieć stanów psychicznych innych ludzi, a także sposób podejmowania przez nich decyzji jest pozbawiony wpływu emocji. Części mózgu odpowiedzialne za emocje są u nich miej zaangażowane w proces decyzyjny niż u przeciętnego człowieka. Są zatem wzorcowym modelem racjonalnego człowieka… ale też popełniają zdecydowaną większość najbardziej okrutnych zbrodni.

Konserwatyści vs progresywiści

Jakie znaczenie ma dla nas, politologów, obserwacja poczyniona przez Jonathana Haidta? Przede wszystkim możemy lepiej otaczającą nas rzeczywistość sporów moralnych. Człowiek, który jest świadomy istnienia nie tylko własnego „słonia”, nie będzie pochopnie wydawał ocen nt. kondycji moralnej innych ludzi. Wbrew pozorom nasi oponenci mają odmienne stanowisko od naszego nie dlatego, że są głupi, wredni lub cyniczni, ale wiąże się to z czymś, co jest od nich niezależne, z ich podświadomością. W takim przypadku również wpływ na zmianę postaw musi koncentrować się na innych, niż czysto racjonalnych próbach perswazji. Kierować musimy się do słonia, a nie do jeźdźca. W takim przypadku o wiele bardziej pomocne jest najpierw zdobycie zaufania, stworzenie emocjonalnej więzi, a nie uderzanie tępym obuchem racjonalnych argumentów, które i może są faktycznie prawdziwe, ale na człowieka, jako istotę emocjonalną, nieskuteczne. W Polsce niedawno wybuchł, powracający jak bumerang, spór, który można w największym skrócie przedstawić jako walkę osób zorientowanych na wartości religijne, obyczajowe z osobami, które stawiają na piedestał wolność słowa, nawet tego obrazoburczego. W tle zaś finansowanie z budżetu teatru, który wystawia kontrowersyjną sztukę, w której występuje para aktorów pornograficznych, ponoć odgrywających na scenie stosunek seksualny. Bez znajomości biologicznych podstaw tworzenia się zasad moralnych, możemy popaść w niekończącą się wojnę ideologiczną, gdzie obie strony okopią się na swoich pozycjach. Tymczasem po głębszej refleksji można zaważyć, że racjonalne argumenty oby stanowisk nie mają szans trafić do swoich oponentów, gdyż to nie racjonalność ich ku zajmowaniu danych opinii pchnęła.

//Wiktor Hunek

Comments are closed.