SOLIDARNY DZIAŁACZ – MARCIN PLINTA (REPORTAŻ)

On 29 grudnia 2013 by Kamil Popiela

Prawdopodobnie każdy kto bada życie polityczne, chciałby choć raz zobaczyć jak wygląda i „działa” ono od środka. W przypadku Marcina Plinty, członka Klubu Młodych Solidarnej Polski to marzenie się spełniło. Łut szczęścia sprawił, że tuż po ukończeniu studiów dostał taką szansę.

źródło: Facebook Marcina Plinty

źródło: Facebook Marcina Plinty

Już w liceum jego marzeniem było pogłębianie wiedzy w zakresie nauk politycznych. Chciał pójść na te studia. Jego wybór nie był przypadkowy. Marcin Plinta od lat interesował się polityką, a w 2006 roku rozpoczął studia na wymarzonym wydziale na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Przypadek czy szczęście?

W dniu obrony pracy magisterskiej dowiedział się, że jego promotor,  dr hab. Krzysztof Szczerski został wybrany posłem. „Polityka zawsze była obecna w moim życiu. Jednak nie ukrywam, miałem szczęście. W 2011 roku wziąłem udział w Akademii Dziennikarstwa, Prawa i Samorządu, którą prowadził Krzysztof Tenerowicz, działający wówczas w PiS. Wtedy właśnie z PiS wystąpił Zbigniew Ziobro a wraz z nim również Krzysiek. Wtedy stwierdziłem, że to ten moment, by spróbować swoich sił w polityce.” Plinta postanowił zapisać się do młodzieżówki nowopowstałej partii – Klubu Młodych Solidarnej Polski, by ją poznać  i mieć szansę współtworzyć od podstaw struktury nowego ugrupowania.

Ciężka praca – dla najwytrwalszych

Plinta zaznacza, że na początku był przede wszystkim zachwyt, a później pozostała ciężka praca: tworzenie programu, utrzymywanie kontaktu z elektoratem, próba przebicia się w mediach poprzez udział w akcjach społecznych. Budowanie od podstaw partii politycznej jest zadaniem mozolnym, tylko najwytrwalsi pozostają wierni partyjnym ideom, niezależnie od politycznej rzeczywistości. „Wynik wyborczy niestety nie zależy tylko od nas. My jako działacze młodzieżówki czy regionalnych struktur możemy pracować a i tak uwaga skupia się głównie na liderach” – dodaje Plinta. Jego zdaniem wygraną w wyborach do rad dzielnic można sobie „wychodzić”, stosując metodę ‘od drzwi do drzwi’. Jest to taktyka skuteczna, ponieważ w wyborach lokalnych Polacy uczestniczą niechętnie, stąd wielkie szanse na to, by dzięki bezpośredniemu kontaktowi zyskać przewagę nad innymi. Plinta jednak nie jest na razie zainteresowany działalnością w radach dzielnic.

Happeningi – nie dla każdego

Głośne w Krakowie happeningi organizowane przez Solidarną Polskę takie jak: akcja z maczetami czy rozdawanie stołków pod biurem Platformy Obywatelskiej sprawiają, że działania Klubu Młodych są zauważalne. „Dzisiaj nie można się przebić do opinii publicznej mając tylko rzeczowy przekaz. Trzeba zrobić happening, który przyciągnie media.” Plinta zaznacza, że nie bierze udziału w tych akcjach, bo po pierwsze: pracuje na etat i byłoby problematyczne „zerwać się”, by iść na tego typu wydarzenie, a po drugie: nie czuje się w tym dobrze. Uważa, że nie nadaje się do takiej działalności, lecz zaznacza, że każda partia musi organizować takie akcje.

Polityka to nie wszystko

Ten absolwent politologii nie ogranicza się tylko do działalności w młodzieżówce Solidarnej Polski. Na co dzień pracuje w Urzędzie Marszałkowskim w Krakowie, bo jak twierdzi „polityka to hobby, jednak trzeba mieć zabezpieczenie, odskocznię. Człowiek żyjący w polityce musi być niezależny”. Sam start wyborach do rady miasta to wydatek rzędu 20-40 tysięcy złotych (na samą kampanię). Żeby ubiegać się o fotel radnego, trzeba mieć wręcz pewność, że uzyska się mandat. W obecnej sytuacji SP start w wyborach to byłoby polityczno-finansowe samobójstwo dla tak młodego działacza.

Po eurowyborach może już nie być Solidarnej Polski

Dla Solidarnej Polski najważniejszym sprawdzianem będą eurowybory. Plinta nie ma zamiaru w nich startować, ponieważ obiektywnie przyznaje, że nie miałby szans. „Wystawianie młodych ludzi w nowych partiach zdarza się ze względu na niedobór kandydatów, jednak nie sądzę, by było to dobre rozwiązanie w moim przypadku – jestem jeszcze za młody i zbyt podatny na wpływy. Z pewnością to liderzy partyjni ‘pociągną’ listy wyborcze do europarlamentu jak i do Sejmu w 2015 roku” – dodaje. W przypadku Solidarnej Polski ten zabieg wydaje się dość oczywisty, ponieważ partia wciąż ma zbyt mało rozpoznawalnych twarzy. 

Ziobro lepszy od Kaczyńskiego

Głównym powodem obaw o wynik SP w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest rosnący wpływ PiS na scenę polityczną. Wyborcy wolą głosować na większą partię, która ma realne szanse na zwycięstwo. Mimo to Plinta przekonuje, że to Zbigniew Ziobro jest lepszym przywódcą od Jarosława Kaczyńskiego. Jego zdaniem trzyma się on bardziej rzeczywistości niż prezes PiS. „Ziobro zauważa więcej problemów, które dotykają polskie społeczeństwo. A przede wszystkim w Solidarnej Polsce jest większy pluralizm niż w PiS. W młodzieżówce SP są ludzie o poglądach wolnorynkowych, mimo że główną linią programową partii jest pomoc socjalna. Można ze sobą współpracować i pięknie się od siebie różnić. W Prawie i Sprawiedliwości byłoby to nie do pomyślenia.”

//Kamil Popiela

Dodaj komentarz