Śpiący Królewicz – bajka o życiu i umieraniu

On 7 maja 2018 by Drugi Obieg

„Mamusiu, proszę, nie płacz. Bo muszę iść spać”. Tymi słowami rozpoczyna swój wiersz matka, która straciła swojego syna. Poszedł spać – Alfie Evans, chłopczyk, którego dwadzieścia cztery miesiące życia zjednoczyły miliony osób na całym świecie, porwały ludzi do modlitwy, wyzwoliły siłę walki w rodzicach, uświadomiły nam; gdzie kres naszej egzystencji, a nade wszystko – wywołały dyskusje na temat życia. 

Bez tytułu Fot. ARC

Bohater, prawdziwy bohater. Gdy sędziowie wydali na nim wyrok, że nie ma już dla niego żadnych szans, by mógł cieszyć się normalnym życiem, a lekarze odłączyli go od aparatury podtrzymującej podstawowe czynności jego organizmu, On – wbrew oczekiwaniom specjalistów i ku zaskoczeniu wielu – nie odszedł. Przeżył pierwsze godziny, a nawet dni. Każda kolejna doba wlewała w serca ludzi nadzieję, że ten mały bohater zdoła pokonać śmierć. Walczył dzielnie. W sobotę o 2.30 nad ranem, po pięciu dniach samodzielnego oddychania, zmarł. W poruszających słowach o śmierci małego bohatera poinformował jego ojciec: „Mój gladiator odłożył swoją tarcze i rozłożył swoje skrzydła” – napisał. 

Chłopiec zjednoczenia 

Odłożył tarczę, ale nie przegrał. W ciągu tygodnia zdołał poruszyć serca wielu; począwszy od zwykłych ludzi – którzy nie mogli przejść obojętnie wobec bezdusznego systemu niemającego żadnej litości dla uczuć drugiego człowieka. W poczuciu bezradności i wewnętrznej potrzeby zamanifestowania swojego sprzeciwu, wyszli oni na ulice miast, by okazać solidarność i wsparcie najbliższym Alfiego – aż po możnych tego świata. Papież Franciszek zabiegał o przewiezienie chorego chłopca do włoskiej kliniki Dzieciątka Jezus, władze Italii nadały mu włoskie obywatelstwo, a prezydent Polski, jeszcze przed śmiercią, napisał: „Jego odważne małe ciało udowodniło ponownie, że cud życia może być silniejszy niż śmierć”Zjednoczył wielu; ludzi różnej narodowości, kultury, poziomu wykształcenia, poglądów politycznych czy religii. Wszyscy oni chcieli, by żył. Nic więcej. Uświadomili sobie jak cenne, ale i kruche, jest życie. Choć przez moment mieli oni jedno pragnienie, jedno serce i jednego ducha – i właśnie to jest jego zwycięstwo.

Teatr umierania

Ostatnim dniom życia i śmierci Alfiego Evansa z uwagą przyglądał się cały świat, przez który przetoczyła się dyskusja, czy my – ludzie – mamy prawo decydować o życiu i śmierci drugiego człowieka? Czy w imię własnej niewiary i bezradności, mamy prawo poddać się i zaniechać próby ratowania najcenniejszego daru? Czy mamy prawo traktować dziecko jako własność państwa, zabraniając rodzicom leczenia swojego dziecka w miejscu, gdzie chce się mu dać szanse do życia? 

Alfie cierpiał na ciężką chorobę neurologiczną, która powodowała powolne obumieranie mózgu. Rodzice nie mogli pogodzić się z odłączeniem chłopca od aparatury podtrzymującej jego życie. Decyzja sądu i działania lekarzy budziły kontrowersje. Lekarze twierdzili, że dalsza terapia skazana jest na niepowodzenie. Część społeczeństwa zarzucała personelowi medycznemu zbyt szybkie i lekkomyślne wydanie wyroku na chorym chłopcu, wskazując przypadki ludzi, którzy żyją z podobnymi upośledzeniami. Ogromne wzburzenie wywołała nieugiętość sądu w sprawie zakazu przewiezienia dziecka do włoskiej kliniki. Brytyjski wymiar sprawiedliwości oskarżano o ograniczenie wolności obywatelskich w decydowaniu o losach swojego dziecka oraz łamanie praw w sprawie dostępu do leczenia. Wszelkie apele rządzących krajami, zwykłych ludzi, a nawet samego papieża, okazały się bezskuteczne. Brytyjski system postanowił wydać wyrok, nie czy, ale kiedy ma umrzeć Alfie Evans, dwuletni obywatel tegoż kraju.

Cywilizacja śmierci

Życie Alfiego mogło być naznaczone nieustannym cierpieniem, mogło trwać niewiele. Mogło. Nigdy nie dowiemy się jakie byłoby naprawdę i jak wiele, paradoksalnie, szczęścia mogło ono dawać rodzicom i samemu chłopcu, który jak wielu niepełnosprawnych, nawet jeśli nie w pełni świadomie, ale mógł żyć. W obliczu życia i śmierci jesteśmy bezradni, stajemy przed dylematem co jest naszym prawem; skazywanie dziecka na prawdopodobnie nieustanne cierpienie, czy pozbawianie go szansy do walki i odbieranie mu życia. Jedno jednak jest pewne; medycyna po raz kolejny nie zdała egzaminu, zamiast leczyć i dawać szanse do życia, zdecydowała poddać się, zaprzestać walkę i skazać na pewną śmierć. 

„Teraz muszę powiedzieć dobranoc” – czytamy w ostatniej linijce wiersza matki małego chłopca. My też mówimy Tobie: „Dobranoc!”. Śpij, a my postaramy się, by Twoja śmierć nie poszła na marne. 

// Sebastian Tałach

  

Źródła:

  1. http://gosc.pl/doc/4681017.Mamusiu-prosze-nie-placz-bo-musze-isc-spac [dostęp 01.05.2018]
  2. https://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/nie-zyje-alfie-evans-chlopiec-cierpial-na-ciezka-chorobe/6k2yfp8[dostęp 01.05.2018]

Comments are closed.