SPOT W KOLANO

On 17 maja 2014 by DO

Kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego toczy się dość smętnie i przewidywalnie, a kandydaci z ułańską fantazją zniechęcają do siebie wyborców i na potęgę produkują spoty wątpliwej jakości.

Michał Boni (w krzakach)

Michał Boni (w krzakach)

PoPiSowa przepychanka

Pod koniec marca kampania ruszyła z kopyta. Strzałami z ostrej amunicji walkę rozpoczęło Prawo i Sprawiedliwość. Czarno-biały spot (Zagłosujesz na nich?) atakuje głównych polityków partii rządzącej,  którzy „zamiast godnie reprezentować Polskę, przynieśli wstyd na arenie międzynarodowej”. Partia Jarosława Kaczyńskiego przywołuje pierwsze strony gazet, na których widnieją: Jacek Protasiewicz oskarżony o wywołanie skandalu na frankfurckim lotnisku, Jacek Rostowski, który zadłużył kraj bardziej niż Gierek, Michał Boni chcący ograniczać wolność w Internecie, a także Michał Kamiński – pierwszy leń w Europarlamencie. Premiera spotu zaliczyła falstart. W pierwotnej wersji Rostowskiemu przypisano tekę ministra skarbu. Wpadkę szybko poprawiono, jednak niestaranność sztabu PiS została wyśmiana przez dziennikarzy i komentatorów.

Na atak ze strony głównego konkurenta, w tej samej konwencji, błyskawicznie odpowiedziała Platforma Obywatelska. Adamowi Hofmanowi wypomniano, że chwalił się wielkością swojego penisa, Karolowi Karskiemu pijaństwo i demolkę w cypryjskim hotelu a Krystynie Pawłowicz – nazwanie unijnej flagi szmatą (Siewcy obciachu).

Oba spoty wpisują się w schematy kampanii atakującej, skupiającej się na wyliczeniu wpadek przeciwników. Jednak do mistrzów w budowaniu negatywnego przekazu – Amerykanów – daleka droga. PO nie mogła pozwolić sobie na zignorowanie zaczepki, jednak w tej bitwie niewielką przewagę zyskało PiS. Chociażby dlatego, że ani Hofman ani Pawłowicz w wyborach nie startują, a Kamiński i Boni owszem.

Knury i prosiaki

Za sprawą dwóch największych partii na chwilę zabulgotało w wyborczym kotle, ale to Janusz Palikot skutecznie dolał oliwy do ognia, zanim ten na dobre się rozpalił. Poseł z Biłgoraja prowokuje od dawna. Do rynsztokowego języka też zdążył nas przyzwyczaić. Mimo to pierwszy spot koalicji Europa Plus Twój Ruch (Platforma nie zatrzyma PiS) wywołał niemałe poruszenie. Jest CBA wyciągające ze snu, striptizerka tańcząca na rurze, alkohol i soczyste przekleństwa. Jest straszenie „politycznymi knurami” i powrotem PiS do władzy, a na koniec zapewnienie, że tylko EPTR może zagwarantować „europejskie standardy”. Czemu koalicja przypomina poprzednią ekipę, skoro teraz rządzi PO? „Prosiaki z Platformy doprowadziły do tego, że polityczne knury z PiS mogą wrócić do władzy” – śpieszy z wyjaśnieniami Palikot.

Straszenie nie wychodzi z mody. Sojusz Lewicy Demokratycznej idzie jeszcze dalej. Opowiada się „przeciwko polityce strachu…” (w spocie o tym samym tytule) a jednocześnie sieje panikę, bo przecież Platforma to PiS. Dowodem ma być zmiana barw Michała Kamińskiego.

Bezpieczeństwo najważniejsze

Prędzej czy później kwestia ukraińska musiała zostać wykorzystana przez sztabowców. Temat bezpieczeństwa przewija się od dobrych kilku tygodni, a nawet staje się „prawdziwą stawką wyborów”. Dla PO to przede wszystkim niezależność energetyczna i nowoczesna armia (Tego potrzebuje dziś Polska), a „każdy, kto naraża nasze bezpieczeństwo powinien dostać od Polaków jednoznaczne nie!” (Jedność z Europą). „Granaty, czołgi i samoloty” kwintesencją bezpieczeństwa nie są dla Polskiego Stronnictwa Ludowego. Liczy się „służba zdrowia, która ma służyć zdrowiu”, „szkoła, do której dzieci chcą chodzić” oraz „chleb, warzywa i owoce z urodzajnych pól i pachnących sadów”(Bezpieczeństwo).

Spot czy nie spot

Skuteczna kampania powinna wykorzystać kontekst chwili. Kanonizacja Jana Pawła II, okrągła rocznica wstąpienia Polski do Unii Europejskiej czy majówka aż proszą się o wyborcze zawłaszczenie.

Czemu Donald Tusk śpiewa „Hey Jude”? – no właśnie, czemu? Klip szybko stał się viralem, a zaciekawieni internauci próbowali rozszyfrować powód wykorzystania jednego z rozlicznych talentów premiera. Większość spodziewała się koncertu Paula McCartney’a, tymczasem to tylko film pokazujący „skok cywilizacyjny” Polski po wejściu do UE (10 lat świetlnych – 10 lat w Unii Europejskiej). W dodatku  produkcja oficjalnie materiałem wyborczym nie jest, ale i tak dla konkurentów jasne stało się, że Platforma dla własnych celów promocyjnych przywłaszczyła sobie 8 milionów złotych z publicznych pieniędzy.

Temat obecności Polski w UE jest obecny też w oficjalnym spocie SLD, jednak dla Leszka Millera ostatnie 10 lat to czas stracony, bo  przecież „nie tak miało być” (Czas na zmiany).

Z kolei PiS uległo majówkowemu rozluźnieniu, pokazując Jarosława Kaczyńskiego wśród jabłoni (Orędzie majowe). W piknikowej atmosferze prezes nagrał okolicznościowe orędzie, w którym życzy „dobrych majowych dni”, delikatnie przypominając o eurowyborach. Materiał to ewidentna próba ocieplania wizerunku i przybliżenia ludzkiej twarzy niedostępnego na co dzień lidera.

Przed 10 kwietnia PiS także obowiązkowo zagrało na emocjach smoleńskich. Partia zapierała się, że spot  to jedynie przypomnienie rocznicy i wyraz pamięci (Smoleńsk pamiętamy). Cała reszta w materiale zobaczyła taniec nad trumnami. Ostatecznie film oznaczono jako materiał wyborczy, co pociągnęło za sobą lawinę krytyki.

Duże chęci małych graczy

O ile trudno znaleźć dzisiaj kogoś, kto z pełnym przekonaniem wskaże zwycięzcę zbliżających się wyborów, to oczywiste jest, że PO i PiS miejsca w Europarlamencie mają zagwarantowane. Za to liderów Polski Razem i Solidarnej Polski czeka sporo nieprzespanych nocy. Dla ich partii wybory to test przetrwania. Dlatego dwoją się i troją by choć na chwilę zaistnieć, co przekłada się na kampanijną aktywność.

Polska Razem zaczęła łagodnie, od pokazania Jarosława Gowina opowiadającego o państwie idealnym (Wyobraź sobie Polskę razem). Filozof z Krakowa wypadł jednak mdło, a spot udowadnia, że nie z każdego da się zrobić gwiazdę. W najnowszych produkcjach atakuje PO, a za pretekst posłużyły podatki i związki homoseksualne. Materiały, jako jedne z nielicznych, próbują poruszać kwestie merytoryczne. Wyróżniają się też spójną szatą graficzną, co i tak  nie wpłynęło na liczbę odsłon. Za to spore zainteresowanie wzbudza twórczość startującego z list Polski Razem Marka Migalskiego. Polityk już został okrzyknięty mianem najbardziej „spototwórczego” kandydata (między innymi spoty Zrobiłam to z Migalskim, Popieram kobiety, nie parytety czy Rozmowy w politycznym tłoku).

„Najlepszą drużynę” Solidarnej Polski do Brukseli ma zaprowadzić Tomasz Adamek. Nota bene „Polak, którego zna cały świat” zmierzy się na Śląsku właśnie z Migalskim. W głównym spocie partii bokser przedstawia się jako swój chłop z gór, znający ciemne strony życia ( Najlepsza drużyna w Parlamencie Europejskim). Oprócz słynnego sportowca, w materiale rzuca się w oczy fatalna jakość nagrania, co niestety jest bolączką wielu tegorocznych produkcji.

Wszystkie chwyty dozwolone

Pozowanie na prostego człowieka, dobrego sąsiada albo lokalnego patriotę, to chwyty często stosowane, ale większe efekty przynoszą w wyborach lokalnych. Europa potrzebuje superbohatera. Wiedzą o tym krakowscy kandydaci. „W Nowym Jorku jest Spajderman, w Gotham City Batman, a u nas jest Hartman” – dodaje sobie sił filozof z ETPR.  Dwóch na jednego? PO ma w szeregach podwójną moc w osobach Bogusława SuperSonika i Bogdana Wenty, który w 15 sekund może wszystko. Ich spoty zdecydowanie wyróżniają się na tle innych gadających głów, których i tak nikt nie ogląda.

Za to do tropicieli politycznego absurdu ręce wyciągają kandydaci Europy Plus. Aleksandra Słomkowska ma „w dupie politykę” i liczy na tych co nią „rzygają”, a „najmocniejsze ogniwo”, Kazimiera Szczuka, „w ryj może dać”. Annie Kubicy wydaje się, że może być jednocześnie Robertem Kubicą i Elżbietą Jaworowicz. Dorota Gardias robi zastrzyk mapie Europy, podczas gdy Krzysztof Iszkowski jeździ na rowerze. Nie zawodzi też Ryszard Kalisz, bo przecież wynik liczony równaniem opartym na obwodzie pasa zawsze się sprawdza. Szczytem wszystkiego jest litania Armanda Ryfińskiego, którego ksiądz zamienił w psa.

Z czasem do konkursu o miano najbardziej groteskowego spotu przystąpili konkurenci z innych partii. Na przykład Karol Karski z PiS jest żubrem i kandyduje z puszczy. Nieco zapomniany aktor, Tadeusz Ross z PO, wcielił się w rolę własnej czaszki, ale materiał szybko zniknął z sieci. A gdy już wydawało się, że gorzej być nie może, z cienia, a właściwie zza krzaków, wychodzi Michał Boni (PO), który niczym Wielki Brat pilnuje, by osiedlowe dresy nie zdzierały plakatów z jego podobizną (Nie mów nie Boniemu, bo nie!).

Czym byłaby kampania bez okolicznościowej piosenki? „Jacek Kozłowski, europoseł polski/Mazowsze głosuje, gdy Jacek startuje…” to oficjalny materiał wyborczy Jacka Kozłowskiego z PO. Czy discopolowa piosenka ma szansę dorównać popularnością słynnemu Ole! Olek Kwaśniewskiego?

Mamy spoty oklepane, nudne i nieprzemyślane. Mamy spoty absurdalne, obraźliwe, budzące niesmak. Mamy spoty, które warto zobaczyć dla samego zobaczenia i takie, na które szkoda czasu. Na szczęście pojawia się iskierka nadziei. Da się znaleźć materiały całkiem dobre, choć do doskonałości im daleko. Na pochwałę zasługują chociażby Ewa Trybuła-Kiernicka z EPTR (Dolny Śląsk europejską Kalifornią) oraz rzecznik PSL Krzysztof Kosiński (Odśwież politykę!). Co ciekawe, oboje startują z ostatnich miejsc na listach, a spoty utrzymane są w podobnej rysunkowej konwencji. Wizualnie przyjemny spot ma także wspomniany już wcześniej Bogdan  Wenta. Pozytywne wrażenie sprawiają samochodowe podróże Janusza Palikota w towarzystwie Ryszarda Kalisza, Kazimiery Szczuki i Barbary Nowackiej, z którymi lider Twojego Ruchu rozumie się bez słów.

Jak mawiał Bonaparte „W polityce głupota nie stanowi przeszkody”. Czy i tym razem robienie z siebie błazna wyjdzie kandydatom na dobre? Odpowiedź już 25 maja. Głosuj!

//Aleksandra Gieracka

TEKST z #DO14:

[str. 11-12]

zdjęcie w tle facebook maj - Kopia

Dodaj komentarz