STREFA EURO WERSJA DEMO

On 2 kwietnia 2016 by DO

Nie jest żadną tajemnicą, że Grecja wchodząc do strefy euro nie spełniała kryteriów konwergencji. W jaki sposób było to możliwe? Jakie decyzje doprowadziły do pogorszenia kryzysu z 2008? Jakie mechanizmy stosowano w celu poprawiania wyników? A przede wszystkim, czy strefa euro to kwestia gospodarcza, czy już polityczna?

hoovers.com

hoovers.com

Po nieudanych próbach zbliżenia do siebie gospodarek państw Wspólnot Europejskich pojawiających się od lat 70. w 2002 roku wprowadzono wspólną walutę – euro. Usilne starania polityków poprawiły odbiór nowej waluty i to pozwoliło na przeprowadzenia dość śmiałego eksperymentu jakim było zastąpienie walut narodowych wspólną.

Konieczna zbieżność

Termin konwergencja z francuskiego convergence oznacza „zbieżność”, „podobieństwo”. Zintegrować mogą się tylko podmioty podobne do siebie pod względem gospodarczym. Gdy ten warunek nie jest spełniony, to państwa słabsze nie tylko nie mogą się rozwijać, ale również państwa mocniejsze są zmuszone wyrównywać do dołu. Nie chodzi tu tylko o integrację europejską. Podobnie jest na przykład w przypadku NAFTA, gdzie nawiązanie współpracy, szczególnie między Meksykiem a USA spowodowało pogorszenie sytuacji gospodarczej Meksyku w związku z utratą konkurencyjności w starciu z potężnym rynkiem USA.

Wspólna waluta skazana na porażkę

Państwa, które przystąpiły do strefy euro, fałszując swoje wyniki, nie miały szans ich poprawić, a jedynie pogorszyć, co może świadczyć, że tak szybkie przeforsowanie Unii Gospodarczej i Walutowej (UGiW) nie było zasadne i z góry było skazane na porażkę. Oczywiście, gdyby państwa realnie wypełniły założenie konwergencji i przestrzegały je przez kilka lat lub gdyby UGiW powstało między zbliżonymi gospodarczo państwami jak Niemcy i Niderlandy, miałoby szansę na powodzenie. Czy w takiej sytuacji, gdzie państwa prowadzą zbieżną politykę gospodarczą, zasadne jest wprowadzanie takiego rozwiązania, skoro rynek reguluje to automatycznie? Należy zauważyć, że samo zdefiniowanie konwergencji nie było doskonałe. Z pewnością spełnienie jej warunków, tj. odpowiedni poziom inflacji, deficytu budżetowego i zadłużenia, nie jest wystarczające, aby realnie zbliżyć do siebie gospodarki. Pojęcie to w rozumieniu unijnym nie bierze pod uwagę zrównania poziomu życia, konkurencyjności, produktywności, a także poziomu korupcji, stosunku do oszczędzania i wielu innych czynników, które wpływają na rozwój gospodarczy.

Kolejny błąd

17 czerwca 1997 na szczycie w Amsterdamie przyjęto Pakt Stabilności i Wzrostu. Miał on na celu „zagwarantowanie dyscypliny budżetowej w UGiW. Pakt zobowiązuje kraje UGiW do utrzymywania równowagi (lub nadwyżki) budżetowej w średnim okresie (pełny cykl koniunkturalny) i nieprzekraczania deficytu 3 proc. PKB w okresie gorszej koniunktury.” Za nieprzestrzeganie paktu groziły sankcje. Były niemiecki minister finansów Theo Waigel proponował nawet ograniczenie deficytu do 1 proc. Miało to być zabezpieczenie na wypadek naprawdę słabej koniunktury. Niecały rok później same Niemcy miały problem z deficytem i przestały spełniać warunki. Aby uniknąć kary przeforsowały projekt, który zwalniał państwa członkowskie z przestrzegania paktu, jeżeli znajdują się w okresie przemian gospodarczych. Możliwość dowolnej interpretacji tego sformułowania spowodowała, że Pakt upadł. Miał on zagwarantować stabilność strefy euro, a obalił go, jak mogłoby się wydawać, najbardziej stabilny członek eurolandu, czyli Niemcy.

Grecja i sfałszowane wyniki

20 lutego 2010 minister finansów Niemiec Hans Eichel udzielił wywiadu dla „Frankfurten Allgemeine Zeitung”, gdzie stwierdził: „Nie odpowiadam za obecne oszustwa. (…) Być może już wówczas podkoloryzowano liczby. Nie dostrzegłem tego, chociaż moje ministerstwo podchodziło do nich krytycznie i wielokrotnie o nie pytało”. Dlaczego minister nie zauważył, że wskaźniki konwergencji, czyli warunek konieczny do spełnienia, były fałszowane? Może celowo chciał wprowadzić w błąd opinię publiczną? Odpowiedź jest prosta: wszyscy fałszowali wyniki, więc aby UGiW powstało trzeba było przymykać oko na wyniki finansowe. Kiedy nadeszła „godzina zero”, czyli moment utworzenia strefy walutowej, jedynie Luksemburg spełniał wszystkie warunki konwergencji. Nawet Niemcy łamały zasadę deficytu budżetowego mniejszego niż 3 proc. PKB. Jak więc udało się stworzyć strefę euro? W kreatywnej księgowości specjalizowali się szczególnie Grecji i Włosi, ale również Niemcy. Zdemaskowaną próbą poprawy wyniku finansowego była chęć wpłynięcia na Bundesbank przez ministra Theodora Waigela. Sugerował on Bankowi Narodowemu Niemiec, aby „wyżej wycenił wartość swoich rezerw złota, a powstały księgowy zysk przekazał do budżetu, co pomogłoby Niemcom w wypełnieniu kryteriów konwergencji”. Oczywiście Bank się nie zgodził i cały proceder wyszedł na jaw.

Mechanizm oszustwa

Nie można zaprzeczyć, że Grecja padła ofiarą ataku spekulacyjnego, ale stało się tak ponieważ była słaba gospodarczo w skutek wejścia do strefy euro i tylko zwiększała swoje długi. Musiała dalej fałszować swoje wyniki finansowe, bo nie była w stanie spłacać długów, pogrążając się do tego stopnia, że atak spekulacyjny był już tylko kwestią czasu. Oczywiście Rząd Grecki nie byłby w stanie tak długo ukrywać ogromnego długu sam. Zamieszane w proceder były amerykańskie, francuskie i niemieckie banki, między innymi Goldaman Sachs, JP Morgan Chase. Proces rozpoczął się już w 2001 r., kiedy Grecja wprowadziła euro w formie bezgotówkowej. Umożliwiło to transfer pieniędzy do Grecji na podstawie kredytu udzielonego przez jeden z wyżej wymienionych banków. I tutaj zaczęła się kreatywna księgowość. Kredyt można ukryć zapisując go w księgach jako transakcja walutowa, co nie obciąża długu publicznego. W tym okresie realny dług Grecji wynosił ponad 100 proc. PKB, a Grecja nadal się zadłużała i ukrywała ten fakt przed opinią publiczną, zamiast redukować wydatki, sztucznie redukowała deficyt. Bank, w tym przypadku Goldman Sachs, sprzedał Narodowemu Bankowi Grecji „swapy” i pomógł je przenieść do specjalnie do tego celu stworzonej spółki celowej Special Purposse Vehicle, bardziej znanego jako SVP, których Grecja używała jako depozytu w Europejskim Banku Centralnym (EBC). Taka sytuacja nie mogła się ciągnąc w nieskończoność. Przełom nastąpił w październiku 2009, kiedy Grecja odrzuciła kolejny pomysł banku na „uzdrowienie gospodarki”. Specjaliści Goldman Sachs oczywiście wiedzieli jak to się skończy, więc ostro zawyżyli cenę ubezpieczeń credit default swap (CDS). Przyczyniło się to do zwiększenia niepewności na rynkach i skutkowało podniesieniem kursów CDS-ów. 1 grudnia 2009 r. agencje ratingowe Fitch oraz Standard & Poor’s obniżyły rating Grecji do BBB+, co spowodowało podniesienie kursu euro i odwrócenie trendu. Od tej chwili dolar przeżywał hosse. W ten sposób USA przesunęły kryzys do Europy.

Niewiarygodny EBC

Kiedy w lutym 2010 Grecja stała na skraju bankructwa, Angela Merkel ogłosiła solidarność i tym samym nie pozwoliła na upadek Grecji. Pani kanclerz nie zrobiła tego z powodu współczucia, jej decyzje były podyktowane wyłącznie racjonalnymi i czysto egoistycznymi pobudkami. Tylko pozornie bankructwo Grecji było jej wewnętrznym problemem. Oczywiście była taka możliwość, aby Grecja ogłosiła bankructwo, rozpoczęła negocjacje z Klubem Londyńskim na temat umorzenia części długów, który zaleciłby jej dewaluacje. Nie mogłaby jednak dewaluować euro, więc musiałaby wyjść z Unii Walutowej i zrezygnować z posługiwania się walutą wspólnotową. Jednak taki scenariusz nie był korzystny dla rynku. Grecja była zbyt powiązana z największymi bankami Niemiec i Francji, dlatego jej upadek spowodowałby upadek również tychże banków. W tej sytuacji, poza programem pomocowym, EBC za pomocą instrumentów finansowych sterowało inflacją i manipulowało przy wysokości krótkoterminowych stóp procentowych oraz wysokości odsetek. To pozwoliło Grecji odzyskać płynność finansową. Jak było to możliwe? 6 grudnia 2001 EBC wydał decyzję: „Emisja banknotów euro nie musi podlegać ilościowym i innym ograniczeniom, ponieważ wprowadzenie banknotów do obiegu jest procesem sterowanym przez popyt”. Jeżeli mamy do czynienia z dodrukowywaniem pieniędzy przez bank, niezależnie z jakich powodów, skutkiem tego jest powstanie pustego pieniądza, który tylko napędza inflację. Polityka inflacyjna jaką prowadzi EBC nie świadczy na korzyść strefy euro. W ten sposób EBC złamała swoje założenia i poddała się wpływom politycznym. EBC może i był niezależny, ale tylko w teorii. W art. 108 Traktatu z Maastricht czytamy, że jest on niezależny od rządów. Konieczność niezależności wynika z tego, że banki centralne państw UE przekazały mu część swoich kompetencji. Ma on ogromną władzę, a do jego zadań należą decyzje o wysokości odsetek kredytów udzielanych bankom, wysokość dywidend od ubezpieczeń na życie, wysokości oprocentowania lokat terminowych i wkładów bankowych, siła nabywcza depozytów bankowych itd. Zależność EBC od decyzji politycznych jest bardzo niebezpieczna. Pomagając Grecji w wyjściu z kryzysu EBC złamał zasadę niezależności i przestał być politycznie bezstronny.

Porządek przede wszystkim

Nic nie jest czarno-białe, podobnie jest też ze strefą euro. Nie da się jej zupełnie oddzielić od polityki. Często podjęte decyzje usprawiedliwia się dobrem społecznym, jednak czy interesy rządzących są zbieżne z interesami rządzonych? Nie da się ukryć, że skutki przewinień Grecji, na które przymykano oczy, dotykają pozostałe państwa strefy euro. Przede wszystkim jednak Grecja jest sama winna temu co się stało i musi podjąć wysiłek oraz podporządkować się, jeśli nadal chce być członkiem Unii. Teraz, gdy wszystko wyszło na jaw, instytucje UE uważnie patrzą na ręce rządzących, by dopilnować, aby taka sytuacja nie zdarzyła się w przyszłości. Jedno jest pewne, to jak dalej potoczą się losy Grecji z pewnością nie będzie zależało od niej samej.

//Monika Grzegorczyk

Comments are closed.