SUBIEKTYWNY PRZEGLĄD CIEKAWOSTEK ARCHITEKTONICZNYCH AD 2014

On 12 października 2014 by DO

Ostatnie tygodnie to czas otwarcia kilku naprawdę ciekawych i ważnych budynków w kilku miastach Polski. Warto się przyjrzeć co ma do zaoferowania współczesna architektura naszego kraju.

Służewski Dom Kultury //fot. Joanna Kinowska

Służewski Dom Kultury //fot. Joanna Kinowska

Oś Kultury, Katowice

Górny Śląsk to mekka dla miłośników scenerii postindustrialnej i mekka dla tych, którzy chcą takie tereny zagospodarować. W ostatnich latach zdarza się to coraz częściej, z lepszym (Galeria Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Czeladzi) lub gorszym (Centrum Handlowe Silesia) skutkiem.

W Katowicach, na terenach nieczynnej kopalni o tej samej nazwie, w pobliżu pomników polskiego modernizmu – Spodka, Superjednostki, Haperowca, Gwiazd i zburzonego nie tak dawno Pałacu Ślubów – powstaje wyjątkowa Oś Kultury. W planach miasta miały tam powstać gmach Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, budynek Muzeum Śląskiego oraz Centrum Kongresowe. We wrześniu otwarto salę koncertową NOSPR, centrum kongresowe wciąż jest w budowie, a Muzeum Śląskie właśnie się urządza przed przyszłorocznym otwarciem. Do tego warto wspomnieć, że całkiem niedaleko w dwa tysiące trzynastym roku otwarto nowoczesne Centrum Informacji Naukowej i Bibliotekę Akademicką.

Ale ostatnio głównym aktorem katowickiej sceny architektonicznej była sala Orkiesty Symfonicznej. Zaprojektowana z udziałem japońskich inżynierów-akustyków jest jedną z dosłownie kilku podobnie stworzonych w Europie. Dźwięk był w tej konstrukcji najważniejszy, brano pod uwagę różne możliwości jego polepszenia i uniknięcia zakłóceń (nie wdawajmy się w fizyczne szczegóły). Tak powstała najcenniejsze sala koncertowa w Polsce, a do tego wyjątkowo piękna. Sama bryła, z zewnątrz, nie jest już tak niezwykła jak wnętrze. Docenić trzeba kolorystykę przywodzącą na myśl katowicki Nikiszowiec, jednak sam kształt, a przede wszystkim wrażenie, jakie wywołuje, chyba nie wytrzyma porównań z widocznym już tuż obok Muzeum Śląskim.

W każdym razie – Katowice znajdują się w czołówce architektonicznej Polski. Nie wszystko się tam udaje (wspomniana Silesia, „przedobrzony” dworzec kolejowy, problemy z odświeżaniem wielu bloków i budynków). Ale jeżeli architektura będzie tam tworzona z takim rozsądkiem, jak w ostatnich latach, to już wkrótce mało kto będzie żałować Pałacu Ślubów.

Dom Kultury w dzielnicy Dąb, Katowice

Nie jest to budynek nowatorski, ale to przykład solidnej architektury, bardzo skupionej na swojej funkcji. Przeszklona konstrukcja, przywodząca na myśl modernistyczne pawilony, z drugiej strony przechodzi w funkcjonalną bryłę z czarną elewacją. Owa czerń równoważy lekkość frontu i nadaje całemu budynkowi bardzo spokojny charakter. Budynek łagodnie wpisuje się w otoczenie, zdaje się wyłaniać z poziomu gruntu swobodną, niespieszną linią, kierując skojarzenia w stronę architektury organicznej. Dach, wzorem BUW-u, zagospodarowany został jako ogród. Niezależnie od wszystkiego, to całkiem miłe, że wciąż jeszcze powstają domy kultury. 

Służewski Dom Kultury, Warszawa

Obiekt zachwytu znawców architektury i dziennikarzy powstał w parku nad Potokiem Służewieckim, miejscu, gdzie dawniej stały drewniane wiejskie chatki. I to do nich postanowiły nawiązać znane pracownie Wwaa (autorzy pamiętnego pawilonu Polski na EXPO w Szanghaju – tego inspirowanego ludową wycinanką) wraz z 307 kilo. Powstał dom kultury inny niż wszystkie – w pobliżu blokowiska pojawiło się kilka drewnianych chatek z wiatrakiem i amfiteatrem. Jest tak niezwyczajnie zwyczajny, że za każdym razem, gdy się go ogląda, zastanawia na nowo. Że można stworzyć coś innego niż wszędzie. I że „ludowy” nie równa się „podhalański”. 

Galeria Warmińska, Olsztyn

Jedyny obiekt handlowy w tym zestawieniu, ale wspominam o nim dlatego, że kiedy ujrzałem wizualizacje i zdjęcia z kończącej się właśnie budowy, oniemiałem: galeria handlowa naprawdę może być atrakcyjną budowlą. Nie musi być „na-siłę-nowoczesnym” klinkierowym klockiem, białym barakiem czy futurystyczną kabiną. Galeria Warmińska to zgrabna bryła, z fasadą przykrytą ażurową „woalką” przypominającą sieć albo strukturę liścia (i kojarzącą się z warszawskim wieżowcem Prosta Tower autorstwa Stefana Kuryłowicza). Nie jest to oczywiście ten poziom, co Stary Browar w Poznaniu czy łódzka Manufaktura, ale mimo wszystko warto zwrócić na nią uwagę, bo po raz kolejny, tym razem w Olsztynie, widać, że można ładniej.

Cricoteka, Kraków

„Architektura jest językiem” – mówi jeden z twórców nowej siedziby Cricoteki. Połamany, rdzawy gmach włączony został w istniejące już wcześniej pozostałości elektrowni w dzielnicy Podgórze. Sam budynek, stanowiący nową dominantę w tej części miasta (samą w sobie nie zachwycającą, ale zyskującą przez swoją świeżość i umiejscowienie nad samą Wisłą), wziął swoją bryłę z przekształconego rysunku człowieka niosącego stół autorstwa Kantora. Mamy bowiem w tym przypadku do czynienia z architekturą, której nie tylko przeznaczeniem jest sztuka, ale która sama ma być sztuką, sztuką dynamiczną, odpowiadającą tej, którą ma upamiętniać – stąd w historycznej tkance pojawia się nowa twórczość i do tego w specyficznym uścisku. Nowo wybudowana rdzawa wstęga wijąca się ponad budynkiem elektrowni przywodzi na myśl uprawianą przez Kantora sztukę ambalażu, a jej kształt – niejasny, giętki, pełen spięć – własną wizję świata Kantora.

Tak to chcieli widzieć architekci, czy rzeczywiście się to udało, każdy może sam ocenić. Jedno trzeba przyznać: to świeży powiew w mieście tak przywiązanym do historii i dobry znak realizacji dawno postulowanego zwrotu „do rzeki”.

Teatr Szekspirowski, Gdańsk

Pierwszy polski budynek teatralny zbudowany od podstaw w ostatnim czterdziestoleciu. Potężna bryła koloru antracytu zapewne zdominuje otoczenie Starego Miasta, ale jest jednocześnie tak funkcjonalna, że nie sposób jej jednoznacznie oceniać. Projekt Renato Rizziego dopuszcza bowiem sformowanie trzech rodzajów scen, w zależności od potrzeb: centralnej, elżbietańskiej lub pudełkowej. Dopuszcza też granie pod gołym niebem dzięki otwieranemu dachowi. Wnętrze teatru wykonane z jasnego drewna pięknie kontrastuje z fasadą. Ponownie pojawia się przestrzeń spacerowa na dachu (to jakaś osobliwa moda).

To przykład wyjątkowej architektury, niejednoznacznej, intrygującej – w przeciwieństwie do wykańczanego, nieodległego Europejskiego Centrum Solidarności, o którym trzeba przy okazji wspomnieć. Monumentalny gmach całkowicie zdominował plac Solidarności od strony północy. Nie tylko Brama nr 2, obok której powstał, ginie w jego cieniu, ale nawet Pomnik Poległych Stoczniowców stracił swoją siłę poruszania, gdy został stłamszony przez rdzawą, przypominającą sunący statek ścianę nowego Centrum. Budynek zasłania też częściowo panoramę na dźwigi stoczniowe, a przecież to jest jednym z bardziej charakterystycznych widoków miasta; co więcej plac Solidarności ma już dominantę w postaci dwóch masywnych punktowców w jego południowej części. ECS było okazją na stworzenie dobrej architektury, która na stałe wpisze się do miasta. Póki co, cieszmy się chociaż z Teatru.

Stacja Kultura, Rumia

To przypadek szczególny, bo nie mamy do czynienia z projektem nowym, ale z rewitalizacją. W odremontowanym budynku dworca kolejowego w Rumi miejska biblioteka otworzyła swój oddział z wypożyczalnią, czytelnią, salą konferencyjną i komputerową. Przystań znalazł też dom kultury, który będzie tam prowadził zajęcia plastyczne. Na pomysł, aby zwyczajny i najbardziej przeciętny budynek zamienić w miejsce unikalne wpadł architekt Jan Sikora. On zaproponował też wykończenie wnętrz. W ten sposób powstała przestrzeń łącząca funkcje dworca i nowoczesnej biblioteki, a całość sprawia wrażenie miejsca swobodnego, niezobowiązującego i zachęcającego do spędzenia w jego otoczeniu czasu.

Stacje II linii metra, Warszawa

Wyjątkowy punkt na liście. Powiem wprost: fantastyczne są dla mnie projekty zdobień stacji II linii metra autorstwa Wojciecha Fangora. Senior polskiej szkoły plakatu przygotował sześć szyldów, które ozdobią ściany tuneli na poszczególnych stacjach. Obecny projekt nieco różni się od pierwotnego, i to na plus. Każda z sekwencji nawiązuje kolorystycznie i stylistycznie do okolicy stacji (jaka szkoda szyldu ze stacji „Powiśle”, której nazwę zmieniono na „Centrum Nauki Kopernik” – te rybki i fale…); do tego Fangor najwyraźniej zainspirował się polskimi mozaikami spod znaku Rechowiczów i innych. Jeżeli do tego wystroju „wnętrza” stacji dodamy kolorowe, już nie tak imponujące co prawda, ale wciąż ciekawe i „rozjaśniające” miasto szklane zadaszenia nad wejściami, możemy z dużą dozą pewności powiedzieć, że stacja „Plac Wilsona” straci miano najatrakcyjniejszej.

Filharmonia imienia Mieczysława Karłowicza, Szczecin

Na koniec chyba najbardziej kontrowersyjny projekt tego roku. Krystaliczna, chłodna, surowa. „Intelektualna”. Filharmonia Szczecińska stworzona przez katalońską pracownię Estudio Barozzi Veiga. Budynek wyróżniający się uderzającą bielą elewacji, chropowatą fakturą i „postrzępionym”, odwołującym się do architektury miasta dachem, stał się obiektem sporu, i to nie tylko w samym Szczecinie. Wielu zarzucało mu nieadekwatność, przeintelektualizowanie, brak relacji z otoczeniem. Nazywano go „budynkiem z blachy falistej” i zarzucano architektom projektowanie dla siebie, nie dla ludzi. Cóż, nie sposób rozstrzygnąć takiego sporu, ale może nas to skłonić do poszukiwania odpowiedzi na pytanie o rolę architektury. Filharmonia, razem z powstającym obok Centrum Dialogu Przełomy, będzie stanowić nowy element w tkance miejskiej, wyróżniający się i skłaniający do zastanowienia, do kontestacji albo zachwytu. Wystarczy to, że jest tak inny i tak niespodziewany, do tego niczego nie narzuca, pozostawia pole do przemyśleń: dlaczego tak? dlaczego tutaj? A przede wszystkim, jak celnie napisał w swoim niedawnym reportażu Filip Springer, jest wymagający – tak, jak wymagająca jest muzyka, która będzie grana w środku. Wyjątkowo trafne to stwierdzenie: budynek przecież zawsze współgra z celem, nie istnieje niezależnie od niego. Dlatego tak krytykowane projekty jak kościoły w Licheniu czy w Centrum Jana Pawła II w Krakowie są adekwatne i „na swoim miejscu”, odwołują się bowiem do, jak to mówiono, „ludowego marzenia o kościele”, który przecież w naszej kulturze zawsze powinien być większy, wyższy, z dzwonnicą, kopułą, złoceniami. Te świątynie nie zostały zbudowane dla architektów ani antropologów kultury, tylko dla wiernych i to im mają służyć. Podobnie lodowa bryła filharmonii ma poruszać melomanów nie mniej niż kompozycje genialnych muzyków.

//Tomasz Kolowca

Dodaj komentarz