SUBIEKTYWNY PRZEWODNIK STUDENCKI

On 24 września 2013 by DO

Czyli jak przetrwać w wielkim mieście

źródło: uj.edu.pl

źródło: uj.edu.pl

Kraków – ośrodek akademicki, miasto, które w październiku staje się dwa razy bardziej zatłoczone i rozkrzyczane. Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy i dopiero zaczynasz swoją przygodę ze studiami w grodzie Kraka to dobrze trafiłeś. Drugi Obieg przygotował subiektywną listę rad i wskazówek, dzięki którym Twoje początki na studiach będą może trochę mniej przerażające.

Parszywa Trzynastka

W Krakowie jest aż trzynaście wyższych uczelni publicznych. Trzy z nich to szkoły artystyczne (Akademia Sztuk Pięknych, Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna i Akademia Muzyczna), które mają bardzo mały kontakt ze światem zewnętrznym. Z pozostałych jedenastu dwie toczą ze sobą stałą „wojnę”. To UJ i AGH – dwie placówki kojarzone z zupełnie innymi specjalnościami. Humanistyczny Uniwersytet Jagielloński, który wedle stereotypu kształtuje polską klasę bezrobotnych i ścisła, matematyczna Akademia Górniczo-Hutnicza. Nie nam oceniać, która z tych uczelni jest lepsza (walka zazwyczaj dotyczy jakości kierunków informatycznych). Jedno jest pewne – przyśpiewki o „kujonach z UJ” i „luzakach z AGH” będą nieodłącznym elementem wszystkich studenckich imprez kulturalnych. Nawet jeśli to AGH-owcy mają najcięższą sesję w mieście.

Uniwersytecka hierarchia

Jeśli dopiero zaczynasz przygodę ze studiami musisz pamiętać o jednej zasadzie, która będzie miała bezpośredni i kluczowy wpływ na Twoją uniwersytecką przyszłość. Zasada ta brzmi: „PANI Z DZIEKANATU MA ZAWSZE RACJĘ”. Historie o złośliwych i niekompetentnych paniach pracujących w dziekanatach i sekretariatach studenckich krążą w sferze akademickich legend. Jednak każda legenda ma w sobie ziarenko prawdy. Bez względu na stosunek do studenta i poziom życzliwości, pani z dziekanatu ma w swych rękach ogromną broń – dostęp do wszystkich dokumentów i bliskość dziekana. Pani z dziekanatu nic nie musi, ona może. Nie wolno jej drażnić i denerwować, bo to tylko opóźni Twoją sprawę, albo nawarstwi i przysporzy kolejnych problemów. W legendy można wierzyć albo nie, ale lepiej nie przekonać się na własnej skórze o ich straszliwych konsekwencjach.

Nie samą nauką żyje student

Można się sprzeczać o to, co w życiu jest najważniejsze. Bezdyskusyjne jest to, że jedną z najpotrzebniejszych rzeczy jest jedzenie. Każdy wydział każdej uczelni ma swoje stałe miejsce, w którym wygłodniali studenci biorą coś na ząb.  Z nadejściem wiosny i cieplejszych dni wszystkie akademickie topory wojenne zostają zakopane, a miasteczka studenckie AGH i Politechniki przeżywają zatrzęsienie. Każdy – bez względu na to, gdzie studiuje – może przyjść tu ze swoim grillem, rozłożyć koc i wziąć udział w niezapomnianej imprezie. Jest też w Krakowie kilka punktów gastronomicznych, obok których nie można przejść obojętnie – przynajmniej raz trzeba spróbować kultowych smaków miasta.

Przejeżdżając po zmroku obok budynku Hali Targowej łatwo zauważyć niebieską nyskę, koło której tłoczą się ludzie, mogący stanowić przekrój całego miejskiego społeczeństwa. To tu zjeżdżają nocą smakosze dobrego jedzenia i miłośnicy nieprzeciętnego towarzystwa. Kiełbaski z niebieskiej nyski weszły do kanonu atrakcji turystycznych miasta. Dla głodnych późną porą – miejsce idealne.

Na krakowskim Kazimierzu, „późna pora” to pojęcie względne. To jedna z tych dzielnic, które nigdy nie śpią i zawsze tętnią życiem. Nic dziwnego, że punkty gastronomiczne na Placu Nowym (w samym centrum Kazimierza) są tak oblegane. Kiedy zapytasz przechodniów, gdzie w pobliżu można zjeść tradycyjne krakowskie danie, większość odpowie – zapiekanki „U Endziora”. Niepozorna budka na środku placu serwuje przysmaki, których smak jest sam dla siebie reklamą. Otwarta od wczesnego rana do późnej nocy – zgodnie z rytmem życia dzielnicy.

Słowne pułapki

Krakowianie kochają swój dialekt. Nie należy z tym dyskutować i przekonywać ich, że mieszkańcy innych części Polski mówią inaczej a regionalizmy krakowskie są niepotrzebne. Jeśli wszedłeś między wrony, musisz krakać jak i one. I akceptować wszelkiego rodzaju poprawki językowe. Przede wszystkim – wychodzi się na pole. Wszelkie próby wychodzenia na dwór można od razu porzucić. W Krakowie je się „grysik”, nie „kaszkę mannę” i „sznycle” a nie „kotlety mielone” a dla równowagi „dożarty” nie ma nic wspólnego z jedzeniem, jest tylko określeniem osoby złośliwej i uprzykrzającej się. Nie ma Starówki – jest Stare Miasto a „rynek” kojarzy się tylko z Rynkiem Głównym a nie placem targowym. Regionalizmy są stałym tematem pierwszych rozmów akademickich. Podstawowa zasada jest jedna – to krakowianie zawsze mają rację.

Punkty orientacyjne

„Pod Empikiem” i „pod Adasiem” – dwa miejsca, które wieczorami z lotu ptaka mogłyby wyglądać, jak mrowiska. To tutaj spotykają się znajomi, żeby wspólnie wyjść na imprezę. Rzekomy Adaś to pomnik Mickiewicza stojący na Rynku Głównym od strony kościoła Mariackiego. Nie sposób go nie zauważyć przechodząc przez największy krakowski plac. Bardziej problematyczny do znalezienia będzie „Empik” – księgarnia, która przez dwanaście lat mieściła się w jednej z kamienic przy Rynku Głównym (vis-à-vis Adasia) i klika miesięcy temu została zlikwidowana. Pozostał po niej tylko szyld, który za niedługo także zniknie z budynku. Jednak krakowianie przyzwyczajeni do swojego miejsca spotkań nie oddadzą go tak łatwo. Bez względu na to, jaki sklep zastąpi księgarnię, wszyscy i tak będą umawiali się „Pod Empikiem”. Ku zmorze nowoprzybyłych studentów. 

//Izabela Zawadzka

TEMAT Z NAJNOWSZEGO WYDANIA NIEREGULARNIKA. DO_OD 01.10.

zdjęcie w tle - Kopia

 

Comments are closed.