Szaleństwa Jarosława K.

On 2 grudnia 2012 by Bartłomiej Smoleń

Nie da nam Pan rady, gdy w końcu spojrzymy czysto i przetrzemy oczy. Gdy odejdą Ci, których myślenia oduczono. Niech zamknie Pan swoje upiory w klatce i karmi je codziennie wieczorem w zaciszu własnego mieszkania.

Pisząc nigdy nie chciałem pokazywać jaki jestem naprawdę. Guzik prawda, że nie mam emocji, że nie potrafię przyklasnąć albo uderzyć pięścią w stół, gdy trzeba. Nie chcę wyjść na zbawcę, bo mamy ich na pęczki.  Choć w tym wypadku przydałoby się rzucić nago pod samochód z transparentem: Myślenie nie boli.

Niech to, co teraz napiszę będzie łagodną i rzetelną krytyką największej partii opozycyjnej. Albo raczej – tęsknotą za normalnością.

Rzecz o szaleństwie.

By żyło się lepiej.

Może nie jestem już potrzebny?

Najnowszy sondaż Centrum Badania Opinii Społecznej informuje, że coraz więcej Polaków dobrze ocenia pracę obecnego gabinetu, a w tym jego szefa – premiera Donalda Tuska. Według listopadowego zestawienia 33 procent respondentów jest zadowolonych z działań obecnie rządzących, to 5 procentowy wzrost w stosunku do tego, co oglądaliśmy w październiku. Z drugiej strony, o 8 procent spadła liczba przeciwników rządu. Z tego jak Donald Tusk wykonuję swoją pracę zadowolonych jest 35 procent badanych. „51 procent deklaruje niezadowolenie z obecnego szefa rządu, o 5 punktów procentowych mniej niż przed miesiącem.”

Rys geniuszu.

Wszystko zaczęło się 18 czerwca 1949 roku w Warszawie. Na świat przychodzi Jarosław K. – przyszły doktor nauk prawnych, lider i twórca (nie traktujmy Lecha Kaczyńskiego za równorzędnego partnera) Porozumienia Centrum, a później Prawa i Sprawiedliwości. Brat bliźniak, przyszły kawaler i miłośnik kotów.  Na warszawskim Żoliborzu urodził się odważny idealista, polityk bystry i niesamowicie przenikliwy, który we władaniu demagogią i populizmem osiągnął społeczne szczyty.

Gdy w latach dziewięćdziesiątych skutecznie rozprawiał się z takimi tuzami jak Mazowiecki czy Wałęsa, Polacy uwierzyli w politykę na nowo. Uwierzyli w siłę i odwagę, a przede wszystkim się jej nie bali. Bo Wałęsa to przecież „prosty elektryk z Gdańska”, a my od wieśniaków uciekamy.

Jarosław Kaczyński działa, gdy wszyscy śpią. Działa tak, że wszyscy się budzą. Z otwartymi oczyma.

Koty twierdzą, że siwy Jarosław K. podobny jest do kotki Fiony, która „aportuje winogrona jak pies”.

Każdy ma swój wewnętrzny Smoleńsk. Próba zrozumienia.

Tragiczna śmierć brata bliźniaka wywołała u Jarosława ból fizyczny i psychiczny, jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Ból taki może zrozumieć tylko ten, którego ciąża bliźniacza naznaczyła na całe życie brzemieniem podobieństwa.

W rozmowie z „Dziennikiem” genetyk Włodzimierz Oniszczenko powiedział:

„W przypadku klonów, jakimi są bliźnięta jednojajowe, trudno mówić o znaczących różnicach intelektualnych czy poznawczych. (…) Więź między bliźniakami jednojajowymi od czasów życia płodowego jest bardzo silna i dużo większa niż np. pomiędzy bliźniakami dwujajowymi, czy zwykłym rodzeństwem. Bliźniaki jednojajowe trzymają się w życiu razem, nie potrafią bez siebie normalnie funkcjonować.”

Warto o tym wiedzieć i mieć tego świadomość. Ja też nigdy nie będę politycznie poprawny, ten artykuł również. Pragnę jedynie podkreślić to, co istotne, a Jarosławowi oddać to, co jego i do czego zawsze będzie miał prawo.

Nieskrępowane pióro ma ogromną moc. Mogę przez chwilę być platońskim demiurgiem.

Jarosławie K!

Wybaczę Panu obciążenie natury i postaram się zrozumieć tożsamość, ale nigdy nie zrozumiem Pańskiego egocentryzmu. Otóż, do Pańskiej wiadomości: Każdy ma swoje cierpienia i smutki. Do Pańskiej wiadomości: Proszę nie mieszać swojego wnętrza do polityki, religii i obciążać nim ludzi. Proszę nosić w sobie to, co Pańskie. Nas zostawić w spokoju.

Jarosław ma nas za idiotów. Partia jednego człowieka.

Nie wiem jak mam o Panu pisać. To skomplikowane.

Warto jeszcze raz dokonać swoistej wiwisekcji politycznego życia. Spróbujmy na chwilę zapomnieć o smoleńskiej paranoi, odsunąć na chwilę ojca Rydzyka, Radio Maryja,  narodowe przepychanki, krzyż, a  niepotrzebne kazania polityczne kościelnych magnatów oddzielić siłą od korzenia wartości moralnej. Ja spróbowałem. Oto, co następuje. Siła Prawa i Sprawiedliwości leży w manipulacji, nie w merytorycznej wymianie zdań. W szaleństwie Jarosława, który na siłę kreowany jest na zbawcę i protagonistę zgwałconej przez Rosjan rzeczywistości.

Nie masz Jarosławie takiej siły, żeby pokonać wszystkich. Nie da nam Pan rady, gdy w końcu spojrzymy czysto i przetrzemy oczy. Gdy odejdą Ci, których myślenia oduczono. Niech zamknie Pan swoje upiory w klatce i karmi je codziennie wieczorem w zaciszu własnego mieszkania.

Co zostanie w nas, jeżeli wszystkim będziemy się dzielić ze wszystkimi?

Wiem, że nie potrafimy żyć we względnym spokoju, że ciągle musimy walczyć o tożsamość, o wartości, o Boga, o nas samych, o chleb, o wódkę. Historia dziękuję nam właśnie za trud włożony w jej pisanie – dwadzieścia lat możliwości rozwoju, których nie wolno zatracić.

Czy potrafię się sprzeciwić? O samotności z wyboru.

Gdy wątpię, ciągle wybrać mogę mniejsze zło. Bo może ja nie chcę brać udziału w farsie Prezesa. Bo może ja nie chcę zabijać na siłę, zestrzeliwać samolotów, wrzeszczeć o tym, co słuszne, a co nie. Może nie chce mi się już walczyć, bo walczyłem przez stulecia.  Taki mam kaprys. Polityka zawsze była najbardziej zwodniczym miejscem ludzkiego działania. A ja chciałbym, żeby polityka pozostała polityką, która choć na pozór ma mnie za człowieka.

Demokracja nigdy nie będzie idealna, wybrany rząd nigdy zadowalający. Nie mnie rozstrzygać, w jakim kierunku pójdziemy.

A ludzie się nie zmieniają.

Jarosław K. również.

Comments are closed.