TEORIA (I PRAKTYKA) WŁADZY W TEATRZE

On 13 maja 2015 by DO

Temat władzy przewija się ostatnimi czasy właściwie wszędzie. Towarzyszyła nam od zawsze i niejednokrotnie jej oblicza stawały się zarzewiem konfliktów. Nic więc dziwnego, że naczelny punk polskiej sceny teatralnej (i nie chodzi tu tylko o irokez na głowieana Dyrektora (AHA! Znowu władza!)), Jan Klata, konsekwentnie rozwija temat tego szczególnego rodzaju stosunku w swoim teatrze. Narodowym Starym Teatrze.

stary.pl

stary.pl

Podciągnąć pod ów wątek spektakli można wiele, moją uwagę skupiły te najbardziej reprezentatywne (to, że w większości wybranych przeze mnie tytułów pojawia się słowo „król” odmieniane przez wszystkie przypadki jest oczywiście zbieżnością). I choćbym użyła najcięższej artylerii, z szafy wyciągnęła całą masę argumentów, to nie da się ukryć, że nie jest to najlepszy wizerunek rządzących. Oczywiście, zupełnie nie wyklucza znakomitości, jaka cechuje większość sztuk. Zdarzają się niestety miernoty.

Pseudo-oratorium                                                              

Król Edyp w reżyserii samego Jana Klata był bardzo mocną premierą ubiegłego sezonu w każdym tego słowa wymiarze. Genialne oratorium rosyjskiego kompozytora, wzbogacone o elektroniczne smaczki maestra Roberta Piernikowskiego tworzą iście wybuchową mieszankę. A najprostszy na nią przepis znam ja: Sofokles i Strawiński przełożony warstwą Klaty i Piernikowskiego. Losów Edypa nikomu przybliżać nie trzeba: sfinks, zagadka, klątwa, wieszcz, kazirodztwo, straszliwy los, potęga fatum i ironia tragiczna. Tutaj głowie państwa nie dostaje się wcale, sytuacja nie jest rzecz jasna najkorzystniejsza, ale jest to wina niezawiniona. Reżyser nie pokazuje nam w tym wypadku ułomności władzy, jej patologii czy wypaczenia. Spektakl można w istocie uznać za pseudo-oratorium, aktorzy wiernie naśladują oryginał, nie ma tutaj zaskakujących technik teatralnych, a sam tekst śpiewany bądź wygłaszany jest w oryginalnych językach. To po prostu grecki dramat, ukuty w głowie i przełożony na deski teatru pro forma. Ależ jaka to forma, proszę państwa! Na usta ciśnie się słowo doskonała, a może jednak Witkacowa, czysta forma?

Kobietony i matki mechaniczne

A skoro już mowa o Witkacym, czas na Gyubala Wahazara. Spektakl niekonwencjonalnego Pawła Świątka, którego „Paw Królowej” wg Masłowskiej to jedna z najbardziej obleganych sztuk w Starym Teatrze. Premiera całkiem świeża, bo sprzed 3 miesięcy i odnoszę nieodparte wrażenie, że dramat traktujący o patologii władzy, tyranii i ułomności demokracji, nieprzypadkowo wystawiony został na chwilę przed wyborami prezydenckimi. Reżyser grozi nam palcem i zza kurtyny teatralnej grzmi: „zastanówcie się przez chwilę”.

Rzeczywistość odległej przyszłości, a może nieodległej przeszłości? Pisarz skonstruował ultra uniwersalną przestrzeń polityczną. Oto lud i jego władca, wielki Gyubal Wahazar (w tej roli Marcin Czernik). „Nie mam równych sobie. Nie tak jak cesarze i królowie – ja jestem w innym wymiarze ducha” mówi despota, który bez żadnych ogródek poniża swoich poddanych i organizuje terrorem życie społeczeństwa. Wkrada się do ich najbardziej intymnych sfer życia, analizuje procent składowy prawdziwych kobiet w osobnikach płci żeńskiej. Komisja Nadnaturalnego Doboru powołana przez despotę, za pomocą biologicznej szczepionki pewnych gruczołów z „kobietonów” (kobiet o niskim procencie kobiecości) tworzy mężczyzn. Eksperymenty na ludziach brzmią znajomo? To niejedyne oczywiste aluzje do wodza III Rzeszy. Co ciekawe, Witkacy nie skupił się na uciśnionym, zmechanizowanym i wypełnionym strachem życiu ludu. Najważniejszą postacią, której przyglądamy się z nieprzyzwoitego bliska jest sam hegemon. Nadnaturalna jednostka, super indywidualność, która w wizji Świątka chowa się dla kontrastu w klaustrofobicznym, okrągłym pojemniku. Estetyka spektaklu mocno oderwana od znanych nam skojarzeń. Przestrzeń teatralna to jakiś futurystyczny kościół, w którym wymuszoną cześć oddaje się tyranowi. Nie jest on jednak szczęśliwy, taszczy brzemię za całe swoje państwo. W ten sposób tyran staje się ofiarą, a istotą sztuki jest jego powolne męczeństwo, prowadzące do śmierci. Nie ma jednak nic gorszego niż cierpienie, które dłuży się w nieskończoność. Trzeba przyznać, że bardzo zgrabnie podkreślony został platoński wątek antydemokratycznego ducha dramatu. Ciemiężyciel pod koniec swojego życia demokratyzuje społeczeństwo, ludzie mają więcej swobody, dlatego zaczynają odrzucać wszelkie autorytety i wartości (różnorodność, do której prowadzi egalitaryzm, nadrzędna cecha demokracji, powoduje wielość pielęgnowanych cnót, co w rezultacie odrzuca jeden konkretny autorytet poważany przez wszystkich, a którego rolę do tej pory grał Wahazar). Kiedy tyran umiera, jedyną osobą, która opłakuje jego śmierć jest Świntusia, dziesięcioletnia dziewczynka (przewrotnie grana przez dojrzałą Ewę Kolasińską), wierna i posłuszna od początku, jedyna miłość despoty. Dowiadując się, że w rzeczywistości jest jego córką, kwituje: „Taaak? Nie wiedziałam o tym. Myślałam, że to był czysty przypadek, że ja go tak kochałam. Ale jeśli jest moim ojcem, to wszystko mi jedno”. Techniki reżyserskie do złudzenia przypominają te, znane nam ze spektakli Jana Klaty: manieryczne, przerysowane aktorstwo, muzyczne przerywniki czy abstrakcyjna choreografia. Brak tutaj jednak czegoś „ponad”. Pomimo przyzwoicie oddanego zamysłu pisarza, sztuka przeradza się w jakąś groteskową konwencję, którą trudno zakwalifikować do tych z gatunku wybitnych. Wszystkie wspomniane czynniki składają się na ogromne podobieństwo sztuki do spektaklu dyrektora Starego Teatru Król Ubu wg Alfreda Jarry’ego.

Rozpoławianie na czworo

Pełny tytuł sztuki napisanej przez szesnastoletniego Francuza brzmi Ubu król czyli Polacy. Zrozumienie samego dramatu jest kluczowe dla zrozumienia sztuki. Napisana językiem przepełnionym obrzydliwościami, drwiną, prostotą, infantylizmem, zupełnie nie nadaje się na scenę, a już na pewno nie XIX- wieczną Francję. Trochę jeszcze brakowało do pełnej akceptacji teatru absurdu, groteski i surrealizmu, którego Jarry był przecież prekursorem. Mieliśmy króla nieszczęsnego, króla okrutnego intelektualistę, teraz czas na króla grubiańskiego. Potworny Ubu jest ponoć stylizacją postaci jednego z profesorów autora. Uosabia wszystkie złe cechy, jakie możemy sobie tylko wyobrazić: głupotę, wulgarność, chamstwo, brutalność i chciwość. Swoją żonę Ubicę, równie paskudną postać, wita słowami „Bardzo dziś jesteś brzydka, moja żono. Czy to dlatego, że mamy gości?”.  Dzieło jest efektem fantazji i wisielczego humoru, do którego zdolny mógł być tylko zuchwały i cyniczny uczeń, bo kto z taką łatwością pokusi się o połączenie zamachu stanu, morderstwa królewskiej rodziny, historycznych dziejów z tak pospolitym językiem i brutalnymi postaciami? „Plądrowanie ruin”, jak mówi o swoim spektaklu Jan Klata, i nie trudno się z nim nie zgodzić. Na środku sceny stoi toaleta zamiast tronu, do złudzenia przypominająca królewskie siedzisko z popularnego serialu Gra o Tron, jednakże zamiast mieczy, toaletę okala sieć kanalizacyjna. Tarczą króla Ubu jest deska klozetowa z wizerunkiem tygrysa, mieczem, ku oczywiście wielkiemu zaskoczeniu, szczotka klozetowa. Korona króla Wacława, o którą pokusi się Ubu jest gumowa, tak samo jak pstrokate miecze (i maczugi) armii. Nie dziwna jest w tym kontekście atrakcyjność dramatu dla Jana Klaty, który swoimi spektaklami stara się wdrożyć w polską scenę element rozrachunku z narodową mitologizacją. Oczywiście sztukę można potraktować całkiem poważnie i ogłosić kolejny spektakl demityzujący polskość, brutalnie ukazujący przypadkowość i bezkarność władzy i polityki pod pozorem farsy, bliżej tu jednak do dzieła o charakterze groteski nad groteskami, tępej, bezmyślnej, ludowej fraszki. Płytkie żarty, które wręcz urągają inteligencji widza i tak bawią. Nie wywarzają, choćby przez samego reżysera w dużo bardziej wyrafinowany sposób, już dawno wywarzonych drzwi. Jeśli mowa o spektaklach rozliczających polską pomnikowość, nie można w końcu nie wspomnieć o sztuce Wiktora Rubina i Jolanty Janiczak.

Bombardowanie

Towiańczycy, królowie chmur nie analizują problemu władzy w jasny i oczywisty sposób. Królami są tu postacie znane wszystkim z polskiej kultury i historii, które para reżyserska brutalnie zrzuca z narodowego piedestału. Towiańczyków na scenie mamy kilku: naczelny, czyli Adam Mickiewicz, z żoną Celiną i synem Władysławem, Seweryn Goszczyński, Żyd Ram Gerszon, Karolina Towiańska i kochanka narodowego wieszcza- Ksawera. Z wielkiego pudła, ustawionego na scenie, wyłania się pokój. Nie jest to byle jakie pomieszczenie, ale pokój samego wieszcza narodowego – Mickiewicza (kapitalny Roman Gancarczyk). Poeta siedzi na filarze z zafrasowaną, romantyczną miną, ubrany w długie sukno i groteskowe wysokie koturny. Scenografia idealnie odzwierciedla ducha sztuki – jest chaotyczna, anarchiczna, pofragmentowana, a w końcu satyryczna. Zatem w cienkie, turkusowe, styropianowe ściany powbijane są płonne nadzieje Polaków powstańczych dób – szable, miecze, siekiery i noże. Choinka zamiast bombek, ozdobiona jest portretami wielkich, jednak nie tak krystalicznych, dopowiada reżyser, autorytetów. Jest i koń, a raczej jego tułów – głowa utknęła po drugiej stronie ściany, koń jakby zatrzymał się w cwale. W takiej postaci jest to bardziej dziecięcy konik na biegunach niż nieustraszony i szlachetny towarzysz bohaterów wojennych na miarę Kasztanki czy Bucefała. Anachronizm odwołań i pudło, z którego na początku wyłania się pokój, przywołuje gładką interpretację. Wszystko, co oglądamy na scenie, jest tylko eksponatem w muzeum. Jednak przygnieciony brzemieniem pustej chwały i niespełnionych nadziei, płynących od pokoleń, wybielany od wieków, nie wytrzymuje w końcu i pod wpływem charyzmatycznego Towiańskiego wyzwala się z fałszywych pęt.

I ot, taki właśnie wizerunek władców prezentuje nam narodowa, krakowska scena. Można się kłócić, podnosić sprzeciwy, można się zupełnie nie zgadzać. Jedno jest jednak pewne, dla Jana Klaty podstawowym wyznacznikiem dobrej sztuki jest jej zdolność do pobudzania myślenia. Krytyka, jak pokazuje praktyka teatralna reżysera, zawsze jest konstruktywna.

//Wioletta Brzęcka

Comments are closed.