TRUP W SZAFIE UKRAINY

On 9 czerwca 2013 by Justyna Skalska

Pamięć ludzka bywa zawodna. Pamięć narodów, zwłaszcza ta o własnej historii, wybiórcza i nie łudźmy się – zawsze uzależniona od kontekstu politycznego. Szczególnie widać to na przykładzie stosunków polsko-ukraińskich, w których znów odbija się echo wydarzeń na Wołyniu.

źródło:odyssynlaertesa.com

źródło:odyssynlaertesa.com

Rocznice, rocznice…

Od momentu ujawnienia zbrodni katyńskiej, wybuchu powstania w getcie oraz rzezi wołyńskiej minęło lub mija w tym roku siedemdziesiąt lat. Jednak wśród korowodu kwietniowych manifestacji organizowanych w kolejną rocznicę katastrofy smoleńskiej, te trzy wydarzenia trochę umknęły uwadze opinii publicznej. A przecież są to dzieje, które zapisały się na kartach polskiej historii daleko bardziej tragicznie, niż wspomniana wcześniej katastrofa prezydenckiego samolotu. I o ile takie hasła jak „Katyń” czy „getto warszawskie”, jeszcze majaczą w świadomości przeciętnego Polaka, o tyle „Wołyń” z trudem się do niej przebija. Może dlatego, że nie wpisuje się w żadną, modną współcześnie narrację historyczną, czy to liberalno-lewicową, czy skrajnie nacjonalistyczną. Tych zbrodni bowiem nie popełnili ani Niemcy, ani Rosjanie, a nasi najbliżsi „bracia Słowianie”, czyli Ukraińcy.

Od rzezi wołyńskiej do Akcji „Wisła”

W okresie od lutego 1943 do lutego 1944 roku, na terenie dawnego województwa wołyńskiego II Rzeczpospolitej, nacjonaliści ukraińscy z Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA) oraz Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), dokonali masowych mordów na miejscowej ludności polskiej. Historycy do tej pory toczą spór ile dokładnie było ofiar – ich liczbę szacuje się od 50 do 60 tysięcy. W późniejszym odwecie zamordowano 2-3 tysiące Ukraińców, choć sama strona ukraińska szacuje tę liczbę nawet na około 20 tysięcy. I jest to jedna z wielu różnic między obydwoma narodami, w postrzeganiu historii mordowania Polaków na Wołyniu. Po II wojnie światowej, w 1947 roku oddziały polskie przeprowadziły Akcję „Wisła”, która w założeniu miała na celu likwidację UPA i OUN, a w praktyce łączyła się z repatriacją mniejszości narodowych (Ukraińców, Bojków i Łemków) na Ziemie Odzyskane. Ta krótka powtórka z historii nasuwa wniosek, który powinien stać się przyczynkiem do wspólnego pojednania – oba narody wyszły z wojennej pożogi  pokrzywdzone. Powinien, ale tak nie jest, bowiem jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, każdy naród przeprowadza własną rewizję historii. To, co dla Polaków jest czystką etniczną lub po prostu ludobójstwem, dla Ukraińców było ukraińską wojną o niepodległość, ewentualnie „tragicznymi wydarzeniami”, jednak żadne z tych sformułowań po stronie ukraińskiej nie definiuje jednoznacznie sprawcy mordów, o co przecież tak bardzo chodzi Polakom.

Dwa punkty widzenia

O 70. rocznicy wydarzeń na Wołyniu zrobiło się głośno  dopiero wtedy, gdy PSL na początku kwietnia podjęło inicjatywę upamiętnienia jej w polskim Sejmie specjalną uchwałą. W projekcie tym padły m.in. takie oto słowa:

„Sejm potępia ludobójstwo na ludności polskiej dokonane przez Ukraińską Powstańczą Armię i inne formacje ukraińskich nacjonalistów w latach 1939-1947, co zarówno w świetle prawa międzynarodowego, jak i polskiego nie podlega przedawnieniu”.

Po stronie ukraińskiej projekt ten szczególnie ostro skrytykowała nacjonalistyczna partia Swoboda, która jest największym apologetą partyzantów z UPA i Stefana Bandery. Rzecznik Swobody, Ołeksandr Aronec zapowiedział wręcz, że jeśli uchwała przejdzie w polskim Sejmie, deputowani jego partii będą musieli złożyć analogiczny projekt uchwały do ukraińskiej Rady Najwyższej o uznaniu Armii Krajowej za organizację zbrodniczą. Skąd taka reakcja? Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, a w tym przypadku wszystko rozbija się o jedno słówko: ludobójstwo. Jak pisał Paweł Reszka w „Tygodniku Powszechnym”, w porządku obrad Forum Polsko-Ukraińskiego Partnerstwa z lutego 2013 roku, figurowały dwa tematy dyskusji o Wołyniu. W wersji polskiej temat brzmiał: „Ludobójstwo na Wołyniu, prawda, pamięć, pojednanie”, w ukraińskiej: „Tragedia wołyńska, prawda, pamięć, pojednanie”. Te językowe różnice chyba najlepiej odzwierciedlają naturę całego problemu: jedna strona chciałaby nazwać rzecz po imieniu, druga natomiast uniknąć literalnego nazywania tych niechlubnych dla niej wydarzeń.

Krok po kroku do pojednania

A przecież dokonano już wiele na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania. We wrześniu ubiegłego roku polscy i ukraińscy intelektualiści z Lwowa wystosowali apel, by obchody 70. rocznicy „antypolskiej czystki” nie pogłębiały uprzedzeń między narodami. W związku z obawą, że dyskusję po obu stronach zdominują radykalni działacze, powstał polsko-ukraiński komitet Pojednanie Między Narodami. Ukraińska cerkiew grekokatolicka i prawosławna w styczniu bieżącego roku wydała wspólne oświadczenie w duchu dawnego orędzia polskich biskupów: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Nie były to jedyne gesty pojednania, bowiem już w 1997 roku prezydenci obu państw, Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma, podpisali oświadczenie o pojednaniu zarówno w kwestii masakry na Wołyniu, jak i Akcji „Wisła”. I prawdopodobnie od tego momentu do 2013 roku, Ukraina dojrzałaby do wzięcia odpowiedzialności za popełnione w czasie II wojny światowej zbrodnie, gdyby nie nowa polityka ukraińskich władz – mniej więcej od 2010 roku. Bowiem kształcenie się tożsamości narodowej Ukraińców w oparciu o czyny banderowców z UPA i innych ukraińskich organizacji niepodległościowych, nabrało rozpędu za prezydentury Wiktora Juszczenko – nomen omen najbardziej propolskiego prezydenta Ukrainy.

Polityka w tle

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych już teraz wydało oświadczenie przeciwko upolitycznianiu obchodów 70. rocznicy rzezi wołyńskiej przez polski Sejm. Prawda jest jednak taka, że to na Ukrainie sprawa zbrodni na Polakach jest omawiana w zależności od zapotrzebowania politycznego. Stosunek Ukraińców do rzezi na Wołyniu kształtują bowiem dwa aspekty. Po pierwsze, jak na młode państwo przystało, Ukraina za wszelką cenę szuka swojej własnej tożsamości narodowej, kreując wizję chwalebnej przeszłości, w której partyzanci z UPA byli bohaterami walczącymi z radziecką Armią Czerwoną i polską Armią Krajową o niepodległość, a Polacy kolonizatorami, gnębiącymi lud ukraiński, którzy, nie chcąc dobrowolnie opuścić okupowanych ziem, zostali usunięci zeń siłą. W tym ujęciu wydarzenia na Wołyniu są postrzegane, owszem, jako tragiczne, ale zarazem stanowiące nieuchronną część działań wojennych. Ukraińscy historycy najczęściej pomijają milczeniem współpracę partyzantów ukraińskich z Niemcami, udział w zbrodniach na ludności nie tylko polskiej, ale i żydowskiej, a w kwestii mordu na Polakach, zawsze mają kontrargument w postaci Akcji „Wisła” w 1945 roku. Po drugie, budując nową tożsamość narodową na etosie banderowców walczących z armią ZSRR, nacjonalistycznie nastawieni działacze chcą przeciwstawić się komunistom i prorosyjskim tendencjom Partii Regionów. I właśnie ta kwestia już kilkakrotnie była punktem zapalnym między Polską a Ukrainą.

Trup w szafie

Lwowski publicysta, Antin Borkowski, chyba najtrafniej podsumował polsko-ukraiński spór o Wołyń:

„Rozmowa będzie możliwa jak tylko na Ukrainie pojawi się uczucie wstydu za wydarzenia na Wołyniu i dopóki nie będzie to porównywane ze stanowiskiem Polski. O pojednaniu będzie można mówić wtedy, gdy samo społeczeństwo będzie gotowe do dojrzałej oceny dokonanego zła. Gdy na Ukrainie zaistnieje świadomość, że nie wszystko było w historii piękne, a na Wołyniu były trupy zabitych ludzi. Dialog ten jednak nie jest możliwy w warunkach targowania się pamięcią, to musi być wewnętrzny proces ukraiński”.

W dziejach każdego państwa pojawia się jakaś niewygodna i bolesna dlań prawda, czy jak kto woli „hańba domowa”, wynik konfliktów wojennych i dziejowej zawieruchy. I nie da się ukryć, że sprawa mordów na Polakach, nie tylko na Wołyniu, ale i w innych wschodnich województwach dawnej II Rzeczpospolitej, jest przysłowiowym trupem w szafie historii Ukrainy. W szafie, którą pasowałoby należycie przewietrzyć.

 

 

 

 

 

 

Comments are closed.