W RYTMIE WALCA – NOWA WIZJA „ANNY KARENINY”

On 14 sierpnia 2013 by DO

Na najnowszą ekranizację Anny Kareniny wybierałam się niepozbawiona obaw. Zadawałam sobie pytania, czy „wielka opowieść o miłości”, „nowa śmiała wizja”, którą zapowiadał zwiastun, nie zniszczy mojego wyobrażenia, ukształtowanego przez lekturę powieści. Innymi słowy: czy zamiast skomplikowanego i niejednoznacznego dramatu ludzi zawieszonych między uczuciem a zbiorem zasad, mających porządkować ich życie, nie zobaczę uproszczonej opowieści o miłości. Jednak film reżysera, który sięgał już wcześniej po klasykę literatury światowej (Duma i uprzedzenie), stanowi pozytywne zaskoczenie.

źródło: mdemuhler.abril.com.br

źródło: mdemuhler.abril.com.br

Selekcja wątków oraz sposób ich ukazania powinny usatysfakcjonować przywiązanych do powieści widzów. Niektóre dialogi odtworzone zostały w sposób bardzo wierny, na przykład Lewin i Obłoński w czasie rozmowy przy obiedzie, posługują się metaforą kradzieży pachnących rogalików z cukierni, wprost przeniesioną z książki. Poza tym, widz znający powieść, lepiej zrozumie niektóre wypowiedzi bohaterów, które mogą wydawać się zbyt lapidarne. Trudno zrozumieć postępowanie Lewina oraz jego stwierdzenie: „Zrozumiałem”, padające w jednej z końcowych scen, bez znajomości dzieła Tołstoja. Można zastanowić się, co właściwie zrozumiał w tym momencie Lewin. Sprzyja to również wprowadzeniu niuansów i niedopowiedzeń; opowiedziana historia staje się otwarta na różnorodne interpretacje. Dialogi prowadzone przez bohaterów zawierają również zdania kluczowe dla zrozumienia świata przedstawionego w filmie. Stwierdzenie: „Anna nie popełniła zbrodni. Ona złamała zasady” pozwala zrozumieć społeczne realia i mechanizmy rządzące rzeczywistością, w której postaci mają swoje miejsce i związane z nim przywileje i obowiązki.

Język męża Anny – Aleksieja Aleksandrowicza – nasycony jest słowami dotyczącymi moralności oraz metafizycznie ugruntowanych praw. Jednak w filmie kreacja tej postaci jest nieco bardziej pogłębiona i niejednoznaczna niż w powieści. Od początku można odnieść wrażenie, że nie był to odpowiedni partner dla Anny i że małżonkowie nie mogą znaleźć płaszczyzny porozumienia. Mimo swojego skupienia na zasadach niedopuszczających wyjątków oraz obojętnych względem ludzkich namiętności, Karenin budzi współczucie, bo jego uczucia do Anny nie są łatwe do sprecyzowania i uchwycenia. Sceny filmowe pozwalają również dostrzec samotność tego człowieka.

Interesującym zabiegiem, który przykuwa uwagę, jest uwzględnienie perspektywy widza; można uznać ją za uprzywilejowaną. Ten zabieg uderza tym bardziej, że dotyczy przecież powieści realistycznej, w której wszechwiedzący narrator panował nad światem przedstawionym. Przed naszymi oczami pojawiają się kolejne obrazy: łąka, zaśnieżona stacja, na której zatrzymał się pociąg, sala balowa w pałacu Szczerbackich, kameralne i przytulne wnętrze domu Obłońskich… Są one osadzone w przestrzeni teatralnej, czasami skrywa je kurtyna. Widz obserwuje dekoracje sceniczne, w każdej scenie można dostrzec elementy typowe dla dziewiętnastowiecznego teatru, na przykład prospekty, sznurownię, rampę. Aktorzy nie opuszczają teatru; ostatnie ujęcie pozwala przypuszczać, że w jego przestrzeni osadzone są nawet wydarzenia na wsi. Jest to jeden z przejawów teatralizacji przedstawionego świata; daje się również dostrzec pewna zamierzona sztuczność w grze aktorów: Keiry Knightley czy Jude’a Lawa. Dzięki bardzo dobrze dobranym kostiumom oraz muzyce Dario Marianellego, widz może przenieść się w świat rosyjskiego społeczeństwa XIX wieku.

Sceny filmu płynnie następują po sobie, wrażenie to potęgują nie tylko wspomniane techniki teatralne, ale również powtarzający się motyw koła. Obracające się koła pociągu, pary wirujące w rytmie walca czy okrągłe znaki na parkiecie… Wspomniany motyw ukazywany jest na różne sposoby, co zmusza widza do zwrócenia uwagi na pozornie nieznaczące szczegóły: małe gesty, przedmioty codziennego użytku. Dzięki temu, najnowsza ekranizacja Anny Kareniny umożliwia snucie różnorodnych propozycji interpretacyjnych. Koło może symbolizować uwikłanie Anny w namiętność, niemożność zmiany biegu wydarzeń przez główną bohaterkę czy mające wprowadzać ład konwenanse…

Migotliwość znaczeniowa i wprowadzenie subtelnych niedopowiedzeń decydują o tym, że przedstawienie historii Anny i Wrońskiego można uznać za intrygujące i nowatorskie. Mimo że słowo „miłość” pada często, reżyser zdołał uniknąć banału, nadmiernego sentymentalizmu i uproszczeń. Sposób, w jaki poszczególne wątki zostały wybrane i opowiedziane sprawia, że czytelnicy powieści rozpoznają charakterystyczne dialogi i wypowiedzi oraz dostrzegają subtelne różnice w akcentowaniu poszczególnych wydarzeń czy cech charakteru postaci. Natomiast osoby, które nie sięgnęły po dzieło Tołstoja również mogą z zainteresowaniem śledzić rozwój wypadków. Obie grupy widzów nie powinny uznać czasu spędzonego w kinie za stracony. 

// Maria Walczak

Dodaj komentarz