WALECZNE DZIEWCZYNY

On 2 czerwca 2014 by Justyna Skalska

Z Heleną Kurcewiczówną mogą ją jedynie łączyć „oczy ogniste” i los, jaki spotkał warkocze obu panien. Z Oleńką Billewiczówną – upór i duma. Z Basią Wołodyjowską – odwaga, zadziorność i skłonność do bitki. Jednak wszystkie trzy sienkiewiczowskie bohaterki mogą się schować przy Małgorzacie Szczerbińskiej – bohaterce najnowszej powieści historycznej Wojciecha Lubawskiego i Tomasza Natkańca – kiedy ta daje popis swych walecznych umiejętności, by na końcu pokonanemu przeciwnikowi oświadczyć: „A szafy nie naprawiać!”

Waleczne dziewczyny

Waleczne dziewczyny

Polka wiernie nie czeka

Kiedy dziejowa zawierucha zmuszała Polaków by chwycić za broń i z okrzykiem na ustach iść na wroga, który przyszedł „podpalić dom, / ten, w którym mieszkasz – Polskę”, Polki – jeśliby ufać tylko rycinom Artura Grottgera – w znakomitej większości przywdziewały „czarne sukienki” i wznosiły modły za swoich dzielnych mężów, ojców i braci. Ale to właśnie podczas powstania styczniowego, jeden ze szwajcarskich obserwatorów zwrócił uwagę na niesłychanie ważną rolę, jaką odegrały w nim kobiety; rosyjski historyk, Mikołaj Berg, pisał: „kobieta polska jest wiecznym, nieubłaganym i nieuleczalnym spiskowcem”. Co ciekawe, to właśnie wtedy Rosjanie, decyzją z marca 1863 roku, ustanowili sądy wojskowe dla „przestępców obojga płci” i od tego momentu kobiety dostawały równie surowe wyroki, co mężczyźni.

Nie jest to jedyny mit powstańczy: znamy wszak „morowe panny” z powstania warszawskiego, które budowały barykady, organizowały żywność, walczyły i udzielały pomocy rannym towarzyszom broni. Jedno jest pewne: historia pokazuje, że polskie kobiety, skazane na piętno Matki Polki z jednej strony, a z drugiej zmagające się z heroiczną legendą Emilii Plater, pozostawały głuche na słowa piosenki „bo męska rzecz – być daleko, a kobieca – wiernie czekać” i bynajmniej wiernie nie czekały, ale również chwytały za broń.

Panny legionowe

Ale kobiety z powstania styczniowego czy warszawskiego to nie jedyne przykłady walecznych Polek.  Dobrze się dzieje, że wraz z setną rocznicą wybuchu I wojny światowej, a jednocześnie wymarszu I Kompanii Kadrowej z krakowskich Oleandrów (główne obchody przypadną na 3 sierpnia), została przypomniana nieznana historia kobiet w legionach Józefa Piłsudskiego, które ramię w ramię w mężczyznami wywalczyły polską niepodległość. Dzieje się to między innymi za sprawą publikacji Stanisława M. Jankowskiego Dziewczęta w maciejówkach, a także powieści pt. Małgorzata idzie na wojnę.

 W tej pierwszej Jankowski opisuje barwne portrety nietuzinkowych Polek: tych znanych, między innymi Aleksandry Szczerbińskiej, późniejszej żony Piłsudskiego, Zofii Wańkowiczównej, Marii Dulębianki (przyjaciółki Marii Konopnickiej), i mniej znanych, choćby jak Zofii Kamińskiej, znanej w swym plutonie jako… Zygmunt Tarło lub Zofii Plewińskiej. Młode Polki w przededniu Wielkiej Wojny, a następnie w latach 1914-1918 brały udział w konspiracyjnych organizacjach strzeleckich, Polskiej Organizacji Wojskowej, później – w Ochotniczej Legii Kobiet. Dostarczały broń, były kurierkami, zwiadowczyniami, wykonywały trudne zadania bojowe.

Dzielna Małgorzata

„Dziewczęta w maciejówkach” często przeżywały iście awanturnicze przygody, by móc dostać się do Legionów i walczyć o niepodległość. Co, jeśli ich udział w wojennej zawierusze był dziełem przypadku i wyruszały za I Kadrową bynajmniej nie po to, by bić się z Moskalami? – zdają się pytać autorzy powieści przygodowo-historycznej Małgorzata idzie na wojnę – Wojciech Lubawski i Tomasz Natkaniec.  Przecież to nie wola walki i silne uczucia patriotyczne pchnęły Małgorzatę Szczerbińską – panienkę z dobrego, krakowskiego domu – by 3 sierpnia 1914 roku z walizką w ręku wyruszyć do Kielc i wyjść na spotkanie „Kadrówki” socjalisty Piłsudskiego. Panną Szczerbińską targały zgoła inne uczucia –determinacja i żądza mordu. Młoda krakowianka pragnie dopaść i zabić swojego wiarołomnego narzeczonego Januarego, który zamiast stanąć z nią na ślubnym kobiercu, wyrusza z Oleandrów, by bić się o wolną ojczyznę. To ostatnie nie znajduje usprawiedliwienia w oczach Małgorzaty, która wyrusza w ślad za żołnierzami, co staje się – jak można się domyślać – początkiem serii przygód pośród krakowskiej, ale przede wszystkim świętokrzyskiej scenerii.

Już samo powyższe wprowadzenie do fabuły pozwala domyślać się zabawnych perypetii i szalonych przygód Małgorzaty. „Jeśli nie zabije go wojna, zrobi to ona” – czytamy na obwolucie. I faktycznie tak jest. Małgorzata podąża szlakiem I Kadrowej, napotykając na swej drodze nietuzinkowe osobowości: mieszkańców świętokrzyskich dworków, Żyda Josełe, Szwajcara polskiego pochodzenia i erotomana – Pierre’a Świeżawskiego – który przemierza okoliczne wsie, by odnaleźć grób tatusia-powstańca, a nawet samego Henryka Sienkiewicza. Spotkania te za każdym razem wpływają w jakiś sposób na naszą bohaterkę i sprawiają, że z czasem zmienia ona nastawienie: i do samego narzeczonego, i do „sprawy polskiej” w ogóle – w tym sensie mamy więc do czynienia z powieścią inicjacyjną.

Daleko od Sienkiewicza

Sama Małgorzata jest osobą nietuzinkową, posiadającą dość nietypowe – jak na pannę z dobrego domu – umiejętności, a mianowicie zna tajniki… wschodnich sztuk walki! Dobrze wyszkolona przez stryja, weterana wojny rosyjsko-japońskiej, zdaje się radzić sobie z każdą przeciwnością losu i z uporem dąży do celu.

Wydawać by się mogło, że książka duetu Lubawski-Natkaniec przypomina Trylogię Sienkiewicza, a szczególnie sienkiewiczowskie bohaterki. Nic z tych rzeczy. Owszem, z Heleną Kurcewiczówną mogą ją łączyć „oczy ogniste” i los, jaki spotkał warkocze obu panien, z Oleńką Billewiczówną – upór i duma, z Basią Wołodyjowską – odwaga, zadziorność i skłonność do bitki. Jednak wszystkie trzy sienkiewiczowskie panny mogą się schować przy Małgorzacie Szczerbińskiej kiedy ta daje popis swych walecznych umiejętności, by na końcu pokonanemu przeciwnikowi oświadczyć: „A szafy nie naprawiać!”.

Oprócz samej warstwy fabularnej, niewątpliwym walorem książki jest tło historyczne. Panowie Lubawski i Natkaniec z prawdziwą emfazą potraktowali dzieje swojej ojczystej ziemi – Kielc i okolic. Odkładając ich książkę po przeczytaniu, czytelnik ma ochotę nie tylko poznać dalsze losy Małgorzaty (czy spotkała w Kielcach narzeczonego – przekonajcie się sami!), ale i lepiej poznać Ziemię Świętokrzyską.  

//Justyna Skalska

zdjęcie w tle facebook maj - Kopia

Comments are closed.