WERSALU NA TEJ SALI JUŻ NIE BĘDZIE

On 3 czerwca 2016 by DO

„Siadaj kurduplu”, „bezideowy cham”, „wasze miejsce jest w więzieniu”, „naćpana hołota”, czy kultowe „spieprzaj dziadu” to tylko niektóre perełki autorstwa polityków z wszystkich partii, od lewej do prawej, których nazwiska z pewnością kojarzy przeciętny obywatel Polski. Przypadek? 

facebook.com

facebook.com

Każdy nosi swój krzyż, tak jak każda partia ma swojego Niesiołowskiego (lub jak kto woli Pawłowicz). Kultura języka, którym parlamentarni przedstawiciele narodu posługują się nie tylko między sobą, czy nawet przy włączonych kamerach dziennikarzy, ale także na sali plenarnej najwyższego organu ustawodawczego, pozostawia wiele do życzenia. Pewną jakościową zmianę w tym obszarze dostrzeżono po wejściu Samoobrony do Sejmu. Podnoszono, choć dosadne, to jednak mało wyrafinowane wypowiedzi Andrzeja Leppera, w których wprost oskarżał konkretnych polityków o korupcję, broniąc się przed konsekwencjami prawnymi użyciem trybu przypuszczającego i pytającego, a nie orzekającego. Następcy (rzecz jasna niepolityczni, a złotouści) w postaci Kazimierza Kutza, czy Janusza Palikota już się nie tłumaczyli, a wprost oskarżali na przykład Kaczyńskiego o śmierć Barbary Blidy. Poseł Twojego Ruchu zrobił krok w przód (a nawet dwa w tył), kiedy wyraził swoją opinię o Prezydencie chamie, za co w prezencie od Sądu Okręgowego w Warszawie otrzymał decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie znieważenia Lecha Kaczyńskiego, ponieważ, jak oświadczył sąd, jego wypowiedź mieściła się w granicach wolności słowa. Palikot oczywiście niechlubnej ścieżki pierwszy nie przetarł, bowiem wspomniany już Lepper kilka lat wcześniej nazwał ówczesnego Prezydenta „idiotą” i „nierobem”, za co jednak spotkała go należyta kara. Kiedy wydawało się, że sięgnęliśmy dna, dziś okazało się, że byliśmy dopiero w przedsionku. Bernadeta Krynicka, posłanka PiS (od klauzuli sumienia dla fizjoterapeutów) na antenie katolickiej rozgłośni radiowej bez cienia wątpliwości niedawno stwierdziła, że „człowiek, który donosi do obcego państwa jest zdrajcą i powinien wisieć na stryczku”. W kręgu nienawiści do opozycyjnych polityków jest również Janusz Szewczyk (poseł PiS, główny ekonomista Kasy Krajowej SKOK), który na stronie www.szewczyk.info napisał: „(…) 222 lata temu na Rynku Starego Miasta w Warszawie stanęły szubienice dla zdrajców i sprzedajnych posłów. (…) Baczcie więc panowie Nowocześni, by historia nie zatoczyła koła i by polski lud ponownie nie musiał wymierzać historycznej sprawiedliwości”. Warto dorzucić jeszcze przykład Anny Kołakowskiej (PiS), która przez profil na portalu społecznościowym Facebook skomentowała wystąpienie Agnieszki Pomaskiej (posłanka PO podarła wadliwy projekt uchwały) słowami: „trzeba to coś złapać i ogolić na łyso”. Posłanka PiS od dawna ma problemy z prawem. Obecnie toczy się proces przeciwko rodzinie Kołakowskich, która w ubiegłym roku zakłócała porządek, blokując legalnie zorganizowany marsz równości. Głośno o Kołakowskich zrobiło się również, kiedy podczas tegorocznego gdańskiego marszu córka posłanki została zatrzymana przez policję z takimi samymi zarzutami, a która beztrosko w rozmowie z dziennikarzem TVN24 przyznała, że „wie, że grozi jej grzywna, ale liczy na to, że Mariusz Błaszczak coś w jej sprawie zrobi”. Sam Minister w związku z tym wydarzeniem zapowiedział kontrolę policyjnej interwencji. Żeby tego było mało Anna Kołakowska kilka dni temu publicznie ubolewała nad usunięciem przez portal jej wpisu, pisząc: „Fb usunął mój wpis nt. Pomaski L”.

Dlaczego politycy tak się zachowują?

Duża w tym wina polskich dziennikarzy. Media podsycają atmosferę obniżania jakości debaty parlamentarnej, nie zapraszając do swoich programów szanowanych i mądrych profesorów, tylko najbardziej kontrowersyjnych, a zarazem mniej lotnych intelektualnie posłów, którzy swoje merytoryczne braki nadrabiają słowną agresją. Czyli im bardziej nabluzgam, tym więcej zaproszeń dostanę, a może i niektórym Nowakom się spodobam. Taką taktykę z pewnością kiedyś obrał Janusz Palikot, człowiek dystyngowany, o wysokiej kulturze osobistej, któremu się to zwyczajnie wówczas opłacało. Model ten, choć niegdyś popularny, został gwałtownie wyparty przez nowy, którego wymiana może potrwać dziesiątki lat. W 2010 roku doszło do ostatecznego krachu kultury języka parlamentarnego, który po katastrofie smoleńskiej silnie się zradykalizował, dzieląc tym samym naród na dwa. Można odnieść wrażenie, że od tego wydarzenia politycy autentycznie (a nie tylko w telewizji) zaczęli się nienawidzić. Epatowanie niebywałą agresją, do tej pory incydentalne, stało się porządkiem dziennym, a pogarda wobec konkurenta politycznego standardem.

Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą

Polacy kochają kłótnie rzędu Niesiołowski-Pawłowicz, choć jednocześnie obłudnie oburza ich język przez nich używany. To Polaków można posądzić o zdewaluowanie dyskusji medialnej, bo w końcu kto z nas nigdy nie wpisał w wyszukiwarkę „Pawłowicz je w sejmie”, albo „Niesiołowski the best”? Media, tak jak politycy, są odzwierciedleniem narodu. Jedno jest pewne, Samoobrony od dawna w Sejmie nie ma, a Wersalu jak nie było, tak nie będzie.

//Wioletta Brzęcka

Comments are closed.