Weźmy zmianę na Klatę

On 2 kwietnia 2013 by Katarzyna Waligóra

Z funkcji dyrektora Starego Teatru odwołany został po jedenastu latach Mikołaj Grabowski, jego miejsce zajął duet Jana Klaty i Sebastiana Majewskiego.

DLOWRKultura

źródło: gazeta.pl

Było głośno. Najpierw dlatego, że Mikołaj Grabowski został odwołany dość niespodziewanie. Potem, bo w środowisku teatralnym po wyborze Jana Klaty i Sebastiana Majewskiego, za sprawą Krystiana Lupy, zapanowało poruszenie. Lupa udzielał kontrowersyjnych wywiadów, krytykował rozstrzygnięcie konkursu na stanowisko dyrektora, nazywał Klatę terrorystą i wreszcie zdecydował, że odwoła premierę Miasta snów. Spektakl miał powstawać jednocześnie w dwóch wersjach i dwóch miejscach – w Starym Teatrze i w teatrze TR Warszawa, do pokazu w Krakowie jednak nie doszło. Jednocześnie Lupa zrezygnował z funkcji etatowego reżysera sceny. Nie da się ukryć, że dla teatru to spory cios – twórca pozostaje jednym z najgłośniejszych nazwisk polskiej sceny a jego spektakle zdobywają uznanie także w Europie. Z krakowską sceną był związany niemal od początku swojej działalności, tutaj powstawały jego słynne przedstawienia takie jak Kalkwerk, Lunatycy, Marzyciele, czy Rodzeństwo (które nadal można oglądać po wznowieniu dwa lata temu). W 2008 roku powstało Factory 2, które zostało okrzyknięte wielkim wydarzeniem i było momentem przełomowym w twórczości reżysera. Był to ostatni (miejmy nadzieję, że ostatni jak dotąd) spektakl zrobiony przez artystę w Krakowie. Głośna rezygnacja wywołała liczne komentarze, głównie ze względu na charakter wspomnianych wypowiedzi Lupy. Jego w dużej mierze niesprawiedliwe oceny i kontrowersyjne uwagi o Klacie spowodowały, że przez moment zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie.

            Nie ulega wątpliwości, że odejście Mikołaja Grabowskiego odbyło się w nieodpowiedni sposób. Nie wiem kiedy Ministerstwo Kultury nauczy się, że zmiany dyrekcji w najważniejszych teatrach Polski nie są sprawą błahą, którą można rozstrzygać z dnia na dzień oraz, że takie gwałtowne ruchy szkodzą powadze i stabilności instytucji. Grabowski przyznał, że o zakończeniu swojej dyrekcji i rozpisaniu konkursu dowiedział się z gazet. Wcześniej sygnalizował ministrowi chęć rezygnacji. Chciał jednak żeby zmiany w instytucji narodowej odbywały się z rozwagą… Minister tymczasem powiedział, że najchętniej powierzyłby dyrekcję Jerzemu Stuhrowi, który jednak nie był zainteresowany propozycją. Taka zmiana, która odbyłaby się – jak rozumiem – bez porozumienia ze środowiskiem teatralnym byłaby skandaliczna. Dobrze więc, że skończyło się na rozpisaniu konkursu. Od jego ogłoszenia wszystko działo się już przykładnie. Klata i Majewski wygrali konkurs, obiecali płynne przejście, stary dyrektor odszedł przekazując pałeczkę kolejnemu pokoleniu. Żadnych rewolucji, starć i napięć.

            Sama zmiana dyrekcji była naprawdę potrzebna. Oczywiście całościowa ocena działalności Grabowskiego powinna być wyważona. Jedenaście lat jego władzy w Starym Teatrze zaowocowało wprowadzeniem wielu spektakli świetnych, odważnych, kontrowersyjnych, takich, które przyniosły krakowskiej scenie rozgłos i uznanie, które wywołały ostre spory i skrajnie różne opinie. Wspomnieć można tu Sen nocy letniej Mai Kleczewskiej, Zaratustrę i Factory 2 Krystiana Lupy, Klątwę Barbary Wysockiej, Ifigenię Michała Zadary czy Wertera Michała Borczucha. Niestety prawdą jest też, że w ostatnim czasie w Starym Teatrze działo się nienajlepiej. Brakowało energii, pomysłów i głośnych nazwisk. Ostatnie dwa sezony Grabowskiego nie przyniosły żadnej znaczącej premiery, powstawały co najwyżej spektakle dobre, choć przeważały niestety te złe i bardzo złe. Przedstawienia spotykały się z negatywnymi głosami krytyki, która coraz częściej mówiła o konieczności dokonania zmian. Z wyboru Jana Klaty i Sebastiana Majewskiego nie wszyscy są jednak zadowoleni.

            Obawy wynikają zapewne z aury skandalisty, jaka towarzyszy Klacie oraz z uwagi na estetykę jego spektakli, która nie trafia w każdy gust. Warto jednak pamiętać, że dyrekcję obejmuje duet, wprawie ludzi związanych ze sobą od lat, ale mimo to obawy przed monofonią są chyba mocno przesadzone.

            W Starym Teatrze Klata zrobił jak dotąd pięć spektakli (pierwszy w 2006 roku). Wśród nich dwa zasługują na szczególną uwagę – Oresteja z 2007 i Trylogia z 2009 roku. Oba wywołały ferment w środowisku, ten pierwszy ze względu na kontrowersyjne odczytanie klasyki, ten drugi z uwagi na swój stosunek do bożoojczyźnianej tradycji patriotycznej. Czterogodzinna wariacja na temat dzieła Sienkiewicza jest niezwykle reprezentatywna dla stylu Klaty – reżyser gra z utartymi, w tym przypadku patriotycznymi, mitami, polemizuje z tekstem wydobywając z niego niespodziewane akcenty, włącza do spektaklu elementy zaczerpnięte z kultury popularnej, układa rytm całości zgodnie z rytmem muzyki w nim zawartej. Przedstawienie o niezwyklej sile i energii stanowi nie tylko gombrowiczowską wizję dzieła Sienkiewicza, ale jest też propozycją dyskusji na temat postrzegania historii i patriotycznych powinności. Nie bez przyczyny pojawiają się w nim odwołania do zdarzeń nowszych, tych z okresu II wojny światowej. Świetnie zagrana Trylogia stała się jednym z najważniejszych spektakli ostatnich lat. Klata współpracuje z różnymi teatrami, ostatnio reżyseruje także w Niemczech (efekt jego prac w Bochum mogliśmy oglądać dwa lata temu w czasie Krakowskich Reminiscencji Teatralnych, na których pojawiła się Ameryka na podstawie powieści Franca Kafki). Jednym z niedawnych sukcesów reżysera jest brawurowy, groteskowo-makabryczny Tytus Andronikus przygotowany w Teatrze Polskim we Wrocławiu we współpracy z Staatschauspiel w Dreźnie. W ciągu roku Klata przygotowuje więc dużo premier, w większości udanych, o bardzo wyraźnie zarysowanym stylu. Rozpoczynając swoje urzędowanie obiecuje jednak nie dominować sceny i nie tworzyć teatru autorskiego – w tym sezonie nie zobaczymy żadnej jego premiery.

            Sebastian Majewski współpracuje z Klatą przy jego spektaklach od dłuższego czasu. Do niedawna pełnił funkcję dyrektora artystycznego Teatru im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu i świetnie sprawdził się na tym stanowisku. Pod jego władzą ten, bądź co bądź, prowincjonalny teatr zapraszał głośne nazwiska, pokazywał ważne i nowatorskie spektakle, a jego głos był słyszalny w całym kraju. Choć zawsze wymieniany jako „ten drugi”, to on ma doświadczenie w zarządzaniu tego typu instytucją. Majewski znany jest ze swoich ambicji dydaktycznych i działalności na rzecz popularyzacji teatru. Zapewne dlatego jedną z pierwszych innowacji w Starym Teatrze jest cykl wykładów przed spektaklami posłuchaj i zobacz, skierowany do młodzieży szkolnej. Mam wątpliwości, czy tego typu działania są potrzebne w Krakowie i czy to teatr narodowy powinien zajmować się wychowywaniem licealistów, a jeśli już to czy w takiej formie. Za wcześnie jednak na zbyt zdecydowane ocen, obaj dyrektorzy bowiem dopiero w styczniu zaczęli urzędowanie.

            Majewski i Klata wygrali konkurs dzięki najlepiej napisanemu programowi dyrekcji. Zamierzają pójść tropem wybitnych reżyserów i przygotować każdy kolejny sezon pod patronatem jednej przypisanej mu osobowości. Patronować mają: Konrad Swinarski, Tadeusz Kantor, Jerzy Jarocki, Andrzej Wajda i Krystian Lupa, czyli ludzie w różnym czasie pracujący na sukces i sławę Starego Teatru. Przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie w jaki sposób dwaj dyrektorzy chcą zrealizować ten projekt. Reżyseria jest przecież czymś jednostkowym i mocno związanym ze swoim czasem… O ile łatwo jest przygotować sezon tematyczny, chociażby związany z konkretnym autorem, albo hasłem (przykładem może być sezon Znamy, znamy w Wałbrzychu), o tyle trudno powiedzieć, jak można odwołać się do twórczości innego reżysera… Czy miałyby to być wystawienia najbardziej znanych tytułów danego artysty w nowej formie? Czy może próby naśladowania stylu, albo nawiązania intertekstualne do konkretnych spektakli? Program, mimo wszystkich wyjaśnień dyrektorów, choć może efektownie brzmi, wydaje się dość utopijny…

            Nowa dyrekcja rozpoczęła się od ogłoszenia nazwisk reżyserów, którzy przygotują spektakle w nadchodzącym sezonie. Marcin Liber, Krzysztof Garbaczewski, Monika Strzępka, Paweł Passini – zapowiada się imponująco. Pierwszą premierę, Poczet królów polskich, przygotował Krzysztof Garbaczewski (od 23 marca w Starym Teatrze). Reżyser, należący do młodego pokolenia pokazywał ostatnio w Krakowie w czasie festiwalu Boska Komedia swoją świetną Iwonę, księżniczkę Burgunda. Osobiście jednak najbardziej czekam na premierę przedstawienia Pawła Passiniego – znakomitego twórcy, wizjonera, autora spektakli wyjątkowych i niezwykle oryginalnych. W marcu na afisze wróciła także po kilkuletniej przerwie Odprawa posłów greckich Michała Zadary – w opiniach krytyków spektakl bardzo dobry. Przygotowywane są też kolejne projekty edukacyjne i gry miejskie.

            Mimo wszystkich obaw i wątpliwości, co do pomysłów duetu Klaty i Majewskiego, dyrekcja zaczęła się dość obiecująco. Pozostając entuzjastką spektakli Klaty mam wielką nadzieję, że ta dyrekcja okaże się sukcesem. Liczę na ożywienie kontaktów z zagranicą, na ciekawe propozycje w kolejnych sezonach, na dużą liczbę premier. Stary Teatr ze swoją historią i tradycją, ale także otwartością na eksperyment i awangardę, powinien przecież stale walczyć o miano pierwszej sceny w kraju.

TEMAT Z NAJNOWSZEGO WYDANIA DO

Dodaj komentarz