WSPÓŁCZESNY MIT UNIWERSYTETU

On 6 czerwca 2013 by Piotr Kaszczyszyn

Minął maj. Wraz z nim kolejny rocznik polskich licealistów zmierzył się z egzaminem dojrzałości. Zdecydowana większość z nich nieświadoma fundamentalnej fałszywości oczekiwania, z jakim przekroczą później akademickie mury. Albowiem zadaniem uniwersytetu nigdy nie było zapewnienie swoim studentom przyszłego zatrudnienia. I tego stanu rzeczy nie zmienią również współczesne próby hiperdemokratycznej transformacji uczelni w nowy rodzaj szkoły zawodowej.

źródło: bi.gazeta.pl

źródło: bi.gazeta.pl

W poszukiwaniu Prawdy

Szukając genezy współczesnego uniwersytetu musimy przenieść się na jedną z ulic starożytnych Aten, gdzie Sokrates wraz z grupą swoich umiłowanych uczniów prowadzi jedną z wielu fascynujących, filozoficznych dysput. To właśnie pośród zgiełku ateńskiego miasta narodził się ideał wspólnoty (universitas) intelektualnego samodoskonalenia oraz poszukiwania Prawdy. Prawdy obiektywnej, istniejącej niezależnie od ludzkiej woli, ale dla ludzkiego rozumu poznawalnej. Prawdy, którą Platon umieścił w uniwersum doskonałych i nieśmiertelnych idei. Podobne poglądy głosił Arystoteles pisząc, iż ludzki rozwój wynika z chęci upodobnienia się człowieka do istoty wyższej, którą Stagiryta nazwał Pierwszym Nieruchomym Poruszycielem. A jako, że jedną z czterech skłonności przyrodzonych istoty ludzkiej jest poznawanie tego, co ogólne, tym samym prawdziwie wartościowe życie zapewnia tylko żywot filozoficzny, kontemplacyjny oraz refleksyjny, bazujący na ciągłym intelektualnym wysiłku, prowadzący człowieka do stanu prawdziwej szczęśliwości. Z czasem hellenistyczny świat odszedł w zapomnienie, zastąpiony przez cywilizację christianitas. Nie zginął jednak ideał „miłujących prawdę” (philosophia), wstępując na uniwersytety średniowiecznej Europy. Z upływem wieków zmieniał on swój charakter, nie tracąc jednak swojej zasadniczej istoty. Aż do czasów najnowszych. Katastrofa II Wojny Światowej zaowocowała hiperdemokratyczną rewolucją, symbolizowaną przez lewicowe ruchy studenckie 1968 r. Jeden z ideowych ojców współczesności, Isaiah Berlin, w swoim kanonicznym już tekście „Dwie koncepcje wolności” zdecydowanie odrzucił zarówno kategorię Prawdy, jak i wszelkie uniwersalistyczne ruchy, jako w swej istocie krypto totalitarystyczne. Przeciwstawiając „wolność negatywną” „wolności pozytywnej” zredefiniował samo pojęcie wolności w duchu idealnego egalitaryzmu, sugerując, że jakiekolwiek wartościowanie nosi już w sobie ładunek opresyjności. W ten sposób Berlin ewokował pojawienie się ruchu postmodernistów, albo odrzucającego w ogóle pojęcie Prawdy, albo twierdzącego, iż każda partykularna grupa ma swoją własną prawdę, a umieszczanie ich na skali „lepsze/gorsze” jest nie tylko niemożliwe, ale i niedopuszczalne.

Cnota i wolność

Fundamentalna różnica między klasycznym modelem edukacji, a współczesnym tworem postedukacyjnym leży na płaszczyźnie ontologicznej. Z pism greckich filozofów starożytności wyłania się obraz człowieka jako istoty wewnętrznie złożonej, o dualistycznej naturze, składającej się z pierwiastka ducha i materii. W obrębie duszy, jak pisał Platon, możemy wyróżnić trzy komponenty: rozum i temperament, które winny trzymać w ryzach ostatnią z części – pożądliwość, „której jest najwięcej w duszy każdego, a taka już jej natura, że nie nasycą jej żadne skarby”. Przechodząc ze sfery filozofii do sfery religii, analogiczny obraz ludzkiej osoby odnajdujemy w chrześcijaństwie, gdzie człowiek jako istota przede wszystkim duchowa, powołany jest do dążenia ku życiu wiecznemu z Bogiem. Jego ostatecznym przeznaczeniem, immanentnie mu przynależnym z racji samej natury człowieczeństwa, jest osiągnięcie przebóstwienia – doskonałej harmonii materii i ducha, które nastąpić ma już po Paruzji i narodzinach Nowego Jeruzalem. Tym samym widzimy, że zarówno w tradycji greckiej jak i chrześcijańskiej, stanowiących fundament cywilizacji europejskiej, nacisk położony jest na metafizyczny wymiar ludzkiej egzystencji. Człowiek jest istotą ze swej natury skierowaną ku temu co transcendentne, a jego zadaniem jest ciągłe samodoskonalenie, walka z własnymi słabościami/grzechami oraz porzucenie życia w oparciu o popędy czy pobudki pożądliwości dla sokratejskiej zasady boulesthai: „oceny zachcianek i ich zaspokojenia zgodnie z pewnym standardem tego, co dobre”, jak pisał wybitny znawca Platona prof. Charles Kahn. Zatem celem edukacji (przede wszystkim uniwersyteckiej) winno być dostarczanie intelektualnych i moralnych fundamentów kształtujących wychowanków i kierujących ich na drogę realizacji arete, moralnej i intelektualnej doskonałości duszy. Bez względu na to czy ten duchowy rozwój ograniczony jest do wymiaru doczesnego, czy otwiera się na perspektywę życia wiecznego.

Interesująco przedstawia się również relacja między rozumem, a wolnością. Współczesne rozumienie tego pojęcia jako „wolności od”, odrzuca bowiem koncepcję „niewoli namiętności”, konstytutywną dla starożytnego postrzegania ludzkiej wolności. Platon pisząc o relacji rozumu i pożądliwości nie miał na myśli tylko i wyłącznie aksjologicznej nadrzędności intelektu i cnotliwego życia, lecz zwracał także uwagę na ryzyko dyktatu namiętności, który prowadzi w konsekwencji do utraty wolności osobistej. Równie mocno zwracał na to uwagę Arystoteles przekonując, że człowiek nieopanowany, bezrefleksyjnie poddający się popędom nie jest zdolny samodzielnie kształtować własnego postępowania. Jego poczynania są tak naprawdę podyktowane chwilowymi kaprysami, a nie racjonalnymi wskazaniami rozumu, poprzedzonymi swobodnym i krytycznym namysłem. Podobne podejście znajdujemy w myśli chrześcijańskiej, gdzie rozum wskazany jest jako fundament i źródło ludzkiej wolności, a pożądliwość utożsamiona jest z grzechem. I w tym miejscu właśnie zaczyna się zadanie uniwersytetu – nauczyciela rozumu, tego który dostarcza mu intelektualnych narzędzi niezbędnych do utrzymania namiętności w ryzach, a tym samym zachowania wolności każdego człowieka.

Uniwersytecka kuźnia elit

W swoim założeniu uniwersytet posiadał niezmiennie elitarny charakter, pełniąc rolę kuźni politycznych, naukowych i kulturowych kadr państwa. Skupiał on niewielki odsetek absolwentów szkół średnich, którzy charakteryzowali się najwyższym poziomem wiedzy i w toku studiów miał za zadanie przemieniać ich w intelektualną elitę narodu, wyposażoną jednocześnie w mocny, etyczny kręgosłup. Tak uformowane osoby miały w następnej kolejności zasilić instytucje publiczne, organizacje pozarządowe oraz przewodzić obywatelskim protestom przeciwko niewłaściwej polityce rządu. Tym samym ich zadaniem było stanie na straży właściwego funkcjonowania porządku demokratycznego. Albowiem jak słusznie zauważył Karol Monteskiusz, „wartość założycielska”, na której ufundowana jest demokracja, a mianowicie równość, jest w swej istocie tworem sztucznym i nienaturalnym. Człowiek jest bowiem stworzeniem dążącym do wyższości nad innymi, tak więc skłonność ta musi zostać ograniczona za pomocą równości wobec prawa. Tym samym znajdujemy u Monteskiusza demokrację jako ustrój najtrudniejszy i najbardziej wymagający, niebędący w stanie funkcjonować bez cnoty politycznej. To ona stać ma bowiem na straży owej równości, aby nie doszło do jej zaniku (oligarchia) bądź nadmiernej ekspansji (tyrania większości). W dalszej kolejności jednostka wyposażona w ową cnotę polityczną winna dążyć do stworzenia obywatelskiego etosu i obywatelskiego społeczeństwa, o którego nieodzowności w państwie demokratycznym tak gorąco przekonywał Alexis de Tocqueville. Czy nam się to podoba czy nie, system demokratyczny nie może właściwie funkcjonować w społeczeństwie pozbawionym intelektualnych elit.

Wykształcenie instant

Dopiero teraz chciałbym odnieść się do powszechnie formułowanego wobec uniwersytetu oczekiwania, iż zapewni on swoim absolwentom zdobycie w przyszłości pracy. Albowiem w moim przekonaniu jest to zadanie najmniej istotne spośród wszystkich. W przeszłości owe zatrudnienie było czymś oczywistym i wiązało się bezpośrednio z elitarnym charakterem samych studiów. Obecnie polski system szkolnictwa wyższego został już przetransformowany przez proces hiperdemokratyzacji, który zniszczył dawny charakter uczelni. Działając na zasadzie naczyń połączonych, ogromna liczba studentów spowodowała spadek poziomu nauczania, a spadek poziomu nauczania umożliwił przekroczeniu murów uniwersyteckich setkom tysięcy osób, które nigdy nie powinny się tam znaleźć. W ten sposób stworzony został nowy model uczelni-instant, swoistej fabryki dyplomów, odpowiadającej tylko na rynkowe zapotrzebowanie wyższego wykształcenia, które z konieczności straciło swoją realną wartość. Wobec tak funkcjonującego uniwersytetu trudno formułować poważne zarzuty o nie zapewnianie swoim studentom przyszłego zatrudnienia (nie odnoszę się oczywiście do kierunków ścisłych). Nie bez winy pozostają także ci studenci, którzy na studia wybrali się raczej z przypadku, traktując je jak przedłużenie liceum. Albowiem przekonanie, iż po pięciu latach studiów humanistycznych bądź społecznych, pozbawionych mniej lub bardziej dorywczej pracy, odbywania staży, aktywności w kołach naukowych czy działalności w organizacjach pozarządowych, znajdzie się z łatwością zatrudnienie jest dla mnie przekonaniem co najmniej kuriozalnym.

Przyszłość z nutką optymizmu

Jaka przyszłość czeka w takim wypadku instytucję, która nie spełnia pokładanych w niej nadziei? W moim przekonaniu współczesny polski uniwersytet czeka proces powolnego obumierania. Wobec nieubłaganych zmian demograficznych spora część prywatnych uczelni zostanie zamknięta. Podobnie zresztą powinno stać się z uniwersytetami państwowymi, przywracając im w ten sposób ich pierwotny, elitarny charakter. Przeciwskuteczne okażą się, moim zdaniem, planowane działania dalszej specjalizacji uczelni, przekształcające je w konsekwencji w quasi szkoły zawodowe. A co ze szczytnymi ideałami wygnanymi z uniwersytetu przez proces jego umasowienia? W moim przekonaniu funkcję nowej kuźni intelektualnych elit zaczynają przejmować obecnie środowiska skupione wokół społeczno-politycznych kwartalników oraz organizacji pozarządowych. A kto wie, być może ukształtowane przez nie osoby będą miały w przyszłości możliwość „odzyskania” uniwersytetów i przywrócenia im blasku dawnej chwały?

 

Comments are closed.