Wybór z dwojga złego

On 9 maja 2017 by Drugi Obieg

Macron, który rok temu znany był jedynie ekspertom zajmującym się francuską sceną polityczną, w swojej karierze należał do Partii Socjalistycznej, a przez 4 lata pracował w banku Rothschildów. Od 25 sierpnia 2014 roku pełnił funkcję ministra gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w rządzie Manuela Vallsa. Jeszcze jako minister zdobył sporą popularność (mimo popadnięcia w konflikt ze związkami zawodowymi) i w kwietniu 2016 roku założył swój ruch „En Marche”, skrytykowany przez prezydenta Hollanda (co na marginesie pokazuje, jak słaby był to prezydent, że minister jego rządu założył ruch polityczny i nadal przez 4 miesiące, czyli do 30 sierpnia 2016 pozostawał na stanowisku ministra).

Rozważając, jakie skutki niesie za sobą wybór Macrona, trzeba zwrócić uwagę na wybory parlamentarne we Francji, które odbędą się już w czerwcu (pierwsza tura 11 czerwca, 18 czerwca druga tura). Czy prezydent elekt będzie wstanie zapewnić sobie większość parlamentarną czy też będziemy obserwować kohabitację z premierem republikańskim? Inne opcje są raczej mało prawdopodobne, o czym trochę niżej.
Jeśli Macron uzyska większość w parlamencie oznacza to, że będzie mógł rządzić nieskrępowany innymi politykami. Natomiast w wyniku braku większości, jego ruchy będą korygowane przez premiera i parlament. 

O ile wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich były dość przewidywalne i dyskutowano raczej o skali z jaką Macron wygra, to przewidzenie wyników wyborów parlamentarnych jest niezwykle trudne ze względu na dość płynny układ sił politycznych w danym momencie i francuską ordynację wyborczą. 
Sondaż Opinion Way wskazuje, że mandaty (łącznie 577 mandatów) mogą rozłożyć się następująco: 

En Marche! (Macron)- 249-286 mandatów

Republikanie (Fillon) – 200-210 mandatów

Partia Socjalistyczna (Hamon) 28-43 mandatów

Front Narodowy (Le Pen) – 15-25 mandatów

Komuniści i skrajna lewica (Melenchon) – 6-8 mandatów

(w nawiasach kandydat partii/ruchów/koalicji wyborczych w wyborach prezydenckich)

Sondaż ten niewiele nam jednak mówi z kilku powodów. Po pierwsze, kampania może sporo zmienić, zwłaszcza, że jeszcze trwają rozmowy kto z kim i gdzie może wystartować (np. być może Nicolas Dupont-Aigment wystartuje w części okręgów w sojuszu z FN). Również afera związana z wyciekiem maili ze sztabu Macrona, być może teraz, po ciszy wyborczej, przebije się do mediów i wówczas okaże się, co rzeczywiście w nich jest.

Druga kwestia to struktury, a właściwie ich brak ruchu En Marche! w niektórych regionach. Mogą pojawić się takie okręgi, w których En Marche! będzie miało problem z wystawieniem kandydata lub uzyskaniem dobrego rezultatu, mimo sporego poparcia dla Macrona. Być może dojdzie do jakiegoś porozumienia z częścią Partii Socjalistycznej, która poparła Makrona (np. ex-premier Manuel Valls).

Trzecia, kluczowa determinanta, utrudniająca przewidzenie wyników wyborów to ordynacja wyborcza. Francuzi wybierają swoich posłów w okręgach jednomandatowych, jednak z dwiema turami wyborczymi. Aby zostać posłem w pierwszej turze należy zdobyć bezwzględną większość głosów (ponad 50 % i nie mniej niż 25% uprawnionych). W przypadku, gdy żaden kandydat nie osiągnie takiego rezultatu, odbywa się druga tura, do której przechodzi 2 kandydatów z najwyższym rezultatem i reszta kandydatów, która zdobyła ponad 12,5 % głosów (jeśli takowi są).W drugiej turze wystarczy zwykła większość. Formuła ta powodowała, że jeśli w drugiej turze znajdował się kandydat radykalny (komuniści lub FN) to zwykle dochodziło do koalicji przeciwko nim i sprzymierzone partie socjalistów i gaullistów (obecnie Republikanie, ale nazwa tutaj często się zmienia), pokonywały takiego kandydata, stąd FN ma tak mizerną reprezentację. Tym razem, wobec dużego rozbicia partyjnego, częściej będą występować okręgi z 3, a nawet 4 kandydatami, co zmienia zupełnie sytuację, gdyż 30% w takim okręgu w drugiej turze może dać mandat. Utrudnia to również przewidzenie wyniku wyborów. 

Możliwy jest scenariusz zwycięstwa Republikanów (samodzielnego) lub w koalicji z En Marche! lub Socjalistami (samodzielnie bądź z którymś z wymienionych wyżej koalicjantów). 

Odnosząc się także do zapatrywań Polski na tę prezydenturę uważam, że Macron będzie dla nas lepszym partnerem niż byłaby Le Pen (nawet w razie zbudowania stabilnego zaplecza parlamentarnego). Zarówno Le Pen, jak i Macron proponują niekorzystne zmiany dla UE z naszej perspektywy, lecz wybierając między Europą dwóch prędkości a destabilizacją UE, w obecnej chwili powinniśmy wybrać to pierwsze. W przypadku zaistnienia Europy dwóch prędkości, Polska zostaje wyrzucona na peryferie i zepchnięta na margines procesu decyzyjnego, co daje państwom starej UE większe możliwości rozgrywania swoich interesów przeciwko nam, natomiast w przypadku rozpadu UE mechanizmy hamujące rozgrywanie swoich interesów wobec innych państw członkowskich znikają zupełnie. Według mnie, również scenariusz proponowany przez Le Pen jest łatwiejszy do wprowadzenia, a przez to byłby bardziej prawdopodobny do wprowadzenia w przypadku jej zwycięstwa niż analogicznie w kwestii Macrona. Le Pen bowiem, by wyjść z Unii musiałaby jedynie przekonać Francuzów. Macron, jeśli chce doprowadzić do zmian traktatowych, na co potrzebuje zgody całej Unii, ma małe prawdopodobieństwo powodzenia.

Emmanuel Macron, wbrew pozorom, również był kandydatem antysystemowym (przynajmniej jeżeli chodzi o kreację), jednak daje on większą stabilizację w ładzie międzynarodowym niż Le Pen. W burzliwym okresie, w jakim żyjemy należy dążyć do zachowania stabilności w naszym regionie, co ewentualnie będzie wpływało łagodząco na potencjalne straty, jakie Polska mogłaby ponieść w wyniku redefinicji ładu międzynarodowego. 

Dla Polski nie pozostaje obojętne również nastawienie kandydatów do Rosji. Trzymając się z dala od rusofobicznych postaw, nie można zaprzeczyć temu, że Rosja w obecnym układzie jest naszym konkurentem i bardziej zagrożeniem niż sojusznikiem. Otwarcie prorosyjskie zapowiedzi Le Pen uderzają mocno w nasze interesy, i to nie tylko gospodarczo-energetyczne, takie jak kwestia Nord Stream 2 i naszej gorszej pozycji negocjacyjnej z Rosją, ale również w kwestie bezpieczeństwa, gdyż Le Pen proponowała, by wycofać zaangażowanie państw UE i NATO z Europy Wschodniej. 

Krytycy Macrona w Polsce na chorągiew wyciągają argument gróźb użycia sankcji wobec Polski. Należy wziąć tu pod uwagę dwie kwestie. Po pierwsze, kontekst tej wypowiedzi, która padła w kampanii pod fabryką zamykaną z powodu przeniesienia produkcji do krajów o niższych kosztach pracy (patrz Polska) i na kwestię możliwości zrealizowania groźby przez Macrona. Do nałożenia sankcji na Polskę muszą wyrazić zgodę wszystkie pozostałe kraje UE. Nawet gdyby Macronowi udało się przekonać wszystkie kraje, to sprzeciwiłyby się temu Węgry, gdyż Orban wie, że wówczas mógłby stać się kolejnym celem. Równolegle, Marine Le Pen proponowała wprowadzenie inteligentnego protekcjonizmu, przez który rozumiała np. wprowadzenie podatku w wysokości 35 % na produkty wyprodukowane w Polsce. Oczywiście, do skutecznego wprowadzenia tego przepisu potrzebne by były głębokie zmiany w zasadach UE lub Frexit. Jednak, by uzmysłowić sobie, że Frexit za Le Pen w referendum byłby możliwy, wystarczy wskazać na to, że kandydaci nieprzychylni Unii Europejskiej w I turze zdobyli 48,33%.

Z naszego punktu widzenia najlepszym rozwiązaniem w wyborach parlamentarnych byłoby zwycięstwo Republikanów i koabitacja, co osłabiłoby poczynania Macrona i jego zapędy w budowaniu Europy dwóch prędkości, natomiast inne scenariusze również nie są katastrofą.

Oczywiście Macron nie jest dla nas wspaniałym wyborem. Z pewnością będzie on atakował Polskę za rzekome naruszanie standardów demokratycznych, wzmocni niekorzystne dla nas tendencje federalistyczne oraz ideę Unii dwóch prędkości, nie będzie też naszym sojusznikiem w UE, lecz alternatywa była jeszcze gorsza. Zwycięstwo Angeli Merkel w wyborach w Niemczech spowoduje, że obowiązujący status quo w UE ulegnie jedynie niewielkiej zmianie, a groźba zwycięstwa Schultza, która czyniłaby pomysły Macrona potencjalnie niebezpiecznymi, jest coraz bardziej odległa.

// Tomasz Synowiec

Dodaj komentarz