WYBORCZY MECHANIZM ROZLICZENIOWY DZIAŁA?

On 11 stycznia 2016 by DO

Czy politycy w Polsce są dobrze rozliczani w wyborach? Czy w ogóle są rozliczani? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ o ile sam mechanizm istnieje i politycy w teorii są rozliczani w wyborach, to patrząc na problem holistycznie, rezultaty nie są do końca zadowalające.

radiopik.pl

radiopik.pl

Prawdą jest, że w stabilnej demokracji parlamentarnej rewolucyjne zmiany w systemie partyjnym nie są pożądane, aczkolwiek nie oznacza to, iż mamy bezkrytycznie patrzeć na mechanizmy rozliczeniowe. Warto poruszyć pewne słabości wyżej przedstawionego problemu, mimo iż tegoroczne wybory pokazały jak Polacy rozliczyli rządy Platformy Obywatelskiej. Patrząc na tę kwestię całościowo, możemy dojść do wniosku, że zagadnienie wcale nie znika, wręcz przeciwnie – jest dalej obecne i potrzebuje choćby chwili rozważań nad jego słabymi stronami, by można było w przyszłości eliminować owe słabości.

Nieufność do młodej demokracji

„ – Ja się nie interesuję polityką – Ale polityka interesuje się panem” – w tych słowach można streścić główny problem mechanizmu rozliczeniowego nie tylko w naszym kraju, ale i we wszystkich demokracjach. Ludzie bardzo często nie interesują się sferą polityki, ponieważ jej nie lubią. Najlepiej widać to po frekwencjach wyborczych w naszym kraju, które wynoszą (w zależności od typu wyborów) od ponad dwudziestu do około pięćdziesięciu procent. Niechęć do polityki jest wynikiem niezbyt wysokiej świadomości społecznej, wynikającej z historii i związanym z nią faktem, że nasz kraj należy zakwalifikować jako młodą demokrację, a takowe zwykle charakteryzują niedemokratyczne doświadczenia. Na zmiany takiego stanu rzeczy potrzebne są lata edukacji. Również zmiana pokoleń może znacząco wpłynąć na zmianę stosunku obywateli do sfery politycznej, z w dużej mierze nieufnej i biernej na nieco bardziej ufną, ale przede wszystkim aktywniejszą.

Labilność wyborców

Czy ktoś słyszał kiedyś pojęcie labilny elektorat? Oznacza ono niestałych w swych przekonaniach wyborców, co jest w tym temacie dość problematyczne. Dlaczego? Ponieważ ciężko jest określić tę grupę wyborców jako całość. Wiemy, iż w wyborach może ona stanowić nawet 20/30 procent. Pytanie, na ile są to nowi wyborcy, na ile są to ludzie, którzy na co dzień nie zajmują się polityką i poszli na wybory, choć nie robią tego regularnie, a w końcu na ile są to ludzie, którzy interesują się polityką i zagłosowali na inną partię z racji rozczarowania poprzednią? Należy wspomnieć też o tym, iż wyraźnego rozliczenia partii w wyborach dokonuje się zazwyczaj w warunkach (przynajmniej częściowej) utraty legitymizacji przez owe podmioty, a taka sytuacja, jak wiadomo, nie następuje co wybory. Wartą uwagi jest jeszcze kwestia wybierania i rozliczania polityków przez różne (w pewnym stopniu) grupy wyborców. W końcu na wybory nie chodzą regularnie ci sami ludzie. Na ile to rozmywa mechanizm rozliczeniowy? Na pewno w jakimś stopniu zakrzywia prawdziwy obraz, ale ingerencja nie jest aż tak duża, by zbytnio się tym zamartwiać, gdyż w żadnym wypadku nie uderza on w podstawy rozliczania polityków.

Rozmrożenie elektoratów

Należy wspomnieć o tym, iż współcześnie odchodzi się od ścisłego kategoryzowania wyborców w różne grupy społeczne, których interesy realizuje określony typ bądź rodzaj partii. W dzisiejszych czasach elektorat stał się bardziej płynny i odideologizowany niż miało to miejsce jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ten trend rozpoczął się już w latach 60-tych XX wieku, kiedy to zaczynano mówić o początkach nowego zjawiska – rozmrożenia elektoratów. Partie polityczne, widząc to, starały się do tego dostosować, co można zaobserwować na różnych płaszczyznach np. ideowej czy programowej. Podobnie jak wyborcy, partie i ich przekazy również są bardziej płynne, ponieważ oprócz motywowania swojego stałego elektoratu, jedną z ważniejszych kwestii w kampanii wyborczej jest właśnie walka o labilny elektorat.

Partie dla partyjnych

Partie polityczne są pośrednikiem między państwem a społeczeństwem, ale możemy zauważyć, że w dzisiejszych czasach oddalają się one od obywateli. Ponadto, w Polsce jako w młodej demokracji dobrze widać silną pozycję liderów w partiach politycznych (nie bez powodów na co dzień słyszymy termin partia wodzowska), co wpisuje się w szerszą tendencję indywidualizacji polityki. W nauce o partiach politycznych wyróżnia się termin „partii kartelu”, które dominując nad sceną polityczną, osłabiają pluralizm polityczny (choć nie jest to jedyny czynnik osłabiający) i próbują utrudnić dostęp do parlamentu nowym partiom. Patrząc na skład polskiego parlamentu, możemy dojść do wniosku, że co wybory dostaje się do niego wielu młodych, energicznych ludzi, chcących coś zrobić dla kraju (do Sejmu VIII kadencji nowi posłowie stanowią około 50 proc. posłów), ale napotykają na opór materii, głównie ze strony elit partyjnych. Nie są one wcale duże, ale bardzo wpływowe i co najważniejsze (co jest immanentną cechą każdej takiej grupy), niechętnie dzielą się swoimi wpływami.

Szklany sufit wyborczy

Co jest tak zwanym szklanym sufitem dla wielu małych ugrupowań politycznych? Oczywiście próg wyborczy 5% (dla partii) i 8% (dla koalicji wyborczych). Choć ustanowiony został, by ustabilizować polski system partyjny, jako wynik doświadczeń Sejmu I kadencji, ów próg okazał się bardzo wysoki dla małych partii. Z jednej strony uchronił polski parlament przed chaosem i wielkimi problemami koalicyjnymi, z drugiej strony dość mocno uderzył w małe ugrupowania polityczne. Praktycznie wyeliminował z sejmu tzw. partie antysystemowe, tudzież partie protestu. Ugrupowaniom pozaparlamentarnym ciężko dostać się do parlamentu, a jeśli im się to uda, to kwestia reelekcji jest bardzo niepewna, co pokazał casus Twojego Ruchu. Jeśli chodzi o Ruch Kukiza czy Nowoczesną, to weszły one na fali delegitymizacji i spadku zaufania do jednej z partii kartelu – Platformy Obywatelskiej, a przyszłość obu ugrupowań pozostaje niepewna. Powyższy wywód dobrze odzwierciedla podstawę polskiego systemu partyjnego, mianowicie nie jest trudno stracić pozycję w parlamencie, natomiast bardzo trudno się do niego dostać, na co ma wpływ dość wysoki próg wyborczy.

Głos za pluralizmem

Kwestią pośrednio łączącą się z powyższym akapitem jest problem tzw. zmarnowanego głosu. Wyborcy najczęściej rozważają wybór partii, która już była w Sejmie, gdyż te partie mają największe prawdopodobieństwo reelekcji. Oczywiście jest to jak najbardziej zrozumiałe, jednak, jak pokazał casus Twojego Ruchu, Nowoczesnej czy Ruchu Kukiza, głosowanie na partie pozaparlamentarne nie musi być straconym głosem. Oczywiście, znów trzeba wziąć pod uwagę odczucia społeczne i dopiero wtedy można stwierdzić czy możliwe jest dostanie się mniejszej partii, co ma miejsce najczęściej przy spadku legitymacji wobec partii kartelu. Decydującą sprawą przy podjęciu decyzji jest wybór tak zwanego mniejszego zła, bo jak często słyszy się opinie do tego nawiązujące? Bardzo często. Wyborcy cały czas nie potrafią patrzeć na sprawę w sposób całościowy. Warto podkreślić, że nie istnieję tylko Ja, ale też Inni, więc może Mój głos ma większą wagę niż się na pozór wydaje? Do tego potrzebne jest wyjście poza sferę indywidualną i podjęcie decyzji. Im więcej ludzi będzie tak na to patrzyło, tym większa szansa na pogłębienie
pluralizmu politycznego, tak cenionego w ustroju demokratycznym.

„Nie będziemy rządzeni lepiej niż na to zasługujemy”

Reasumując, faktem jest, iż mechanizm rozliczeniowy w wyborach istnieje, ale nie działa on aż tak dobrze, jakby sobie obywatele tego życzyli. Działa, ale nie jest doskonały, wręcz przeciwnie, ma wady. Wyżej wymienione zostały: małe zainteresowanie polityką, nie do końca zbadany labilny elektorat, zabetonowanie sceny politycznej (choć w tegorocznych wyborach zmęczenie partiami kartelu było uzewnętrznione – pytanie czy będzie to dalej postępować), dość wysoki próg wyborczy, niegłosowanie na małe partie z obawy o stracony głos. Kto jest za to odpowiedzialny? Odpowiedź nie jest prosta, ponieważ, przyjmując czystą teorię demokracji, politycy to przedstawiciele zbiorowego suwerena – wyborców, więc nie ma sensu dzielić grup na my i oni. Cała wina braku rzetelnych rozliczeń spoczywa na obywatelach. Jak powiedział Jacek Kuroń: „Demokracja to taki ustrój, który gwarantuje nam, że nie będziemy rządzeni lepiej niż na to zasługujemy”. Dystansując się jednak od czystej teorii demokracji, można wydzielić dwie grupy: obywateli i polityków. Wina leży po obu stronach, jednak czy rozumowanie oparte na kontestacji aktualnego ustroju politycznego nie jest zbyt oddalone od zastanej rzeczywistości politycznej? Ten temat zawsze będzie aktualny, bo dopóki istnieje demokracja, dopóty przed obywatelami zawsze będzie stał ten problem, ponieważ ostatecznie to na ich barkach spoczywa obowiązek rozliczania polityków w wyborach.

//Artur Stramek

Comments are closed.