Wybory w USA. Obama vs. Romney

On 31 października 2012 by Bartłomiej Lepa

Finałowa debata telewizyjna kandydatów na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych odbyła się 22 października na Uniwersytecie Lynn w Boca Raton (Floryda). Sondaże wskazują, że to dotychczasowy prezydent Barack Obama w pojedynku z Mittem Romney’em okazał się jej zwycięzcą. Tematyką trzeciej debaty była polityka zagraniczna.

Prowadzący Bob Schieffer rozpoczął spotkanie od pytań dotyczących Libii i Syrii. Pierwszy odpowiedzi udzielił kandydat republikański. Romney kreował się na pacyfistę. Mówił, że świat arabski sam musi sobie poradzić z ekstremizmem i radykalizmem islamskim. Kluczem do tego, jego zdaniem, miałyby być: rozwój ekonomiczny, lepsza edukacja, praworządność, model społeczeństwa obywatelskiego. W tych aspektach Ameryka zdecydowanie będzie pomagać krajom Bliskiego Wschodu.     „Nie chcemy kolejnego Iraku, kolejnego Afganistanu”- stwierdził. Obama ripostował twierdząc, że należy inwestować w gospodarkę USA, by kraj ten przede wszystkim od środka był silny. To właśnie pomoże przodować Ameryce na arenie międzynarodowej. Podkreślał także, że jego przeciwnik jest niekonsekwentny w swoich wypowiedziach. Argumentując, że ten jeszcze kilka miesięcy temu mówił, iż to Rosja jest największym geopolitycznym przeciwnikiem USA. Obecnie Romney zajmuje stanowisko, że jest nim Al-Kaida. Okazał się zmienny zapewniając podczas debaty, że nie chce w przypadku Libii popełnić błędu Obamy i użyć przemocy. Natomiast, jak zauważył prezydent, Romney wcześniej uważał, że należy posłać więcej żołnierzy do Libii.  Pod koniec pierwszego segmentu debaty nastąpił „ostry ostrzał” po obu stronach barykady. Republikanin zaznaczył, że atakowanie go tym, co kiedyś powiedział, bez podawania pełnego kontekstu nie przyniesie rozwiązania kwestii Bliskiego Wschodu. Natomiast kandydat Demokratów przyznał chwilę wcześniej, że Romney ma lepszą pozycję, bo może egzekwować i krytykować z roli obserwatora to, co zrobił Biały Dom od 2008 roku.

źródło: CNN

źródło: CNN

Z areny międzynarodowej na własne podwórko

Debata wielokrotnie schodziła na tematykę krajową. Obaj kandydaci podkreślali, że Ameryka nie może nadal pełnić roli hegemona na świecie, jeśli nie rozwiąże swych problemów wewnętrznych. Chodziło głównie o gospodarkę. Zdaniem Romney’a, aby Ameryka wciąż odnajdywała się w roli mocarstwa światowego, nie można zapomnieć o armii. „Nie możemy odbudowywać naszej siły militarnej bez płacenia za to i zamierzam ubiegać się o przekazanie 4% PKB na siły narodowe”- zapewnił.

Obama z kolei skrytykował program budżetowy kontrkandydata. Twierdził, że jest on niewydolny i nie będzie on w stanie utrzymywać silnego wojska, przy jednoczesnych tak wysokich cięciach podatkowych. Przyznał też, że w ciągu kilku ostatnich lat Stany Zjednoczone wydały więcej pieniędzy na armię niż zsumowane wydatki 10 kolejnych państw.

Obaj kandydaci mówili o nowych miejscach pracy, które miałyby powstać w małych przedsiębiorstwach. Zgadzali się także, że USA musi uniezależnić się od dostaw surowców spoza kontynentu. Wspomniano o energii odnawialnej. Romney podkreślał także dużą rolę węgla, którego ogromne pokłady znajdują się na kontynencie amerykańskim.

Chorągiewka na dachu

Obama podczas przemówienia w Davenport w stanie Iova zaznaczył, że najważniejszą sprawą w wyborach prezydenckich jest zaufanie. Kandydat Demokratów, zarzucił Romney’owi niezdecydowanie. Zauważył też, że Romney zmieniał swe zdanie dotyczące aborcji, wydatków rządowych na programy społeczne, kursu USA w polityce zagranicznej. Obecny prezydent wyraził się negatywnie również na temat planu naprawy gospodarki, przedstawionego przez byłego gubernatora Massachusetts.

Mitt Romney tłumaczył na pierwszej debacie telewizyjnej, że jego pomysłem na zmniejszenie deficytu budżetowego jest redukcja wydatków rządowych, obniżenie progów podatkowych o 20 procent dla klasy średniej. Natomiast podatki korporacji miałyby być obcięte do 25 procent. Argumentował to tym, że niższe świadczenia pieniężne przyspieszą wzrost gospodarki, co wpłynie korzystnie na dochody dla fiskusa. Republikański kandydat krytykował jednocześnie dorobek administracji Obamy, oskarżając go o podwojenie deficytu budżetowego a także o powolny wzrost ekonomiczny po recesji. Natomiast zdaniem prezydenta nie da się zrównoważyć budżetu bez np. cięć wydatków na programy społeczne. Obama tłumaczył się także tym, że odziedziczył deficyt, od swego poprzednika George’a W. Bush’a, którego wojna w Iraku i Afganistanie kosztowały Amerykanów miliony dolarów. Romney wytknął Obamie popieranie wielomiliardowych dotacji budżetowych dla „zielonych” firm, czyli produkujących energię z odnawialnych źródeł.”Zapewnił pan ulgi podatkowe wartości 90 miliardów dolarów dla takich firm jak Solyndra i Tesla, które okazały się przegranymi”- powiedział.

Solyndra było przedsiębiorstwem wytwarzającym energię słoneczną, które zbankrutowało. Natomiast Tesla Motors produkuje luksusowe samochody elektryczne, jednak ma ogromne problemy finansowe.

Gdy Romney po raz kolejny przypuścił polityczny szturm na obecnego prezydenta, ten musiał przejść do defensywy. Obama usłyszał, że pierwszą część swej kadencji koncentrował na reformie ochrony zdrowia, której nie chciała ponad połowa społeczeństwa. Nie skupił się natomiast na pobudzaniu gospodarki do jej szybszego wzrostu.

Przeciwnicy Obamy twierdzą, że nie dotrzymał on obietnicy obniżenia bezrobocia do 5-6 procent. Wynosi ono obecnie 7,8 procent. W Iowa prezydent broniąc się powiedział, że nie zakończył jeszcze tego, co zaczął w 2008 r. zaznaczając: „walczyłem o Wasze sprawy codziennie od kiedy objąłem urząd”.

Efekt śnieżnej kuli

Sondaże wskazują, że mimo wygranej Obamy w drugiej debacie oraz nieznacznej przewagi w trzeciej, obaj kandydaci idą łeb w łeb. Dlaczego? Obama dał z siebie wszystko- należy mu to przyznać. Niestety dla niego znaczna porażka w pierwszej konfrontacji sprawiła, że Romney nie traci impetu. Jest porównywany do śnieżnej kuli, która gdy zacznie się toczyć z góry, rośnie i nabiera prędkości. Nie można wykonywać polityki zagranicznej jeśli nie ma się silnego zaplecza ekonomicznego. Gospodarka jest dla Amerykanów najważniejszym tematem. W tej kwestii prezydent dostał, mówiąc sloganem bokserskim, prawego sierpowego od Romneya. Mimo że Obama ma większą wiedzę praktyczną w polityce zagranicznej, mimo że lepiej zna realia polityki administrowania całym krajem, mimo że jest zwolennikiem odważnych reform, to popełniał błędy. Przez 4 letnią kadencję zdarzyło mu się kilka widocznych gaf. Jednak nikt nie jest doskonały. Łatwo jest krytykować czyjeś decyzje z perspektywy historii. Amerykanie mogą chcieć świeżej krwi, nowego impulsu do działania. Wyborcy muszą się poważnie zastanowić. Czy konserwatywny, lub jak go przedstawiają Demokraci- „ultrakonserwatywny” i zachowawczy Mitt Romney będzie w stanie zaspokoić ich apetyt lepiej, niż zrobi to „sprawdzony” Barack Obama?

Comments are closed.