ZABAWA W POLITYCZNY PROFETYZM

On 6 maja 2013 by Piotr Kaszczyszyn

Polska scena polityczna jest spetryfikowana. Tego stanu rzeczy nie zmieniła nawet katastrofa smoleńska, stanowiąca swoisty prześwit, ukazujący fasadowość i niesprawność polskiego państwa. Czy najbliższe wybory parlamentarne zdołają naruszyć konstrukcję aktualnego partyjnego monolitu?

źródło: sejm.gov.pl

źródło: sejm.gov.pl

Tajemnica wyborczego sukcesu

Upraszczając, oczywiście na potrzeby tekstu, polski demos podzielić możemy na cztery zasadnicze grupy. Po pierwsze „wierny elektorat” o stałych poglądach politycznych. Dalej „elektorat wahadłowy” podejmujący decyzję w samym okresie kampanii wyborczej, na podstawie medialnego wizerunku poszczególnych partii. Następnie „anty-elektorat”, oddający nieważne głosy na znak protestu wobec istniejącej klasy politycznej. Jako ostatni zaś możemy wyróżnić „elektorat bierny”, który do lokali wyborczych w ogóle się nie udaje. Klucz do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w roku 2015 (podobnie zresztą jak i w każdych poprzednich) leży nie w przekonywaniu już przekonanych, lecz w pozyskaniu elektoratu z segmentu drugiego i czwartego. Kluczowe pytanie w tym kontekście brzmi: która z partii zrobi to najskuteczniej?

Przed wyborami

Nazwa partii: Prawo i Sprawiedliwość
Profil partii: ideologiczna
Kandydat w wyborach prezydenckich: Piotr Gliński

Moim zdaniem „wierny elektorat” PiS-u podzielić możemy na dwie podstawowe grupy: wyborców „ideologicznych” oraz wyborców „pragmatycznych”. Pierwsza z grup rekrutuje się przede wszystkim spośród ludzi starszych, nierzadko dawnych, szeregowych członków „Solidarności”, rozczarowanych i dotkniętych kształtem, jaki przybrała polska transformacja ustrojowa. Obok powszechnie znanych cech tego środowiska, takich jak: wrogość wobec III RP, nieprzejednana antyrządowość, czy posługiwanie się logiką „kto nie z nami, ten przeciwko nam”, wyróżnia się jeden komponent – w moim mniemaniu – najistotniejszy. Patriotyzm „wiernego elektoratu”, który jednakże przybrał formę charakterystyczną dla części środowisk „Solidarności” z początku lat 90 ubiegłego wieku. Jest to patriotyzm akcentujący sferę symboliki kosztem treści, niezdolny do przekucia idei w realny program polityczny. A samymi postulatami moralnymi nie da się niestety zreformować państwa. Dlatego też zdecydowanie istotniejsza jest grupa wyborców „pragmatycznych”. Z jednej strony mamy wśród nich mniej lub bardziej umiarkowanych zwolenników PiS-u, z drugiej zaś tych, którzy w partii Jarosława Kaczyńskiego upatrują najlepszej albo jedynej alternatywy dla obecnych rządów Platformy Obywatelskiej. W tej sytuacji kluczem do wyborczego zwycięstwa dla PiS-u, będzie poszerzenie tej właśnie grupy swoich wyborców o elektorat „wahadłowy” oraz „bierny”. Aby stało się to możliwe Jarosław Kaczyński musi postawić na wizerunek umiarkowany. Opozycyjny wobec rządu Donalda Tuska, lecz jednocześnie konstruktywny w swojej krytyce. W tym celu właściwa będzie kontynuacja „projektu Gliński” i wykorzystanie stworzonego przez profesora „gabinetu cieni” do systematycznego punktowania posunięć obecnego rządu oraz przedstawiania własnej alternatywy. Oznacza to oczywiście „pacyfikację” Antoniego Macierewicza – ograniczenie jego medialnej aktywności.

Nazwa partii: Platforma Obywatelska
Profil partii: postpolityczna
Kandydat w wyborach prezydenckich: Bronisław Komorowski

W przypadku partii rządzącej pozwolę sobie wyróżnić trzy cechy, w mojej opinii, konstytuujące to ugrupowanie. Po pierwsze, jak powiedziałby profesor Krasnodębski, jest to partia postpolityczna. Poziom politycznej metanarracji (tak mocno artykułowany przez PiS) został całkowicie wyeliminowany i zastąpiony przez figurę Polski jako posthistorycznej arkadii („zielona wyspa” usytuowana w „wiecznej” Unii Europejskiej). Zamiast pomysłów na zmianę zastanej rzeczywistości, otrzymujemy politykę przez publicystów określaną jako „polityka ciepłej wody w kranie”. Jest ona oparta przede wszystkim na posunięciach popularnych medialnie, niezagrażających słupkom poparcia, które nie wydają się jednocześnie wynikać z jakiegoś kompleksowego programu reform. Jej jedynym celem ma być raczej umożliwienie ugrupowaniu Donalda Tuska utrzymanie władzy w kolejnej kadencji Sejmu (Platforma Obywatelska jako partia władzy). Jednocześnie zaś dochodzi do konfliktu formuły postideowej z formułą partii władzy. Ta druga, aby mogła być na dłuższą metę skuteczna, powinna opierać się na idei „rządu fachowców”, odpowiedzialnych za skuteczność i merytoryczność rządzenia. Tymczasem Rada Ministrów stała się areną walki o władzę w samej Platformie, a nie wyłącznie narzędziem do zwycięstwa następnych wyborów. Po drugie PO stara się nakreślić swój obraz jako partii o szerokiej gamie poglądów, od konserwatywnego Gowina do lewicowego Arłukowicza. Taki wewnętrzny pluralizm ma stanowić o dojrzałości samej partii, a tym samym jej większych predyspozycjach do rządzenia. Po trzecie partia Donalda Tuska rozgrywa kartą własnej „racjonalności” i „umiarkowania” w przeciwieństwie do szkodliwych „radykałów” z PiS-u. Stosowanie od czasu do czasu tej swoistej polityki strachu (przy wymiernym wsparciu ze strony wiodących mass mediów) ma zastąpić potrzebę stosowania polityki argumentów.

Nazwa partii: Sojusz Lewicy Demokratycznej
Profil partii: pragmatyczna socjaldemokracja
Kandydat w wyborach prezydenckich: Leszek Miller

Przymiotnik „pragmatyczna” nie został użyty przypadkowo i odnosi się do najistotniejszej, moim zdaniem, cechy tej partii, a mianowicie programowej elastyczności w sytuacji dochodzenia do władzy, przy jednoczesnej konsekwentnej socjaldemokratyczności (bez ideowych wolt na podobieństwo Janusza Palikota). Po wynikach ostatnich wyborów w mediach zaczęły pojawiać się pojedyncze głosy wieszczące ostateczny koniec SLD i zastąpienie go przez Ruch Palikota. Jak pokazały kolejne miesiące prognozy te okazały się przedwczesne, a Sojusz odzyskał przewagę nad partią Palikota. Wydaje mi się, że spowodowane to było z jednej strony powrotem do polityki Millera oraz Oleksego, a z drugiej nieskutecznością działań Palikota. Przypuszczam, że przyjęta przez niego happeningowa, a czasami wręcz błazeńska strategia pozwoli SLD w przyszłości przyciągnąć do siebie lewicowych wyborców niezadowolonych z rządów PO, a jednocześnie z niesmakiem patrzącym na medialne harce polityka z Biłgoraja.

Nazwa partii: Ruch Palikota
Profil partii: populistyczna lewica obyczajowa
Kandydat w wyborach prezydenckich: brak

Sukces wyborczy Palikota oparty był na trzech filarach: populistycznym antyklerykalizmie, lewicowych postulatach obyczajowych oraz, co najważniejsze, wizerunku partii „nowej jakości”, niezbrukanej dotychczas polityką, która zdolna będzie do rozbicia słynnej „bandy czworga”. Z upływem czasu tak skonstruowana budowla zaczęła chwiać się w posadach, co zauważył sam Palikot. Stąd też wynikał jego udział w konwersatorium Aleksandra Kwaśniewskiego „Dialog i przyszłość”, przedstawienie programu „Korekty kapitalizmu” oraz organizacja kongresu małych i średnich przedsiębiorców w Krakowie. Jak wiadomo dla nowej partii najistotniejsze są nie pierwsze, lecz drugie wybory. Dlatego też Palikot zdecydował się ostatecznie na dołączenie do projektu „Europa Plus” i wykorzystanie go w dłuższej perspektywie jako wehikułu wyborczego, który umożliwi mu zameldowanie się w Sejmie w jego kolejnej kadencji.

Nazwa koalicji: Europa Plus
Profil: umiarkowana socjaldemokracja
Kandydat w wyborach prezydenckich: Ryszard Kalisz

Główną ideą, na której zasadza się projekt „Europy Plus” jest przekonanie Aleksandra Kwaśniewskiego o powodzeniu powrotu do koncepcji SLD z początku lat 90. Pomysł stworzenia szerokiej kolacji partii lewicowych ma nie tyle zdetronizować Platformę Obywatelską, co odebrać jej część lewicowo usposobionego elektoratu i przekroczyć granicę 12-15%, której obecny Sojusz nie może osiągnąć już od lat. Pierwszą próbą dla „Europy Plus”, którą przejdzie ona pomyślnie będą oczywiście wybory do europarlamentu. Zarówno w nich, jak i w wyborach prezydenckich (w samorządowych koalicja nie weźmie udziału) „Europa Plus” i SLD wystawią osobnych kandydatów. Wynika to, jak można się domyślić, z rywalizacji o pozycje lidera/ów w nowym ugrupowaniu. Dopiero po starciu w kampanii prezydenckiej z Ryszardem Kaliszem, w którym obaj panowie uzyskają podobny rezultat, Leszek Miller zdecyduje się na współpracę z „Europą Plus” i wystawienie wspólnych list wyborczych do Sejmu.

Nazwa partii: Polskie Stronnictwo Ludowe
Profil partii: monofunkcyjna
Kandydat w wyborach prezydenckich: Waldemar Pawlak/Jarosław Kalinowski

Ludowcy są partią, która w całości opiera się na „wiernym elektoracie” i od dobrych kilkunastu lat ich wyborcze poparcie nie przekracza 10%. Główną i jedyną rolę, jaką PSL ma do odegrania w Sejmie jest funkcja „wiecznego koalicjanta” dla partii aktualnie wygrywającej wybory. Nie zmienią tego również obecne starania prezesa Piechocińskiego, który przez sojusz z PJN-em stara się stworzyć wizerunek ludowców jako ugrupowania umiarkowanego i centroprawicowego, stojącego poza wojną polsko-polską. W moim przekonaniu zresztą sama współpraca z partią Pawła Kowala, z powodu, który podam później, zakończy się już po wyborach do PE, ewentualnie po wyborach samorządowych.

Wyborcze rezultaty

1.  Prawo i Sprawiedliwość (30-35%). Zwycięzcą wyborów okaże się partia Jarosława Kaczyńskiego. Na jego wyborczy sukces złożą się przede wszystkim trzy czynniki: konsekwentne rozwijanie „projektu Gliński”, dzięki czemu PiS zyska poparcie mniej lub bardziej krytycznych wobec partii rządzącej, którzy swoją decyzję podejmą dopiero w okresie kampanii wyborczej oraz odebranie części głosów PO przez nowopowstałą Partię Republikańską z jednej strony, a lewicową koalicję „Europy Plus” z drugiej.

2. Platforma Obywatelska (25-30%). To właśnie partia Donalda Tuska okaże się największym przegranym przyszłych wyborów, a jego porażka wynikać będzie (poza czynnikami wymienionymi powyżej) z dwóch kwestii. Po pierwsze z fiaska strategii straszenia powrotem „policyjno-opresyjnego” państwa PiS-u, a po drugie z narastającego rozczarowania i krytycyzmu wobec rządów Platformy, który przybierze jeszcze na sile po aktualnych działaniach „Platformy Oburzonych”.

3. Europa Plus (15-18%). Dzięki zastosowaniu formuły szerokiej koalicji ugrupowań lewicowych „Europie Plus” uda się przekroczyć magiczny dla SLD próg 15%, zbliżyć się do PO i żywić nadzieję na zwycięstwo bądź umocnienie swojej pozycji w jeszcze kolejnej kadencji parlamentu.

4. Partia Republikańska (8-10%). I tutaj czeka nas prawdziwa niespodzianka. Partia Jarosława Gowina oraz Przemysława Wiplera (plus politycy z PJN), powstała pod koniec 2013 r. lub na początku roku 2014, prócz odebrania kilku procent Platformie Obywatelskiej, zmobilizuje część dawnego elektoratu PO-PiS-u do ponownego udania się do urn wyborczych. Dzięki temu to nowe ugrupowanie stanie się czwartą siłą Sejmu, uwieńczy rozbicie obecnego partyjnego monolitu oraz co najważniejsze wraz z partią Jarosława Kaczyńskiego utworzy nowy, centroprawicowy rząd. Czy w ten sposób powrócimy do roku 2005 i idei IV RP? W sferze deklaratoryjnej nie sądzę, natomiast w sferze konkretnych działań jest to już dużo bardziej prawdopodobne.

5. Polskie Stronnictwo Ludowe (5-7%). Ostatnim z ugrupowań w nowym Sejmie będą, bez zaskoczenia, ludowcy. Tym razem jednak znajdą się poza rządem co nie oznacza oczywiście, że wypadną z politycznej gry. PSL jest partią cierpliwą i niewykluczone, iż na ministerialne stołki powrócą już w roku 2020.

Comments are closed.