ZAJĘCIA ZE SMARTFONEM W RĘKU

On 24 listopada 2013 by DO

Zapewne każdy z nas zna ten problem i jest on tak powszechny, że niemal niezauważalny. Niektórzy nawet uważają, że jest to coś normalnego, ponieważ zawsze tak było i prawdopodobnie będzie. Większość normalność utożsamia z powszechnością, na przykład jeśli w jakimś środowisku, państwie, społeczności jest regularnie dokonywany mord pewnych grup ludności jest to jak najbardziej ,,normalne’’. Było tak chociażby w sowieckiej Rosji, gdzie mordowano określoną ilość tzw. Kułaków, gdyż byli oni wrogami klasowymi.

źródło: johnchow.com

źródło: johnchow.com

Koszty, a korzyści

Chciałbym opowiedzieć o innym rodzaju zbrodni, na innym poziomie, niemniej bardzo dotkliwej z punktu widzenia studenta. Mianowicie o mordzie na naszych umysłach i rozwoju intelektualnym. Wszyscy to znamy. W dużej mierze jesteśmy studentami uczelni publicznych, które są utrzymywane z pieniędzy podatników. Wielu studentów mieszka daleko od  domu rodzinnego i wynajmuje mieszkanie, akademik. W pewnym sensie nieporozumieniem jest mówienie, że nasza edukacja jest darmowa i bezpłatne studia gwarantuje konstytucja. Również ci, którzy studiują w swoim mieście doskonale zauważają z jakimi kosztami wiąże się zdobywanie wykształcenia i ile czasu to zajmuje. A jak wiadomo czas to pieniądz. Zamiast studiować można iść do jakiejkolwiek pracy by zarabiać pieniądze, choćby niewielkie. Jeszcze większym marnotrawstwem jest jeśli kierunek, który studiujemy jest bezwartościowy i w żaden sposób nie przyczyni się do tego, że za 3 – 5 lat będziemy mieć szansę na otrzymanie lepszej pracy niż moglibyśmy otrzymać bez tych studiów. Nie mnie oceniać wartość studiowanego kierunku. Uważam, że wszystko zależy od konkretnego człowieka i od tego jak wykorzysta otrzymaną naukę w określonym kontekście, czy w czasie studiów robił coś dodatkowego, czy tylko zakuwał do egzaminów i przechodził z roku na rok. Mówienie o tym, że dany kierunek jest bezwartościowy i z góry przesądzanie o jego nieprzydatności z punktu widzenia pracodawcy jest błędem. Ważniejsze są tutaj indywidualne predyspozycje. Problem tkwi w innym miejscu.

Trzy grzechy główne

Nie owijając w bawełnę. Mam na myśli sposób przeprowadzania niektórych zajęć, które odbywają się na uniwersytetach jak również w szkołach średnich. Żeby nie generalizować od razu chciałbym zaznaczyć, iż wiele zajęć na mojej uczelni jest przeprowadzanych w sposób profesjonalny i jestem z nich zadowolony. Nie wątpię również w to, że w każdym regionie Polski znajdują się osoby rzetelne i kompetentne do wykonywania swojego zawodu. Uważam, że trzeba oddać im szacunek oraz podziękować za ich sumienność. Niestety na uczelniach nie wszyscy pracownicy są tak wspaniali i właśnie o nich chciałbym wspomnieć.

Chodzi o zajęcia, w których najogólniej mówiąc nie ma interakcji ze studentem. Na razie spotkałem 3 rodzaje takiego jałowego spędzania czasu:

1. Wykładowca cały czas czyta z kartki to, co ma do przekazania i przez 1,5 h wypowiada mnóstwo treści, które sami moglibyśmy przeczytać bez jego pomocy, gdyby tylko udostępnił nam materiały, które właśnie trzyma w ręce. Studenci muszą wszystko notować, bo z danego tematu będzie kolokwium. Niektórzy są bardziej nowocześni i zamiast papieru trzymają tablet lub czytnik e-booków. Zdecydowanie wolałbym mieć takiego e-booka u siebie na dysku i nie potrzebuję zmęczonego lektora, który przeczyta mi wszystko tylko jeden raz, w sposób, który mi nie odpowiada.

//Jeden ze sposobów na drzemkę podczas wykładu

//Jeden ze sposobów na drzemkę podczas wykładu

2. Osoba prowadząca ćwiczenia na początku semestru daje listę z tematami poszczególnych prezentacji lub każe wymyślić sobie tematy, a następnie przychodzi na zajęcia, siada przed biurkiem i z większym lub mniejszym zainteresowaniem wysłuchuje tego co ma do przekazania student. Grunt, że nie musi nic robić, a widok za oknem jest całkiem ładny. Studenci również siadają, tyle że nie przed biurkiem, a w ławkach i z podobnym zainteresowaniem wysłuchują swoich kolegów. Niektórzy śpią ukryci za plecami rówieśników, inni grają na smartfonach. Może niektórzy słuchają, ale to tylko dlatego, że nie stać ich na smartfony, laptopy i tablety. Zostało im tylko beznamiętne wpatrywanie się w farsę, która ma miejsce i nie sposób z nią nic zrobić. Można nawet współczuć z absurdalnego punktu widzenia człowiekowi prowadzącemu zajęcia jeśli prezentacja jest wyjątkowo nudna. Wykładowca nie może się zdrzemnąć jeśli nie umie spać z otwartymi oczami, nie może wyciągnąć telefonu z jakąś fajną gierką. Może tylko siedzieć i pocieszać się tym, że jest jedyną osobą na sali, która za tą bezproduktywną czynność dostanie jakiekolwiek pieniądze.

3. Trzeci rodzaj nieproduktywnych zajęć to w pewnym sensie połączenie dwóch poprzednich. Mianowicie prezentacja + czytanie. Wykładowca ma przygotowane prezentacje, które powinny być jedynie pomocą do prowadzenia zajęć, a nie ich głównym elementem. Nie dodając kompletnie nic od siebie jest lektorem czytającym tekst umieszczony na prezentacji. Również i w tym wypadku mógłby po prostu przesłać na grupowego maila czy facebooka daną prezentację. Niektórzy tak robią, ale w zamian sprawdzają obecność na wykładach, bo w innym wypadku frekwencja byłaby bliska zeru.

Rozwiązanie

Pseudowykładowcy dostają za to pieniądze, często te same, co pracownik kompetentny i uczciwy wobec uczelni oraz studentów. Taki, który zmusza do myślenia i inspiruje do samodzielnego zagłębienia się w różne tematy. Człowiek, który tylko czyta lub siedzi jest także wobec nich nieuczciwy. Jeśli te osoby tak bardzo chcą być czytaczami tekstów i prezentacji to niech nagrają swój wykład i wrzucą go na youtube, żeby każdy mógł swobodnie obejrzeć materiał w momencie dla niego najbardziej komfortowym oraz w wygodnym miejscu, często takim o którym nie wypada pisać. Zamiast grać na smartfonach, tabletach i laptopach podczas wykładu moglibyśmy na tych urządzeniach ten właśnie wykład obejrzeć. Treść byłaby zachowana, a forma o wiele bardziej przystępna. Również jeśli zależy im na pieniądzach, to niech podpiszą kontrakt, żeby móc umieszczać reklamy na kanale i ich zarobki będą wprost proporcjonalne do zainteresowania danym materiałem. Na pewno byłoby to uczciwsze niż obecny stań rzeczy, kiedy zainteresowanie jest minimalne, a zarobki w stosunku do niego całkiem w porządku.

Najgorsza w tym wszystkim jest bezsilność wobec tego procederu, obecnego na tak wielu uczelniach. Polega ona na tym, że pomimo dostrzeżenia przeze mnie problemu, jeśli chcę kontynuować studia będę musiał przygotowywać prezentacje i wygłaszać je w sali, w której będę miał do czynienia z obrazkiem opisanym powyżej. Jeśli człowiek siedzący wtedy przed biurkiem wpatrując się w okno teraz przeczyta mój tekst i uświadomi sobie, że między innymi o nim mowa, to mogę z tego powodu ponieść konsekwencje na jego zajęciach. Zdaję sobie z tego sprawę i w pewien abstrakcyjny sposób nawet mnie to cieszy. Gorzej jeśli przeczyta ten tekst i pomyśli: ,,To nie o mnie, to o kimś innym.’’ Całkowitym zwycięstwem byłoby gdyby dostrzegł problem, uderzył się w pierś i zaczął dawać z siebie wszystko na zajęciach. Niestety jestem realistą.

//Dawid Gruew

Dodaj komentarz