ZAMACH NA PIĄTKOWY WIECZÓR

On 21 stycznia 2016 by DO

To jak 11 września dla Ameryki – czytam w Internecie. Jeden z najbardziej tragicznych dni w powojennej historii Paryża. Dokonano kilku zamachów terrorystycznych w różnych częściach miasta. Do ataków przyznało się Państwo Islamskie. „Dopóki nie ustaną bombardowania, nie zaznacie spokoju. Będziecie się nawet bać wyjścia na zakupy”. Ale Francja wie, że nie może się bać.

telegraph.co.uk

telegraph.co.uk

I

Zaczęło się o 21.17, kiedy piłkarze i kibice, zgromadzeni licznie na stadionie Stade de France, gdzie trwał mecz towarzyski pomiędzy Francją a Niemcami, usłyszeli dwa wybuchy. Dwóch zamachowców-samobójców wysadziło się w powietrze w odstępie kilku minut od siebie. Pierwsza z eksplozji, według francuskiego dziennika L’Equipe, miała miejsce w okolicy wejścia D, we wschodniej części stadionu. Zginął przypadkowy przechodzień. Druga w pobliżu bramy H i restauracji fast-food ‘Quick’, na północny-wschód od obudowy. Mecz nie został przerwany. Kilka minut później nastąpił trzeci wybuch, już nie przy samym stadionie. Dwie ostatnie eksplozje, poza samymi zamachowcami, nie przyniosły dodatkowych ofiar. Po zakończeniu meczu, ze względów bezpieczeństwa, stadion nie został ewakuowany. Zarówno kibice, jak i piłkarze dowiadywali się co się stało, pozostając wewnątrz obiektu.

„To cud, że było tak mało ofiar. Konkretnie, to co zrobili, poza popełnieniem samobójstwa, nie ma żadnego sensu” – komentuje dla Le Parisien były szef francuskiego wywiadu, pozostając anonimowym. Według informacji różnych mediów, zamachowcy chcieli przeprowadzić eksplozje na trybunach stadionu, jednak nie zostali na nie wpuszczeni. Zdaniem Wall Street Journal, jeden z terrorystów dysponował ważnym biletem, jednak podczas kontroli, ochroniarz zauważył u niego kamizelkę z materiałami wybuchowymi. Kamikadze miał ją zdetonować, wymykając się w ten sposób służbom kontrolnym. Ta wersja jest sprzeczną w porównaniu z francuskim L’Equipe. Według dziennika, obydwaj zamachowcy usiłowali wejść na stadion, ale żaden z nich nie miał biletu. Mieli pojawić się przed wejściem o godz. 21.05, kiedy mecz już się zaczął i bramy są zamykane, ze względów bezpieczeństwa. „Jeśli chcesz rzezi, możesz to zrobić w momencie wejścia lub wyjścia widzów. Tyle, co wydarzyło się w Paryżu (wokół Stade de France – przyp. autorki) we właściwym tego słowa znaczeniu, to tylko ludzie, którzy popełnili samobójstwo” – dodaje były szef francuskiego wywiadu w wypowiedzi dla Le Parisien. Jednak to co „nie udało się” zamachowcom-samobójcom spod Stade de France, dopełniło się wkrótce na ulicach Paryża.

II

Zamach w piątkowy wieczór, to także zamach na piątkowy wieczór. Paryżanie po zakończonym tygodniu pracy siedzieli w barach, kafejkach, restauracjach, wykorzystując czas na rozmowę ze znajomymi. Zadawali pytania, opowiadali anegdoty, śmiali się, jednocześnie posilając się kulinarnymi specjałami i popijając trunki. Nic nie zapowiadało najgorszego, które w czarnym seacie z belgijską rejestracją przywiozło ze sobą trzech mężczyzn. Wystarczyło im mniej niż dwadzieścia minut na to, aby trotuary wypełnione okrągłymi małymi stolikami i składanymi krzesłami, zamienić wkrótce w miejsca pamięci, gdzie będą składane kwiaty.
Była godzina 21.25. Bar ‘Le Carillon’ i restauracja ‘Le Petit Cambodge’ były tuż na przeciwko siebie. Zamachowcy otworzyli ogień do klientów obu lokali. 15 ofiar śmiertelnych. 21.32. Blisko placu Republiki w strzelaninie zginęło 5 osób. 21.36. Strzały w restauracji ‘La Belle Équipe’. Ginie 19 osób. 21.40. Jeden z terrorystów na ulicy detonuje swój pas z ładunkami wybuchowymi. Przypadkowy przechodzień zostaje ciężko ranny.

III

W sali koncertowej Bataclan trwał koncert zespołu Eagles of Death Metal, kiedy zamachowcy uzbrojeni w kałasznikowy wtargnęli do budynku i otworzyli ogień do ludzi. Zaczęli na ślepo strzelać do tłumu. „Wszyscy leżeliśmy na ziemi, światła zapaliły się ponownie. Słychać było pierwsze krzyki, zdaliśmy sobie sprawę, że to poważne. Czekaliśmy leżąc na ziemi, na szczęście byliśmy oddaleni od miejsca, gdzie się pojawili” – opowiada RTL Vincent, świadek tamtych wydarzeń. „Wygłosili nam swoje kazanie, swoją przemowę, tłumacząc, dlaczego tu właśnie są. Wyjaśnił nam, że to bomby zrzucone w Syrii, pchnęły ich do tego. Zabrali nas do sali, w której ranni konali. Wyjaśnili, że to dopiero początek i że wojna teraz się rozpoczęła. Byli tam w imieniu Państwa Islamskiego. Następnie zapytali czy się z nimi zgadzamy. Możecie sobie wyobrazić, jaka cisza wtedy zapanowała” – mówi Sébastien, który odważył się nawiązać kontakt z terrorystami. Co bardziej nieśmiali kiwali głowami, a ci śmielsi odpowiadali ‘tak’. Zamachowcy podali Sébastienowi plik banknotów, pytając czy mógłby je spalić. „Chcieli sprawdzić czy pieniądze mają dla mnie wartość” – tłumaczy dla RTL były zakładnik. Jak twierdzi, musiał to zrobić. Inni, którzy również przeżyli, potem mu dziękowali. „To nie tak, żebym uważał się za bohatera. Prawdziwi bohaterowie zginęli”.

„Byłem z kolegą, który poklepał mnie po plecach i powiedział mi, że nie mogę tam zostać. Zrozumiałem w pewnej chwili, że został trafiony kiedy leżał na ziemi. Czekałem na swoją kolej, czekałem na chwilowy zastój, żeby usłyszeć jak ładują karabiny i wykorzystać ten moment po to, by wstać, biec, przejść przez ciała martwe lub nie…”. Vincent wybiegł z sali Bataclan, nie oglądając się za siebie. „Biegłem tak daleko, jak tylko mogłem. Nie próbowałem grać bohatera, zostać i ratować innym życie. Ochroniłem własną skórę, to jest ludzki instynkt. Wszyscy mówią mi, że dobrze zrobiłem. Byli tacy, którzy zostali, byli ranni. Miałem ogromne szczęście”. W sali Bataclan zginęło 89 osób.

***

Już następnego dnia po zamachach przed salą koncertową Bataclan, zasiadł przed fortepianem niemiecki pianista. W miejscu największego dramatu w piątkowy wieczór, ku wzruszeniu wszystkich odegrał utwór Johna Lennona „Imagine”. Przyjechał do Paryża specjalnie z Niemiec, tłumacząc, że informacje o zamachu mocno nim wstrząsnęły i nie mógł pozostać obojętny. Na fortepianie wymalowaną miał pacyfkę, przypominającą kształtem wieżę Eiffla, która stała się dla wielu symbolem tragicznych wydarzeń.

Podobnie jak inne instytucje kultury, które zostały zamknięte na wieść o zamachach, Bataclan otworzy na nowo swoje drzwi. „Oczywiście, ryzyko na poziomie zera nie istnieje, lecz zostały podjęte wszelkie środki, aby zapewnić bezpieczeństwo obywateli w miejscach publicznych. Dokładamy wszelkich starań, by każdy czuł się swobodnie” – zapewnia Bruno Julliard, pierwszy zastępca mera Paryża ds. kultury, w rozmowie dla L’Express.

***

Jest poniedziałek 16 listopada w samo południe. Pociąg metra stoi na stacji dłużej niż zazwyczaj i słychać komunikat o uczczeniu pamięci ofiar piątkowych zamachów. W tramwaju czarnoskóry mężczyzna podniesionym głosem oskarża Francuzów o tchórzostwo, deklarując przy tym, że sam mógłby przeprowadzić jakiś zamach, gdziekolwiek by zechciał. Jednak jest nieszkodliwy, więc wszyscy pasażerowie udają, że go nie widzą.

Kilka dni po zamachach widać gdzieniegdzie grupy wojskowych. Ubrani w moro, na głowach mają berety w kolorze czerwonego wina, na nogach czarne buty, a w rękach dzierżą ciężką broń. Przemieszczają się w grupach sześcioosobowych, jeden za drugim, regularnie rozglądając się na boki. Niewiele mówią, a jeśli już im się zdarzy, to nie ucinają sobie długich pogawędek. Trudno się przyzwyczaić do ich widoku, i wydaje się, że oni też czują się nie na miejscu. To pierwsza widoczna konsekwencja tragicznych wydarzeń w Paryżu, ale będą też kolejne. W grudniu policja zyska prawo do ciągłego noszenia broni podczas stanu wyjątkowego. Obecnie policjanci nie mogą mieć przy sobie broni poza czasem służby, z wyjątkiem powrotu do domu i drogi na komisariat. Nowy przywilej będzie dobrowolny. W przypadku podjęcia interwencji, funkcjonariusze będą musieli przeprowadzić minimum jedną serię strzałów ostrzegawczych oraz poinformować przełożonych o swoim działaniu.

***

Wprowadzono stan wyjątkowy, zamknięto granice, chwilowo zamknięto instytucje kultury, ale Francja i Paryż żyją dalej. Z pewnością inaczej, bo jest miesiąc do świąt Bożego Narodzenia, a przedświątecznej bieganiny nie widać. Spadła też sprzedaż w sklepach odzieżowych i obrót w restauracjach. Ludzie unikają centrów handlowych, gdzie wprowadzono nowe zasady i na wejściu ochroniarze sprawdzają torebki. Zaobserwowano jednak wzrost w sprzedaży internetowej, która pozwala uniknąć zatłoczonych przestrzeni sklepowych. Paryż traci również na atrakcyjności, więc cierpi także turystyka. Przyjezdni z zagranicy masowo odwołują swoje hotelowe rezerwacje. Podobnie Francuzi spoza stolicy, którzy rezygnują ze swoich weekendowych planów pod wieżą Eiffla. Pod znakiem zapytania stoi Euro 2016. Organizator imprezy Jacques Lambert, w wypowiedzi dla maxifoot.fr, nie wyklucza możliwości anulowania zawodów. „Ten problem przekracza, jak dotąd, moje kompetencje jako organizatora operacyjnego. Ale jasne jest, że dla UEFA i dla Francji, jest to decyzja, która ma wiele konsekwencji. Wszystko jest możliwe, wszystko jest do przemyślenia. Ale to byłoby uznanie, że ci, którzy nas zaatakowali, osiągnęli swój cel” – ocenia Lambert.

***

Internauci podjęli inicjatywę, w której dzielą się na twitterze swoimi najlepszymi wspomnieniami z sali Bataclan – #MonPlusBeauSouvenirDuBataclan. Niektórzy przypominają koncerty, które szczególnie zapadły im w pamięć: „Koncert-niespodzianka Prince’a trwający aż do świtu. To już 16 lat. Dzień za dniem”, napisał sebmusset. Dla innych taki wyjątkowy dzień ma dopiero nadejść. „To będzie niewątpliwie jeden z przyszłych koncertów, jakie zorganizuję z ludźmi których kocham”, zaanonsował w sieci Anthony Lapoire.

//Olga Ulman

Comments are closed.