ZBLIŻENIE NA UKRAINĘ

On 16 października 2014 by DO

Niedawno zakończyła się trzydziesta dziewiąta edycja Krakowskich Reminiscencji Teatralnych (RMNSC.). Festiwal powstał, żeby prezentować wybrane (najważniejsze i najciekawsze) spektakle zagraniczne, skupiając się na istotnych zagadnieniach pojawiających się w kulturze współczesnej. W tym roku program podzielono na dwa główne nurty. Pierwszym z nich były wydarzenia związane z performansem jako medium służącym przekazywaniu pamięci i budowaniu nowej relacji z widzem; drugim była sytuacja na Ukrainie, generująca nowe znaczenia w sztuce, będąca zarówno inspiracją dla artystów, jak i powodem, dla którego należy tworzyć sztukę stanowiącą odpowiedź otaczającej rzeczywistości.

Krakowskie Reminiscencje Teatralne

Krakowskie Reminiscencje Teatralne

Do nurtu ukraińskiego RMNSC. można zaliczyć performans grupy TanzLaboratorium oraz projekt Dagny Jakubowskiej Kongres kuchenny. Oba wydarzenia rzucały nowe światło na sztukę ukraińską.

Bezgłowi

Performans TanzLaboratorium zaczął się pod pomnikiem Czynu Zbrojnego Proletariatu Krakowa. To ogromny monument usytuowany w sąsiedztwie galerii handlowej i cmentarza żydowskiego. Najpierw przyjechała biała limuzyna, z której wysiadła dwójka mężczyzn ubranych w garnitury i ciemne okulary. Dopiero po chwili okazało się, że to tylko ochroniarze. Za nimi z samochodu wyszli ich podopieczni – ważne persony, które należy chronić. VIP-y miały metr wzrostu, długie prochowce i ogromne brzuchy. Nie miały głów. Wzięły swoich ochroniarzy za rękę (ci czujnie obserwowali grupę ludzi, która zaczęła gromadzić się wokół pomnika) i podeszły do monumentu. Ochroniarze podali im bukiety kwiatów. Bezgłowe istoty rzuciły goździki przed pomnik, oddając w ten sposób hołd dzielnym proletariuszom. Po kilku minutach wsiedli z powrotem do limuzyny i odjechali. Ta sama sytuacja powtórzyła się jeszcze w trzech miejscach w Krakowie – przy pomniku Żołnierzy Września 1939 i Armii Kraków na cmentarzu wojskowym, przy Pomniku Grunwaldzkim, pod Wawelem i przy Krzyżu Katyńskim. Gdziekolwiek pojawiały się zniekształcone istoty wzbudzały nie tylko zainteresowanie przechodniów, ale przede wszystkim współczucie. „Myślisz, że boli je takie życie bez głowy?” – zapytała swoją koleżankę jedna ze starszych pań, które zatrzymały się przed pomnikiem na cmentarzu wojskowym. Sprawcy całego zamieszania – grupa TanzLaboratorium – odpowiadają: nie, nie boli, przecież wszyscy tak żyjemy.

Kolektyw z Kijowa został założony czternaście lat temu. Grupa opiera swoją artystyczną pracę na wykorzystaniu fizyczności performerów jako medium, bazując na świadomości ruchu i wyobraźni ciała, które jest reprezentantem ich krytycznego myślenia.

Kim są bezgłowe postaci, w które przekształcili się członkowie TanzLaboratorium? Jak tłumaczyła jedna z członkiń, Larysa Venediktova, w ten sposób grupa chciała pokazać, jak bardzo bezmyślnie wykorzystujemy naszą pamięć. Budujemy pomniki żeby uczcić sytuację, której znaczenie wyrzuciliśmy z głowy. To, co symbolizują monumenty, tak jak znaczenia, które są za nimi ukryte, często przestają być dla nas czytelne. Krakowianie nawet kilka razy dziennie przechodzą koło pomników wybranych przez TanzLaboratorium do swojego performansu, jednak niewielu pamięta, czym zajmowała się na przykład Armia Kraków. Pomnik stał się przechowalnią pamięci. Człowiek przerzucił na monumenty obowiązek gromadzenia wspomnień.

Po raz pierwszy Bezgłowi byli pokazywani w Sewastopolu. TanzLaboratorium w strojach karłowatych istot składało kwiaty przy pomnikach radzieckich. Przechodnie niezwykle agresywnie reagowali na akcję w przestrzeni publicznej, zupełnie inaczej niż miało to miejsce w Krakowie. W Sewastopolu, bezgłowe postaci nie budziły współczucia czy empatii, ale prowokowały do bójek i rzucania obelgami. Wyjście artystów poza galerie i sceny, ingerencja w przestrzeń miasta oraz jawne odwoływanie się do symboli radzieckich, wywołały sprzeciw i oburzenie. Sytuację pogarszał fakt, że performans był prezentowany w ramach wystawy Sporne terytorium.

Wystawa zorganizowana przez artystyczny kolektyw ukraiński Hundrada (ukr. Rada Artystyczna), była pierwszą tak wyraźną odpowiedzią artystów na sytuację na Krymie. Nazwanie tego terenu „spornym” wzbudziło nie tylko sprzeciw władz, ale także niepokój obywateli. Sztuka stała się inicjatorem dyskusji a artyści przedstawicielami głosu społeczeństwa. Albo przynajmniej sposobem na wyrażenie jego ukrytych i dopiero kiełkujących lęków.

Po agresywnych atakach na TanzLaboratorium, relacja grupy z sewastopolską publicznością uległa zmianie. Większość osób, które atakowały performerów po rozmowie z nimi i po kilku miesiącach zmian politycznych, przyznało się do błędu. Od tego czasu śledzą poczynania niepokornego kolektywu.

Kuchenna rewolucja

Hudrada to kolektyw kuratorów i aktywistów, w którego skład wchodzą m.in. Nikita Kadan i Lada Nakonechna. Prace obojga znalazły się w październiku w Krakowie, jako część Kongresu kuchennego realizowanego przez Dagnę Jakubowską. Projekt ma formę spaceru po mieście. Na trasie uczestnicy zatrzymują się w trzech mieszkaniach, gdzie stają się częścią interwencji artystycznych.

Pierwszy przystanek – ulica Starowiślna. Tutaj w niewielkim mieszkaniu, w którym na co dzień działa mały teatr, odbywa się koncert. Chór kobiet ukraińskich „Kałynia” prezentuje tradycyjne pieśni wojenne. Niezwykle smutne, przepiękne pieśni śpiewane przez kilka kobiet w średnim wieku są jednym z najmocniejszych elementów całego Kongresu kuchennego. Te same melodie słychać właśnie teraz w miejscach ukraińskich walk. Pieśni, które niosły ze sobą żal, tęsknotę i lęk sprawiły, że grupa uczestników znieruchomiała na te kilkanaście minut.

Drugie mieszkanie na trasie znajduje się w sąsiedniej kamienicy. Tam, na drugim piętrze, Nikita Kadan, współzałożyciel Hudrady, odtworzył ogród warzywny, który próbował realizować na Majdanie. Ogród ma być przestrzenią symboliczną – przez poszczególne rośliny można odczytać historie, zwyczaje, nastroje osób, które go tworzą.

W trakcie spaceru, między poszczególnymi przystankami, uczestnicy słuchają nagrań, na których zapisano historie Ukraińców zaproszonych do projektu. Dodatkowo zatrzymują się w trzech prywatnych mieszkaniach rozmieszczonych na trasie między Bunkrem Sztuki a ulicą Limanowskiego. Kobiety, które w latach 90. wyemigrowały do Polski opowiadają o ciężkich warunkach życia, biedzie, swojej pracy w charakterze pomocy domowej. To właśnie w tej części powstał projekt Lady Nakonechnej, która zwraca uwagę na niepewny status Ukrainek w Polsce. Większość z nich zaczynała swoje życie w Polsce zupełnie nielegalnie dopiero z czasem regulując swój status prawny. Będąc pomocą domową w prywatnych mieszkaniach (takich, do jakich wchodzą uczestnicy Kongresu) naruszają czyjąś prywatność. Z jednej strony, właściciele mieszkań chcą ich obecności, ponieważ wiąże się z niższymi kosztami wynagrodzenia dla pomocy domowej, z drugiej chcieliby czuć się bezpieczni. Lada Nakonechna wykorzystuje te emocje i wprowadza do spaceru dodatkowy element – grupę ochroniarzy, którzy podążają za uczestnikami. Ten prosty zabieg nasuwa dwa skojarzenia – pierwsze dotyczy relacji pracodawca-nielegalny imigrant, drugie odwołuje się do obecnej sytuacji na Ukrainie, gdzie obecność służb mundurowych jest codziennością. Zostaje zaburzona zasada, że to, co prywatne jest również bezpieczne.

W odsłuchiwanych przez spacerowiczów opowieściach Ukrainek przykre doświadczenia przeplatają się z przepisami na przyrządzanie tradycyjnych ukraińskich potraw, które są dla nich smakiem domu i rodzinnej atmosfery. W ostatnim punkcie spaceru uczestnicy zostają zaproszeni do mieszkania, w którym mogą przekonać się, jak naprawdę smakują potrawy z opowieści. Lesia Kostina przygotowuje dla gości czebureki, solankę i „kotlet-rakietę”. Sami uczestnicy spacerów zostają zaproszeni do wspólnego gotowania, rozmowy, zadawania pytań. Siedząc wokół stołu pełnego jedzenia, sytuacja w ostatnim odwiedzanym mieszkaniu staje się bardzo naturalna, pozbawiona zbędnego skrępowania. Kuchnia staje się miejscem, które jednoczy, daje pole do wspólnych rozważań nie tylko o kulinariach, ale też o sytuacji politycznej, kulturowej czy społecznej.

Złoto-niebieska sztuka

Jaka jest więc sztuka na Ukrainie i o Ukrainie? Przede wszystkim mocno ingerująca w przestrzeń publiczną. Działalność Hudrady pokazuje, że kultura nie może zamknąć się w instytucjach, musi cały czas działać blisko odbiorców. Staje się medium nie tylko treści estetycznych, ale przede wszystkim głosem politycznym.

Sztuka ukraińska jest przykładem na to, jak nieinstytucjonalne inicjatywy mogą przybierać charakter narodowy. Nie ulega wątpliwości, że projekty Hudrady nawiązują do tradycji, symboli narodowych, stereotypów Ukraińców. Nie uderzają w nie, ani nie starają się ich przeinaczać. Wydobywają z nich nowe znaczenia, ukazując wymiar polityczno-społeczny w kraju a jednocześnie wzmacniają poczucie przynależności do narodu.  

//Izabela Zawadzka

Dodaj komentarz