Znakomitość czwartej RP

On 16 grudnia 2012 by Bartłomiej Smoleń

Przerażam się gdy słyszę imię i nazwisko: Tomasz Kaczmarek alias poseł siódmej kadencji z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, były specjalny CBA z uposażeniem okrągłego brzuszka pasującego bardziej do tajskiego klubu Go – Go, niż budynku przy Wiejskiej.

Ogarnia mnie zniesmaczenie gdy patrzę na nagi tors i błazeński uśmiech agenta Tomka. Przerażam się gdy widzę te tępe i szydercze oczy. Przerażam się gdy słyszę imię i nazwisko: Tomasz Kaczmarek alias poseł siódmej kadencji z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, były specjalny CBA z uposażeniem okrągłego brzuszka pasującego bardziej do tajskiego klubu Go – Go niż budynku przy Wiejskiej.

Towarzyski Tomek nie zakłada koszuli na swoje przepocone i przepracowane ciało, choć tak pięknie mówi o nim Ryszard Czarnecki: „Gdyby żył w normalnym państwie pewnie do końca życia byłby „super gliną”, ścigałby mafię, rozbijał gangi narkotykowe i łapał skorumpowanych polityków i biznesmenów… Widzielibyśmy efekty jego pracy, ale nie znalibyśmy jego twarzy. Ale Polska Tuska nie jest normalnie funkcjonującym państwem. Dlatego Tomasz Kaczmarek – „Agent Tomek” nie pracuje w CBA, a ci, których ścigał chodzą na wolności śmiejąc się ludziom w twarz. Żeby tak dalej nie było Tomasz powinien być posłem i w Sejmie walczyć o Prawo i Sprawiedliwość. Takich ludzi jak on, patriotów o mocnych charakterach i żelaznych zasadach, powinno być w Sejmie RP jak najwięcej.”

Polska żyje przykucniętym agentem „opętanym” przez walizkę pieniędzy. Człowiek roku Gazety Polskiej w swoim życiu nie widział takiej góry banknotów. „W tamtym momencie był w dużym stresie, w dużym napięciu” – dodaje podekscytowany. Tomasz nie może o tym o tym rozmawiać, bo osiąga apogeum szczęścia.

Kaczmarek to bardzo rozrywkowy Pan i umie spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi. „Polski James Bond”, „Uwodziciel gwiazd”, „Szarmancki, czuły, przystojny”.

Niekonsekwentna Beata Sawicka nazwałaby mój komentarz „stekiem bzdur”, którym nie sposób smakowitości steka odmówić.

Gdyby ktoś powiedział mi, że zdemobilizowany i rozebrany Kaczmarek zdobędzie mandat posła mówiąc: „ślubuję!” strzeliłbym mu w twarz albo wyśmiał głupkowatym rechotem żaby.

Jak daleko naciągniemy i naciągnąć możemy jeszcze… granicę przyzwoitości? Gdzie kończy się, a gdzie zaczyna godność człowieka? I, czy wreszcie, zapytałby Maciej Trojanowski, warto robić z siebie błazna?

Niektórzy w Polskim Tajniaku ciągle widzą olbrzymi potencjał sprawczy. Ufa mu również Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz. Sam Tomasz z dumą przyznaje: „Nie byłem bystrzachą, bo cała energia zostawała na basenie. Ale gdy byłem zagrożony, potrafiłem się spiąć.”

Po aferze Amber Gold premier, szeryf Donald Tusk, zapowiedział zmiany w funkcjonowaniu i działaniu służb specjalnych.

W listopadzie ABW udaremnia zamach na polską rację stanu. Brunon K. terrorystą z wyboru.

Dzień później Tomasz K. rozkłada się w wygodnym fotelu warszawskiego parlamentu, bo przecież obcięcia diety nie przepuści.

„Psikuta”, bo tak mówiły na niego koleżanki ze szkoły, śmieje się nam w twarz.

Z gracją uczy poprawiać krawat, zagryzać wargę, układać włosy.

Comments are closed.