ZNAMIONA NEOKOLONIALIZMU

On 15 grudnia 2015 by DO

Neokolonializm jako następstwo polityki imperialnej krajów europejskich, do tej pory kojarzony był wyłącznie z krajami tak zwanego Trzeciego Świata. Ze względu na słabość polityczną i ekonomiczną, kraje te sprzedawały swój majątek, terytorium, zasoby naturalne, stopniowo osłabiając swoją niepodległość. Wydaje się jednak, że obecnie zjawisko to zaczyna nabierać nowego znaczenia, przede wszystkim w kontekście europejskim.

fakt.pl

fakt.pl

„Cenimy nowoczesną światową gospodarkę z jej złożonym układem stosunków i wzajemnych oddziaływań, ale nie uznajemy prawa do kolonizacji” – powiedział Viktor Orban. W rzeczywistości jednak nie tylko Węgry borykają się z tym problemem. Według profesora Witolda Kieżuna, problem dotyczy w różnym stopniu wszystkich krajów, które nie tak dawno zrzuciły jarzmo socjalizmu. W momencie, gdy państwa te dysponowały własnym majątkiem, często zamiast kierować się dobrem społeczeństw i podążać w kierunku neoliberalnej gospodarki, wybierały kierunek zmian w sposób bardzo krótkowzroczny. Sprzedawały majątki zagranicznym inwestorom, niemalże za bezcen. Skutkiem takiej polityki jest niewątpliwe bogacenie się przedsiębiorstw, w głównej mierze zagranicznych. Oczywiście, na owych „owocach” gospodarczych przemian i znacznego wzrostu gospodarczego niewątpliwe skorzystali także obywatele tych państw, pytanie jednak czy chociaż w zadowalającym stopniu?

Tubylcy znad Wisły

Najlepiej by było zobrazować na czym polega problem na przykładzie statystyk naszego kraju. Z danych Eurostatu wynika, że Produkt Krajowy Brutto na głowę mieszkańca w Polsce jest równy 68,1 proc. średniej Unii Europejskiej. Innymi słowy, rocznie produkujemy już 2/3 tego, co w przeciętnym kraju Unii Europejskiej, takim jak na przykład Hiszpania. Bardzo zbliżyliśmy się do Grecji (71,8 proc. średniej unijnej). Mimo to, nie powinniśmy popadać w znaczny entuzjazm, gdyż owoce tej produkcji, inaczej niż w wyżej wymienionych krajach, nie zasilają wcale portfela zwykłego obywatela polskiego. Wartość majątku Polaka, to w przybliżeniu 1/4 majątku wcześniej wspomnianego Greka, a konkretniej 21 tysiący dolarów amerykańskich do 83 tysięcy (Global Wealth Databook). W oparciu o powyższe dane, można więc śmiało stwierdzić, że pomimo oczywistego sukcesu naszego kraju, na pewno nie korzystamy w pełni z sukcesów jego gospodarki, która notabene od 1992 roku notuje ciągły wzrost gospodarczy, o średniej wynoszącej w przybliżeniu 4,5 proc. i obecnie zajmuje 6 miejsce w Europie. 

Przyczyna i skutek?

Wraz z innymi państwami Europy środkowej, znajdujemy się na szarym końcu, jeśli chodzi o majątek przeciętnego obywatela. Być może to wcale nie dzieło przypadku? W końcu, to ten region najbardziej odczuł skutki obu wojen światowych, wielokrotnej okupacji, przesiedleń i kilkudziesięciu lat socjalistycznych eksperymentów gospodarczo – społecznych. Jest to teza bardzo nośna. Jak się jednak okazuje, ma swoje wady. Pierwszą z nich jest przykład kraju, który ma podobne doświadczenia historyczne. W Czechach, produkt krajowy brutto per capita wynosi 80 proc. średniej Unii Europejskiej, natomiast polski PKB per capita to w przybliżeniu 85 proc. czeskiego. Różnica jednak uwydatnia się w innym miejscu, ponieważ majątek Polaka stanowi około 60 proc. majątku Czecha. Pytanie więc, co z tymi brakującymi procentami? Druga wada to stwierdzenie, że w 1989 roku Polska zaczynała od tak zwanego „zera”, to znaczy, że nie posiadaliśmy żadnego majątku. Nie jest to prawdą, ponieważ Polacy wspólnym wysiłkiem w latach 1945-1989 zgromadzili znaczny kapitał, wytworzony pracą całego społeczeństwa. Problem raczej stanowi fakt, w jaki późniejsza władza się go pozbyła. Niewątpliwie, rząd okresu przemian polityczno-gospodarczych z lat 1989-1990 ponosi znaczną odpowiedzialność za sytuację w naszym kraju w kolejnych latach. W końcu, gdyby nie jego przyzwolenie, nie odczulibyśmy kolonialnej polityki zagranicznych potentatów, a przynajmniej nie w takim stopniu.

Namiastka z rogu obfitości

Co się właściwie dzieje z owocami znacznego wzrostu gospodarczego, który nastąpił w naszym kraju w ostatnich latach? Gdzie one trafiają, jeśli nie do portfeli polskich obywateli? Przede wszystkim na rachunki firm zagranicznych, jak i polskich. Konta tych przedsiębiorstw w Polsce systematycznie się zapełniają, a ich stopy oszczędności ustanawiają rekordy i znajdują się obecnie na jednym z najwyższych poziomów w historii. Samo w sobie nie jest to oczywiście złym zjawiskiem, problem w tym, że w Polsce bogacenie się spółek i korporacji nie jest jednoznaczne z poprawą sytuacji materialnej szarego Kowalskiego. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze usług wzrosło z 2385 złotych w 2004 roku do 4124 złotych w marcu 2015 roku, a więc o blisko połowę. W porównaniu do roku 2010, wzrost realny wyniósł 14 proc. Przy obecnym poziomie zarobków netto, znajdujemy się zatem na 20 miejscu w Unii Europejskiej.

Tylko interes

Kolejnym, ciekawym faktem jest to jak znaczna jest różnica między wartością inwestycji przedsiębiorstw polskich za granicą i tych, które działają na terenie naszego kraju. Warto przy tym zauważyć, że wiele z nich nie płaci podatków w ojczyźnie, ponieważ spółki rejestrowane są za granicą, co dodatkowo wpływa niekorzystnie na stan naszych finansów. Poza tym, udział zagranicznego kapitału jest groźny dla lokalnych przedsiębiorstw, które nie są w stanie z nimi konkurować. Inwestycje firm zagranicznych w Polsce osiągnęły wartość 13,5 miliarda złotych w 2014 roku, podczas gdy polskie firmy za granicą wywalczyły kontrakty o wartości zaledwie 1,25 miliarda złotych. Różnica jest dość znaczna. Co więcej, analiza trendów wskazuje, że taka sytuacja utrzymuje się w Polsce od lat. Przypomina to nieco sytuację z poprzedniej epoki, gdy imperia dominowały handel zagraniczny, kosztem kolonii, które nie były w stanie z nimi konkurować, głównie z powodu wysokich kosztów produkcji i niższej jakości produktów. Warto jednak przy tym zaznaczyć, że polskie produkty wcale nie ustępują jakością zagranicznym. Jest to po prostu kwestia odpowiedniej reklamy i możliwości przebicia na zagranicznych rynkach.

Masz to jak w banku

„Sądzę, że instytucje bankowe są bardziej niebezpieczne dla naszych wolności niż stacjonujące armie” – tak powiedział Thomas Jefferson. Cytat ten, w odniesieniu do polskich realiów wydaje się być bardzo trafny. W latach 90. polski system bankowy został w znacznym stopniu zdominowany przez zagraniczny kapitał. Działo się to na skutek wejścia banków zagranicznych wraz z własnym kapitałem oraz poprzez wykupywanie polskich instytucji bankowych przez zagraniczny kapitał. Z ponad 97 proc. w 1993 roku, udział inwestorów krajowych spadł do 27 proc. w 2008 roku, by następnie podnieść się do poziomu 36 proc. w 2012 roku Trzeba przy tym zaznaczyć, że ma tendencję wzrostową, co może dawać pewne nadzieje na przyszłość. W każdym razie, nie da się ukryć, że nasz system bankowy jest obecnie zdominowany przez sektor zagraniczny i to w stopniu, który stawia nas w niechlubnej czołówce, jeśli chodzi o kraje Unii Europejskiej. 

Bierny o(d)pór

Wydaje się, że neokolonializm stanowi dziś duży problem. Oprócz podłoża ekonomicznego, posiada również niemniej ważne podłoże polityczne. Oba wzajemnie się przeplatają i uzupełniają, co było znamienne dla podobnych zjawisk w przeszłości. Potężne organizacje międzynarodowe, jak na przykład Unia Europejska, posiadają bardzo duży wpływ na własne państwa członkowskie. Należy jednak pamiętać, że o realnej sile tej organizacji stanowią w głównej mierze państwa, w oparciu o które Unia powstała, szczególnie Niemcy. Dzięki poszerzeniu wspólnoty europejskiej oraz przyjęciu kolejnych traktatów, rola tego państwa wzrosła. Wywieranie wpływu zostało w pewien sposób usankcjonowane, a gospodarka tego kraju znalazła możliwość ekspansji na nowe tereny. Inwestowanie w byłych krajach socjalistycznych okazuje się być bardzo korzystne i to nie tylko ze względów ekonomicznych. Naturalnie, nie da się uniknąć w sposób całkowity obcych wpływów, można jednak je ograniczyć, na przykład przez poprawę koniunktury gospodarczej i wspieranie własnych przedsiębiorstw. Właśnie poprzez takie działanie, państwa te mają realną szansę na wyswobodzenie się ze struktur kolonialnych i budowę własnej pozycji politycznej. 

//Klaudiusz Piątek

Comments are closed.