ZWYCIĘSKI REMIS

On 27 maja 2014 by DO

Znamy już zwycięzcę tegorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Platforma Obywatelska zdobyła 32,13 proc. Na drugim miejscu uplasowało się Prawo i Sprawiedliwość (31,78 proc).

Remisowa wygrana Platformy

Remisowa wygrana Platformy

Jeśli chodzi o liczbę mandatów – jest remis. Obie partie uzyskały po 19 miejsc w PE. Do grona deputowanych dołączyli również członkowie koalicji SLD-UP (9,44 proc.), Nowej Prawicy (7,15 proc.) i PSL-u (6,80 proc.). Do SLD trafiło zatem 5 mandatów, a NP i PSL zdobyły po 4. Po pięciu latach kolejny raz daliśmy części posłów mandat zaufania. Innych odesłaliśmy do domu z kwitkiem. Jedno trzeba przyznać: kiełbasa wyborcza była wyjątkowo okazała, a politycy prześcigali się w grillowaniu przeciwników.

Politycy zniechęceni, Polacy tym bardziej

Tegoroczna kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego przebiegała w cieniu wzajemnych oskarżeń kierowanych do siebie nawzajem przez polityków różnych opcji. Czarny PR dziś już nikogo nie zaskakuje. Warto jednak pamiętać o tym, że na dłuższą metę nie popłaca. „To nie jest tak, że deprecjonując polityka nawet z innej partii, w długiej perspektywie czasu tak naprawdę zyskujemy. Tracimy zaufanie do polityki” – powiedziała w programie Nowy Dzień (Polsat News) dr hab. Ewa Marciniak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Ma to bezpośrednie przełożenie na naszą aktywność wyborczą. Frekwencja wyniosła 23,82 proc. W porównaniu do średniej unijnej – wypadamy słabo. Według wczorajszych prognoz, frekwencja w Unii Europejskiej miała osiągnąć 43,11 proc. Najwcześniej do urn poszli Holendrzy i Brytyjczycy (czwartek, 22 maja).

Niespodzianką tegorocznej kampanii były wypowiedzi polityków zdegustowanych kształtem wyścigu po fotel europosła bądź kontestujących sens istnienia unijnych instytucji, którzy jednak do samego końca walczyli o prestiżowe stanowiska. Kazimierz Kutz, kandydat koalicji Europa Plus Twój Ruch stwierdził na Facebooku: „Najgorsza kampania wyborcza dobiega końca. Dobrze, że się kończy”. Mandatu europosła nie zdobył, ponieważ jego ugrupowanie nie osiągnęło wymaganego pięcioprocentowego poparcia.

Wino z gwinta a burdel w Komisji

„Kampania z jednej strony nie respektuje w ogóle żadnych zasad, które wskazują na programy partii politycznych. Bo w istocie zwykły wyborca nie wie, z czym poszczególne partie idą do Europy. Z jednym wyjątkiem: mianowicie wiemy, po co idzie do Parlamentu Europejskiego Kongres Nowej Prawicy i Janusz Korwin-Mikke”, dodała Marciniak.

Mariusz Staniszewski z „Do Rzeczy” zapytał lidera Nowej Prawicy, czy ten nie zamierza podpalić budynku Parlamentu Europejskiego. Janusz Korwin-Mikke wprawdzie zaprzeczył, ale dodał: „Sprzedamy go i zrobimy tam burdel. Budynek Komisji Europejskiej świetnie się do tego nadaje”. Znany z kontrowersyjnych wypowiedzi Korwin-Mikke uważał, że jego partia ma spore szanse w wyścigu o jak największy kawałek parlamentarnego tortu. Zakładał, że poparcie dla NP sięgnie 12 proc. Jak się okazało, ugrupowanie zdobyło 7,15 proc.

Januszowi Korwin-Mikkemu mogło zaszkodzić pomówienie jednego z polityków Platformy, Tomasza Tomczykiewicza. Lider Kongresu Nowej Prawicy stwierdził, że Tomczykiewicz dopuścił się gwałtu na kelnerce. W ten sposób zrewanżował się za rozpowszechniane przez niektórych polityków partii rządzącej „sensacyjne wiadomości” o tym, jakoby Korwin swego czasu pił wino z gwinta. Sam zainteresowany twierdzi, że są to wyssane z palca rewelacje.

PiS i PO wciąż bez konkurencji

Sen z powiek części wyborców spędzała odwieczna niepewność czy wybory wygra Platforma Obywatelska, czy Prawo i Sprawiedliwość. Partia rządząca na ostatniej prostej natknęła się na przeszkodę w postaci publikacji Między nami liberałami Pawła Piskorskiego i Michała Majewskiego, a dotyczącej źródeł finansowania byłej partii Donalda Tuska, Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Konkretniej: KLD miał być wspierany przez chadeków z CDU. Jarosław Kaczyński także musiał stawić czoła zarzutom dotyczącym finansowania Porozumienia Centrum. W książce mowa o aferach związanych z Telegrafem i Spółką Srebrna. Wydaje się, że termin publikacji nie był przypadkowy i z pewnością podsycił zainteresowanie wyborców toczącą się kampanią. Niezależnie od tego czy książkę napisano rzetelnie, publikacja nie zagroziła szczególnie pozycji obu partii. Wraz z rozwojem kampanii coraz jaśniejszym stawało się, że gra o najwyższą stawkę ponownie toczyć się będzie pomiędzy Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością.

Pastewne bon-moty

Oliwy do ognia w tegorocznej kampanii dolała poseł PiS-u, prof. Krystyna Pawłowicz, nazywając prof. Władysława Bartoszewskiego „pastuchem”. Kontrowersyjna wypowiedź była ripostą do słynnego „bydła”, które padło niegdyś z ust Bartoszewskiego w nawiązaniu do polityki premiera z Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński zdystansował się od wypowiedzi swojej podwładnej. Kontrowersyjne słowa prof. Pawłowicz nie zniechęciły żelaznego elektoratu partii do pójścia do urny.

Powraca pytanie, jak ułożyłoby się procentowe poparcie dla poszczególnych partii, gdybyśmy mieli do czynienia ze skonsolidowaną prawicą.

Prawica mówi wielogłosem, lewica wspomina Jaruzelskiego

Po prawej stronie sceny politycznej rywalizowało wiele wyrazistych postaci, takich jak Jarosław Kaczyński, Janusz Korwin-Mikke, Jarosław Gowin czy Zbigniew Ziobro. Formacje dwóch ostatnich – Polska Razem i Solidarna Polska – nie weszły do Europarlamentu. Po kilku latach nieobecności w polityce (tej pokazywanej na medialnym świeczniku) mandat europosła zdobył Marek Jurek z Prawicy RP. Startował z listy Prawa i Sprawiedliwości.

W sztabie wyborczym SLD radość była umiarkowana. Z mandatem europosła muszą pożegnać się Joanna Senyszyn i Wojciech Olejniczak. Kontrowersje wzbudziło przemówienie lidera partii, Leszka Millera, który rozpoczął je od wyrażenia ubolewania z powodu śmierci generała Wojciecha Jaruzelskiego.        

Gospodarka kwestią priorytetową

Warto również wspomnieć o mniejszych inicjatywach, takich jak Polska Razem Jarosława Gowina. To partia prawicowa, wolnorynkowa. Tego, co pogardliwie określa się planktonem, bać się mogli zarówno liderzy PO, jak i PiS. Różnica pomiędzy zwycięzcą a zwyciężonym była naprawdę niewielka. Tu liczył się każdy procent. Chociaż wybory do Parlamentu Europejskiego traktowane są wciąż nieco po macoszemu w porównaniu z parlamentarnymi czy prezydenckimi, jest to pierwszy poważny wyznacznik nastrojów panujących w kraju. I choć można próbować podważyć wiarygodność niektórych sondaży, z wynikiem wyborów do PE trudno już dyskutować.

Interesującą inicjatywą była debata Jarosława Gowina i Janusza Palikota, która odbyła się w Centrum Prasowym Foksal. Lider Polski Razem powiedział wtedy, że „prawdziwa alternatywa, przed którą stoją Polacy to nie jest wybór między Platformą a PiS-em. Prawdziwa alternatywa to jest wybór między obozem, który próbuje stworzyć europejską lewicę i obozem, który reprezentuje Polska Razem. Obozem nowoczesnej prawicy”. Gowin obrazowo przedstawił fakt, że państwo odciąga 40 gr od każdego złotego wchodzącego w skład wypłaty. Jeszcze zanim doszło do dyskusji polityków, Paweł Graś podsumował na Twitterze: „Dwóch byłych platformersów będzie debatować o tym jaka straszna jest Platforma, fascynujące”.

Kolosy i beniaminki

Eryk Mistewicz zapytał 25 maja na Twitterze swoich followersów, czy oddadzą głos na „kolosy czy na beniaminki”. Tych drugich było zdumiewająco dużo. Oprócz partii, których przedstawiciele zasiadają obecnie w parlamencie, znaleźć można było i przedstawicieli takich ugrupowań (w zasadzie nieobecnych w telewizji), jak Demokracja Bezpośrednia, Partia Libertariańska czy Polska Partia Piratów. Wybory do Europarlamentu pozwalają na wybicie się mniejszym ugrupowaniom. W przypadku głosowań krajowych taka szansa jest ograniczona. Tu wciąż obowiązuje rywalizacja pomiędzy dwoma ugrupowaniami prowadzącymi w sondażach.

//Marcelina Mrowiec

Dodaj komentarz